Bolące stawy

Flower

Posts Tagged ‘walka z bólem’

Niebezpieczne napięcia mięśni, czyli stres i napięcie spoczynkowe

W nawiązaniu do wcześniejszych artykułów…

Sporo uwagi w poprzednich artykułach poświęciłem nieprawidłowym nawykom ruchowym, które tak bardzo rzutują na stan naszych stawów. Nieraz przywrócenie poprawności ruchów powoduje znaczną ulgę. Dobrze wykonywane przysiady mogą działać profilaktycznie na stawy kolanowe i biodrowe. Unikanie zbyt częstego chodzenia na wysokich obcasach to także dobra profilaktyka stawów i kręgosłupa.
Innym ważnym elementem podkreślanym przeze mnie jest dieta. Jednak trudno oczekiwać, że te dwa zalecenia wyeliminują bóle stawów. Możemy spotkać się z wieloma innymi kłopotami zdrowotnymi, które właśnie objawią się przez ból stawów lub nawet ich uszkodzenia. Dziś o kolejnym takim problemie.

Niebezpieczne naprężenia

Pewnie naczytaliście się i nasłuchali sporo o stresie i jego konsekwencjach. Rzadko jednak wspomina się o skutkach jakie może wywołać stres w naszych stawach. Stres to nie tylko stan psychiki, lecz także całego naszego ciała. Zwykle towarzyszą mu przeróżne napięcia mięśni. Z racji prowadzonego przez nas siedzącego trybu życia, te statyczne napięcia nie mogą się nawet choć częściowo wyładować poprzez ruch.
Trwamy przy komputerach nie tylko przygarbieni, ale także bardzo spięci. Z czasem przestajemy to nawet zauważać. Organizm pozornie się przyzwyczaja. W rzeczywistości wieloletnie napięcie mięśni tylko się kumuluje.
W skutek tych nierównomiernie rozłożonych napięć powstają też przykurcze mięśni i zaburza się siła poszczególnych antagonistów, a więc napięcie wywierane przez mięśnie na staw staje się coraz bardziej nierównomierne. Słabe mięśnie, na przykład zginacze, nie potrafią już tak dobrze blokować stawu przy nagłych wyprostach kończyny. Nagle dzieje się coś, czego zupełnie nie rozumiemy. Wymach ręką i łokieć zaczyna boleć. Doszło do kontuzji, które jest całkowicie niewspółmierna z bodźcem, jaki pozornie ją wywołał.
Zapomina się o tej wieloletniej kumulacji, która wywołała słabość stawu i przyczepionych do niego mięśni. Wiele osób doznaje też nie lada zdziwienia, gdy odkrywa, że nagle znacznie ograniczyła się ruchomość kończyny w stawie. Każde takie ograniczenie świadczy o przykurczach i niezdrowym napięciu spoczynkowym. Prędzej czy później wywoła kłopoty ze stawami.

Spoczynkowe napięcie mięśni

Zwykle u sportowców napięcie spoczynkowe mięśni jest wyższe niż u ludzi niewytrenowanych. Jednak oni zażywają sporo ruchu i zwykle dbają też o regenerację w postaci masaży, natrysków i przeróżnych zabiegów fizjoterapeutycznych.
Zbyt wysokie napięcie może pojawić się także jako objaw niektórych chorób nerwowo-mięśniowych. No i wreszcie mamy wspomniany stres psychiczny. Tego typu napięcie jest stanem bardzo nienaturalnym. Nie wynika z wytrenowania mięśnia, lecz powoduje jego dodatkowe osłabienia. W normalnych warunkach na zagrożenie reagowano walką lub ucieczką, stąd to napięcie mięśni. Gotowość. Gdy w biurze pokłócisz się z szefem nie możesz rzucić się na niego z pięściami ani zerwać do ucieczki. Napięcie pozostaje. Organizm uczy się nowych nienaturalnych reakcji.
Takich stanów stresowych mamy w życiu bardzo dużo. Później zamiast iść na spacer siadamy przed telewizorem i popijamy piwo. Pozornie następuje relaks, w rzeczywistości napięcie nadal trwa.

Proste rozwiązania

Od razu stwierdzę, że nie ma magicznych sposobów na opisane dolegliwości. O stawy trzeba dbać. Należy więcej się ruszać. Potrzebna jest dbałość o poprawną postawę ciała. Warto pomyśleć o masażach, ale robionych profesjonalnie. Silnych masażach a nie tak modnym obecnie głaskaniu przez filigranową masażystkę. Zamawiasz masaż to oceń od razu samego masażystę, czy jego warunki fizyczne pozwalają sądzić, że solidnie nas wymęczy.
Może przyda nam się zestaw ćwiczeń rehabilitacyjnych. Najlepiej ułożony przez fachowca. Z czasem tu również pojawią się nowe propozycje w tym zakresie. Dobrze jest smarować od czasu do czasu ścięgna maścią przeciwzapalną. Warto o to zadbać, póki staw nie został na tyle uszkodzony, że takie działania nie będą już mogły nam pomóc.

Zaniedbane stawy

Endoproteza – ostateczność a nie alternatywa

Bóle stawów, bóle w krzyżach to obecnie istna plaga. Można powiedzieć, że kolejna epidemia chorób cywilizacyjnych. W zasadzie to dziwi mnie fakt, że nie przywiązuje się do tego należytej wagi. Lekarze nie za bardzo chcą widzieć problem. U ortopedów nasilają się zapisy na endoprotezy. Ile czekać trzeba na samą wizytę do ortopedy chyba każdy wie. Oczekiwanie na endoprotezę liczyć czasem można w latach. Tymczasem idąc z podobnym bólem do lekarza pierwszego kontaktu otrzymamy receptę na jakiś silniejszy środek przeciwbólowy i do domu. Potem, gdy problem się nasila dostępujemy zaszczytu skierowania do ortopedy, który rozkłada ręce i stwierdza, że jest już za późno. Wiadomo! Pacjent winny.
Z ostatnich rozmów, jakie miałem okazję przeprowadzić wynikła rzecz jeszcze dziwniejsza. Bardzo wiele osób wręcz doprasza się endoprotez. Nie chce ratować swoich naturalnych stawów. Od razu je wymieniać? Endoproteza nie jest żadnym luksusem. To sztuczny twór w naszym organizmie. Ostateczność. Stwierdzę dosadnie, że z endoprotezą nikt Terminatorem nie zostanie. Są to stosunkowo słabe konstrukcje, które bardzo często zawodzą. Z tego powodu odchudzi się od nich w krajach bardziej od naszego rozwiniętych na rzecz rekonstrukcji uszkodzonych stawów. Nie jestem specjalistą, więc nie będę tu szczegółowo opisywał tych nowych technologii. Dla większości Polaków i tak są na razie nieosiągalne. Chyba, że ktoś dysponuje pokaźną gotówką.

Jednak pacjent winny?

Jednak nie w tym rzecz. Bardziej należałoby się skupić na eliminacji bólu stawów i ich naturalnej odbudowie niż na sztucznych działaniach. Mam sporo do zarzucenia naszym lekarzom, jeszcze więcej systemowi służby zdrowia, który jest chory i sam wymaga leczenia, ale nie oszukujmy się. Bez urazy. Większość z nas ponosi sporo winy za stan własnego zdrowia. Nim się na mnie obrazicie przeczytajcie do końca co myślę na ten temat.
Sporo już pisałem o profilaktyce. O regularnych ćwiczeniach, które oddalają od nas przyszłe widmo bólu i problemów ze stawami czy kręgosłupem. Pisałem też o rehabilitacji wad postawy. Nie będę teraz się nad tym rozwodził. Jednak odpowiedzmy sobie uczciwie na pytanie, ilu z nas podejmuje podobne działania?
Lekceważymy sprawę póki nic nie boli. Gdy zaczyna lekko boleć też się jeszcze nie przejmujemy. Wzruszamy ramionami i czekamy aż samo przejdzie. Z czasem ból staje się większy. Wtedy sięgamy po środki przeciwbólowe, czyli popularne niesterydowe leki przeciwzapalne. nie zdajemy sobie sprawy, że wprawdzie czasowo ból jest mniejszy, ale właśnie tymi preparatami dobijamy nasze stawy.
Nie lubię statystyk i nie przemawiają do mnie liczby. Mógłbym przejść do porządku dziennego nad stwierdzeniem, że 90% europejczyków ma wady postawy, a przynajmniej połowa problemy ze stawami. Cóż kiedy widzę to na co dzień! Pytają mnie znajomi co robić. Opowiadają o swoich problemach. Ileż to razy słychać strzelanie w kolanach, gdy ktoś prostuje nogę…
Przestrzegam przed lekami przeciwbólowymi. Ludzie kiwają głową i dalej je biorą. Radzę iść do lekarza, niemal wymusić skierowania do specjalistów. Przyznają mi rację i nic nie robią. Wskazuję na ćwiczenia rehabilitacyjne. Zgadają się ze mną, a jakże! Tylko ciągle tłumaczą się brakiem czasu i zabieganiem. Wreszcie sugerują preparaty na stawy z glukozaminą. Ten sam efekt.
Ciekawa jest ta nasza nonszalancja. Potem, gdy już jest za późno zaczynamy dobijać się do ortopedy i chcemy endoprotez. Nie neguję takiej formy leczenia, ale w wielu wypadkach można było temu wszystkiemu zapobiec.
Po co ja to wszystko piszę? Po to, by może choć jedna osoba, która przeczyta ten tekst wreszcie się obudziła. Nieważne, że jeszcze stawy Cię nie bolą. Lepiej zabrać się za profilaktykę póki jest na to czas. Analiza skrzywień kręgosłupa to także ważna część profilaktyki. Przesiadywanie przed komputerem na pewno dobrze na kręgosłup nie wpływa. Jeśli jeszcze siedzimy na krześle obrotowym, takim na jednej nodze, mikrowstrząsy mogą w parę lat całkowicie zniszczyć dolne kręgi. U wielu ludzi widać to już na dzień dobry, gdy się schylają. Czasem i bez schylania.
Kolejna moja rada dotyczy diety. Zadbaj o większe ilości białka. Obecnie większość ludzi odżywia się w sposób katastrofalny. Nie jesz przynajmniej 1,5 grama białka na każdy kilogram ciała, prosisz się o problemy. Wreszcie glukozamina. Wiem, że niektórzy podważają jej wartość. Moje obserwacje mówią co innego. Jednoznacznie mogę stwierdzić, że pomaga i chroni stawy. każdy po trzydziestym roku życia powinien choć raz na rok przyjmować przez miesiąc preparaty z glukozaminą. Kiedyś napisałbym, że po czterdziestym, ale problem się nasila i wiek ludzi zagrożonych chorobami stawów ciągle się obniża.

Przykład ze stawem kolanowym

Na koniec przeżyjmy się jeszcze kolanom, na które najczęściej się skarżymy. Ich zdrowie jest bezpośrednio uzależnione od siły mięśni czworogłowych. Im słabsze, tym łatwiej uszkodzić kolana. Tym większe panuje napięcie w samych stawach. Tym łatwiej zerwać ścięgna i wiązadła. Oczywiście ważny jest balans siłowy pomiędzy mięśniami czworogłowymi a dwugłowymi. Najlepiej więc ćwiczyć oba te mięśnie. Tak domyślacie się o co mi chodzi – przysiady! Namawiam do nich z uporem maniaka. Do poprawnie wykonywanych. Tu także moja obserwacja przynosi niepokojące wyniki. Prawie nikt nie potrafi poprawnie wykonać przysiadu.
Ze swej natury mięśnie czworogłowe są bardzo silne. To jeden z najsilniejszych mięśni szkieletowych człowieka. Chodząc wykorzystujemy go w niewielkim stopniu. Nieco bardziej na schodach i dużo bardziej w górach. Im większa stromizna tym większe zaangażowanie tych mięśni. U zdrowych młodych ludzi przez jakiś czas zachowują swoją siłę i chronią staw. Słabo używane szybko słabną. Nie przypadkowo rehabilitacja po dłuższym bezruchu zwykle skupia się właśnie na nich. Samo chodzenie tu nie pomoże, a uczciwie zastanówmy się ile my obecnie chodzimy? Niewiele.
Nieco bardziej służy im jazda na rowerze, ale nie oszukujmy się zwykła rekreacja na rowerze też może nie wystarczyć. To nie jest ciężki wysiłek. Dlatego właśnie potrzebne są nam dodatkowo takie ruchy, które mocno pobudzą te mięśnie. Tu nic przysiadu nie zastąpi.
Paradoksalnie nawet spora liczba tych, którzy ćwiczą na siłowniach nie robi przysiadów. To już parodia treningów. Nie twierdzę, że każdy musi chodzić na siłownię, ale zrobienie kilku serii przysiadów co drugi dzień to chyba nie tak dużo? 5-10 minut! Zysk zaś jest ogromny. Być może odsuwa się na bok problemy ze stawami i nie będą bolały nawet w 60 i 70 roku życia. Tylko proszę Was. Nie kiwajcie głowami. Nie przyznawajcie mi racji. Zamiast tego zacznijcie dbać o swoje stawy!

Jakie środki przeciwbólowe na stawy?

Produkt spożywczy

Idąc niedawno na zakupy zaważyłem w pobliskim sklepie spożywczym półkę pełną środków przeciwbólowych. Niby nie jest to widok obecnie dziwny, ale wywołał we mnie szereg skojarzeń. Już sam fakt, że preparaty takie znajdują się w sklepie spożywczym sugeruje, że traktuje się je niemal jak pokarm – produkt spożywczy. Tak też jest w istocie. Mamy w kraju nie tylko wysoki poziom spożycia alkoholu, ale też środków przeciwbólowych. Coś tam się ostatnio nieśmiało mówi, że zdrowe to nie jest, ale kto się z tym liczy? Nawet lekarz dla świętego spokoju nierzadko zamiast badań przepisze jakiś środek przeciwbólowy i tyle. Ma spokój.

Zderzenie z realiami

Teoretycznie choroby trzeba leczyć. Wszystkie. Zarówno choroby stawów, jak i wszelkie inne. Przyjmowanie środków przeciwbólowych jest tylko maskowaniem problemu. Jednak mam za sobą wiele długich i nieprzyjemnych godzin w przychodniach lekarskich i nie dziwię się zbytnio, że nie zawsze mamy ochotę się leczyć. To bowiem nie tylko walka z chorobą, ale nierzadko z brakiem zainteresowania ze strony lekarza. To godziny oczekiwania na przyjęcie i kilkumiesięczne wcześniejsze zapisy na wizytę, by przekonać się, iż w dniu dla nas wyznaczonym lekarz jest… nieobecny. Nie chcę rozwijać tego tematu. Zbyt mnie drażni. Chodzi mi tylko o to, że do pewnego stopnia jestem w stanie zrozumieć ludzi, którzy wolą kupić w sklepie środki przeciwbólowe zamiast iść do lekarza.

Praca czyni… szczęśliwym!

W obecnych czasach dochodzi jeszcze jeden czynnik. Praca. Łatwo ją stracić, a nie zawsze łatwo zdobyć. Najnowsze badania sugerują, że praca bardzo uszczęśliwia Polaków. Cóż! Chyba powstrzymam się od sarkastycznych uwag, zwłaszcza, że większość znanych mi Polaków, jakoś nie pasuje do tych badań i mówi co innego. Pozostaje więc zapytać, czy statystyk sam wymyślił wyniki, a może pytał pracowników w obecności szefa?
Jakby nie było, o pracę trzeba dbać. Miesiąc zwolnienia chorobowego to zwykle koniec kariery. Wiem, przepisy! Dla pracodawcy to nie jest aż tak wielki problem i wiedzą o tym wszyscy prócz posłów na Sejm i telewizyjnych ekspertów. Zwolnić zawsze można. Nie za to, to za co innego.
Budzisz się rano i znowu czujesz silny ból w kolanach. Zdrowy rozsądek nakazuje iść do lekarza. Kłopot w tym, że to już drugi raz w tym miesiącu. Szef na pewno nie będzie zadowolony. W końcu znajdzie kogoś innego na Twoje miejsce. Sięgasz więc po środki przeciwbólowe i człapiesz ociężale do pracy. Proza życia. Ostatecznie to nie telenowela w stylu „S jak Szczęście”!
Tak to kręci się karuzela. My dalej mamy pracę, co nas ponoć uszczęśliwia. Szef ma dyspozycyjnego pracownika, lekarz się nie przemęcza, sprzedaż środków przeciwbólowych wzrasta, tylko kolana są w coraz gorszym stanie.

Szkodliwość środków przeciwbólowych

Od razu stwierdzam wprost, nie jestem zwolennikiem środków przeciwbólowych. Zwłaszcza tych, które tak nagminnie kupujemy. O innych napiszę więcej za chwilę. Pozwólcie sobie wytłumaczyć, że na bóle stawów potrzebna jest odpowiednia rehabilitacja i suplementacja. Najczęściej glukozaminą. Czasem konieczny będzie zabieg operacyjny. Długotrwałe funkcjonowanie na popularnych środkach przeciwbólowych zbliża nas do nieuchronnej katastrofy i totalnego zniszczenia stawów.
Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze problem obciążania układu pokarmowego. To nie są bynajmniej preparaty przyjazne wątrobie czy jelitom. Na początku pomoże nam jedna tabletka. Po pewnym czasie organizm się przyzwyczai i trzeba brać ich coraz więcej. Rekordziści zjadają całe opakowanie o poranku, by potem jakoś funkcjonować. Dlatego argument, że małe dawki nie są szkodliwe, kompletnie mnie nie przekonuje.
Wcale też nie cieszy mnie czyjś ból. Nie uważam, że cierpienie uszlachetnia. Historia już dawno obaliła tę bzdurę. Cierpienie zazwyczaj poniża człowieka. Jestem skłonny dopuścić przyjmowanie środków przeciwbólowych w skrajnych wypadkach. Wcześniej wykazałem również, że kłopoty z lekarzami i z pracodawcami niejednokrotnie stają na przeszkodzie solidnemu leczeniu. Zamieściłem wcześniej kilka artykułów na temat rehabilitacji stawów w domu. Nieskromnie radzę do nich zajrzeć. Może też warto przeliczyć ile wydajemy na środki przeciwzapalne i przeciwbólowe, a następnie zebrać te pieniądze i przeznaczyć na prywatną wizytę u rehabilitanta, który przygotuje nam indywidualny plan ćwiczeń. To nie zawsze pomoże, ale w wielu wypadkach złagodzi objawy. Znam sporo osób, które ćwiczeniami wyleczyły stawy kolanowe i bóle pleców.

Alternatywne rozwiązanie – Eazol

Wszystko brzmi pięknie. Jednak ból pozostaje bólem. Rehabilitacja nie zadziała od razu. Czasami mimo wszystko ból utrzymuje się przez długie lata. To w skrócie argumenty, jakie przytaczają moi znajomi, gdy próbuję ich odwieźć od pożerania paczek tabletek przeciwbólowych. Wiem, że mam rację, ale oni też poniekąd ją mają. Z bólem się nie dyskutuje, ból jest. Trudno wówczas pracować i cieszyć się życiem.
Nie lubię stawać w pół drogi. Zacząłem więc szukać jakiegoś sensownego rozwiązania. Nie jest to łatwe. Oferta sklepowa i apteczna jest dość jednolita. Wprawdzie preparaty różnią się nazwą, ale składem i działaniem tylko nieznacznie. Nierzadko coraz częściej wszystko sprowadza się do otępienia centralnego układu nerwowego.
Wreszcie znalazłem coś ciekawego. Preparat odmienny od powszechnie stosowanych. Jest nim Eazol. W jego skład wchodzą wyciągi roślinne. Moją uwagę zwróciła kora wierzby białej. Nie od dziś wiadomo mi, że wierzba była szeroko stosowana w lecznictwie przynajmniej od średniowiecza. Wykorzystywano ją na długo przed wynalezieniem antybiotyków czy aspiryny. Posiada silne właściwości przeciwzapalne, a jednocześnie nie wywołuje skutków ubocznych tak charakterystycznych dla współczesnych farmaceutyków.
Korę wierzby używano do leczenia na naszych ziemiach jeszcze nim przyszło do nas chrześcijaństwo. Wierzba biała była modna na Dalekim Wschodzie. Od naszej różni się tym (pod względem zastosowania leczniczego), że działa silniej.
W podobnych celach Indianie używali lobelli rozdętej, która też znajduje się w składzie Eazolu. Z ważniejszych składników mamy tam jeszcze liść kadzidłowca poprawiający ukrwienie i również mający właściwości przeciwzapalne.
Nadal nie sądzę, by środki przeciwbólowe rozwiązały wszystkie problemy ze stawami, ale jeśli już musicie sięgać po jakieś środki przeciwbólowe, to radzę zainteresować się Eazolem. Poza tym spróbujcie wymusić na Waszym lekarzu solidną diagnozę i leczenie, a gdy już musicie brnąć do pracy to wtedy pozostaje… Eazol.