Bolące stawy

Flower

Posts Tagged ‘przysiady’

Jeszcze raz o bieganiu i zdrowiu stawów cz. 2

Rotacja stopy do wewnątrz

Nie mam zamiaru nikogo straszyć i odwodzić od biegania. Pokazuję tylko możliwe zagrożenia. Warto się z nimi liczyć i zadbać o ochronę swoich stawów, nawet jeśli na razie wydaje nam się, że wszystko jest w porządku.
Pierwsze niebezpieczeństwo pojawia się w związku z nadmierną rotacją stopy do wewnątrz w trakcie biegu. Na to musimy zwrócić uwagę w pierwszym rzędzie, jeśli nie chcemy doprowadzić do urazu stawów skokowych czy kolan. Już pisząc jakiś czas temu o przysiadach wspominałem o tym, że optymalna pozycja do pracy kończyny dolnej jest zawsze taka, że kolano powinno być zwrócone w tym samym kierunku co stopa. Teraz dodatkowo musimy przypilnować, by bardziej pracowała zewnętrzna część stopy i ograniczyć jej rotację do wewnątrz.

Zbyt mocne uderzanie piętami o podłoże

Kolejny problem wiąże się z nadmiernym przenoszeniem ciężaru ciała na pięty. Ciężkie uderzenia piętami o podłoże u wielu biegaczy wywołują na dłuższą metę problemy z kolanami. Tu wchodzimy w sferę sprzecznych hipotez. W związku z tym faktem wielu ludzi sugeruje, iż należy do biegania zaopatrzyć się w dobre firmowe buty wyposażone w amortyzatory pięty. Ich przeciwnicy dowodzą, że jest to po prostu forma reklamy dużych firm obuwniczych. W rzeczywistości należy biegać w płaskich zwykłych butach. Przecież nasi przodkowie biegali boso, lub w zwykłych butach a już na pewno bez amortyzatorów. Jak zawsze obie strony sporu przerzucają się wynikami badań naukowych.
Sporo osób dowodzi, że po zmianie obuwia na firmowe, ustały u nich bóle kolan. To prawda. Trzeba jednak uczciwie uznać, że jest to nie tyle sposób na rozwiązanie problemu, co raczej na jego ominięcie. By nie wpadać w antagonizmy proponuję polubowne rozstrzygnięcie sporu. Najlepiej dążyć do wypracowania właściwej techniki biegu zamiast posiłkowania się dodatkową amortyzacją. W przypadku, gdy z powodu daleko posuniętych zmian w aparacie ruchu wypracowanie takiej techniki nie jest już możliwe, wówczas pozostaje sięgnąć po te droższe buty.
Musimy pamiętać, że dla wielu z nas, zwłaszcza dla tych, którzy w dość późnym wieku decydują się na bieganie, przezwyciężenie złych nawyków może być bardzo trudne lub już wręcz niemożliwe. Mimo to zachęcam, by nad tym popracować.

Wsparcie ćwiczeniami dla wypracowania balansu siłowego

Zatrzymajmy się teraz nad balansem siłowym. Interesuje nas on w tym wypadku głównie w odniesieniu do stawów kolanowych i skokowych. Nie myślmy jednak, że tylko kończyny dolne pracują podczas biegania. Pracuje również brzuch, czy też klatka piersiowa. Tyle tylko, że górna część tułowia nie jest na tyle obciążona przy biegach uprawianych amatorsko, by trzeba było specjalnie zwracać uwagę na balans siłowy w tym obszarze.
Tu znowu z uporem maniaka muszę powrócić do przysiadów, jako ćwiczenia chroniącego stawy i dobrze przygotowującego do biegania, czy też innych sportów. Głęboki przysiad pozwoli nam wypracować odpowiedni balans pomiędzy czworogłowymi i dwugłowymi uda, a nawet do pewnego stopnia pomiędzy mięśniami piszczelowymi a trójgłowymi łydki. To jednak wymaga opanowania pełnego przysiady. Po więcej informacji na ten temat odsyłam do wcześniejszych wpisów.
Niekiedy same przysiady mogą nie wystarczyć przy dużych dysproporcjach mięśni lub znacznym osłabieniu któregoś z nich. Wówczas potrzebne byłyby dodatkowe ćwiczenia pomocnicze. Jakie to już zależy od tego na czym w konkretnym wypadku problem polega.

Jak podejść do biegania i o jego formach zastępczych

Samo bieganie zawsze należy rozpoczynać od rozgrzewki. Nawet jeśli wydaje nam się, że mamy dobrą kondycję to na początku lepiej jest zaczynać spokojnie i ostrożnie. Dla zdrowia dobrze będzie stopniowe zwiększanie intensywności czy też długości biegów. Osoby, które do tej pory mało chodziły, być może w ogóle powinny unikać biegania na początku, a raczej rozpocząć od spacerów. Później dopiero zwiększać ich tempo, a po kilku miesiącach rozpocząć regularne bieganie.
Zapewne też znacie zasadę, że lepiej i zdrowiej biegać po drogach gruntowych niż po asfalcie czy betonie. Mniej uwagi przywiązuje się natomiast do biegania na bieżniach mechanicznych. Ten rodzaj aktywności zdecydowanie odradzam. Nie jesteśmy przystosowani do poruszania się po ruchomym podłożu. Inaczej rozłożone wektory sił mogą szybko zniszczyć nasze stawy. To, że takie urządzenia są teraz modne i polecane przez trenerów fitness, wcale nie znaczy, że są zdrowe. Jeżeli już z powodu pogody, czy innych czynników nie możemy biegać, to o wiele zdrowszy będzie zwykły rowerek stacjonarny.

Ile i jak długo?

Trzeba jeszcze zastanowić się jak często i jak długo możemy biegać. Wydaje się, że dla osoby rozpoczynającej swoją przygodę z bieganiem dwa razy w tygodniu będzie w sam raz. Jeśli czas nie pozwala to można nastawić się na raz w tygodniu. Plus dodatkowe ćwiczenia, jeśli to konieczne.
Ile biegać? Na początku spokojnym truchtem nie więcej jak kilkanaście minut. Dużo tu zależy, czy raczej jesteśmy nastawieni na sprinty czy też maratony kondycyjne. Podpowiem od razu, że z punktu widzenia odchudzania te pierwsze będą lepsze, ale nie należy od nich rozpoczynać. Odradzam też pochopne uczestnictwo w wielkich imprezach dopóki nie poprawimy swojej kondycji i techniki biegania. Na taki występ można zdecydować się po roku regularnego biegania. Ktoś kto nagle bez przygotowania rusza na maraton więcej szkodzi swoim stawom niż im pomaga. Czasem może doprowadzić do bardzo poważnych urazów.
Pamiętajmy, że bieganie to nie tyle zdrowie co raczej miecz obosieczny. Może wzmocnić nasze stawy i poprawić zdrowie lub je zniszczyć. Dużo zależy od tego, jak się do rzeczy zabierzemy.

Jeszcze raz o bieganiu i zdrowiu stawów cz. 1

Bieganie – sport modny i masowy

Obecnie bieganie jest bardzo modne. Dla jednych jest to forma dbania o kondycję, dla innych metoda na odchudzanie, a część traktuje je jako sposób na poprawę swojego krążenia i zwalczanie innych dolegliwości. Znam przynajmniej kilka przypadków ludzi, którzy bieganiem na tyle poprawili swoje zdrowie, że zdumieli tym lekarzy. Podobne doniesienia można czasami nawet spotkać w mediach.
Również promuje się bieganie w formie masowej organizując różne maratony i biegi, na które może zgłosić się niemal każdy. W takich imprezach nie jest ważne tak bardzo, jakie miejsce się zajmie, co raczej samo uczestnictwo.
Wszystko to razem składania nas do stwierdzenia, że bieganie to samo zdrowie. I tu pojawia się mały zgrzyt. Otóż niestety nie. Przynajmniej nie dla każdego i nie zawsze. Wiem, że z racji masowości tego sportu pisząc to co mam zamiar tu przedstawić narażę się na krytykę. Bowiem krąży wiele sprzecznych opinii na temat biegania i jego poszczególnych aspektów. Zaś sama masowość sprawia, że każdy kto w życiu przebiegł kilka metrów uważa się za eksperta i jak na kraj demokratyczny przystało, ma swoje wyrobione zdanie. Pozwólcie jednak, że przedstawię swoje i zwrócę. Wam uwagę na kilka spraw. Być może dzięki temu Wasze stawy dłużej zachowają zdrowie.

Krótka historia biegania

Niewątpliwie bieganie jest jedną z naturalnych czynności człowieka. Można wręcz uznać, że jedną z podstawowych. Gdy kiedyś w toku ewolucyjnych przemian osiągnęliśmy postawę wyprostowaną, nasze ciało, cała jego biomechanika przystosowały się do dwunożnego biegu. Ten bieg stał się najlepszą formą aktywności. Pozwalał poruszać się na dużych przestrzeniach sawanny i jednocześnie dzięki wyprostowanej postawie obejmować wzrokiem większą przestrzeń. To pozwalało na czas wypatrzeć drapieżnika albo zdobycz.
W tym wypadku można było mówić o dwóch rodzajach biegu. Jedne spokojny obliczony na racjonowanie sił na dłuższy czas, a drugi szybki i gwałtowny w razie ataku drapieżnika lub pogoni za bliską zdobyczą. Pierwszy był więc czymś w rodzaju współczesnego biegu maratońskiego, drugi przypominał bardziej sprint.
Wraz ze wzrostem cywilizacji bieganie przestało być czynnością dominującą w życiu człowieka. Rolnik raczej nie biegał po polu. Na co dzień biegało się głównie w związku z działaniami militarnymi. Czasami po prostu w ramach ucieczki przed wrogiem.
Natomiast swoją szybkością lubili się popisywać biegacze na różnych zawodach, jak choćby tych organizowanych ku czci bogów lub po zwycięskich kampaniach wojennych. Spadkobierczynią tych tradycji jest współczesna olimpiada.
Widać jednak wyraźnie, że rozwój cywilizacji coraz bardziej eliminował bieganie z życia zwykłych ludzi. Jeszcze niedawno chodziło się kilometrami w różnie miejsca, ale już znacznie rzadziej biegało. To raczej pasowało do dzieci niż do dorosłych. Wprawdzie na ostatniej wojnie światowej żołnierze piechoty sporo się nabiegali, a i dziś jeszcze tak jest, ale i tu coraz bardziej dominują pojazdy mechaniczna. Jak wiadomo wojna coraz bardziej sprowadza się do naciskania guzików, a nie do bezpośrednich zmagań fizycznych, w których liczy się siła i szybkość mięśni.

Kto i kiedy dzisiaj biega?

Jak to wygląda w czasie teraźniejszym? Bieganie przestało być ważną czynnością w życiu. Wręcz niepotrzebną. Nawet chodzenie zostało drastycznie ograniczone do przejścia od budynku do samochodu, tudzież od fotela do lodówki. Długie spacery to raczej praktyka urlopowa. W przepełnionym tygodniu pracy tłumaczymy się brakiem czasu. Wybieramy więc samochód, a zamiast schodów windy. Jeśli nawet zdarzy nam się biec to zwykle bardzo krótko. Na przykład za uciekającym autobusem lub pociągiem.
Nawet dzieci biegają dziś dużo mniej niż kiedyś. Od aktywności fizycznej odciągają je komputery, telewizory i cała gama elektronicznych gadżetów. Zamiast w wolnym czasie pobiegać po lasach i polach, turlają się ociężale do pobliskiego fast-foodu.

Problemy związane ze współczesnym stylem życia

Napisałem o tym wszystkim nie bez przyczyny. Wszystkie te czynniki sprawiają, że bieganie będące niegdyś podstawową czynnością życia, już dawno straciło swoje znaczenie egzystencjalne. Tym samym oduczyliśmy się prawidłowo biegać. I tu właśnie zaczynają się zagrożenia dla naszych stawów, wiązadeł i ścięgien.
Część z nich wynika z nieprawidłowych nawyków stawiania stóp, które jeszcze może ujdą nam bezkarnie przy krótkich spacerach, ale mogą zemścić się straszliwie, gdy nagle przyjdzie nam ochota na bieganie. To co miało być narzędziem poprawiającym zdrowie, stać się może czymś wprost przeciwnym.
Zagrożenie stwarzają także osłabione bezruchem mięśnie. Zbyt słaba muskulatura nie potrafi wystarczająco amortyzować stawów. Silne mięśnie mają miedzy innymi za zadanie chronić nasze stawy. Tak więc dość często dochodzi do urazów kolan czy też stawów skokowych.
Jednak nie wystarczy, by mięśnie były po prostu silne. Musimy brać pod uwagę także to, na co tak często zwraca uwagę znany trener Charles Poliquin – specjalista o wsparcia siłowego dla wielu dyscyplin sportowych. Tym czymś jest balans siłowy, czyli właściwy stosunek siły mięśni antagonistów i agonistów działających na poszczególne stawy. W wypadku stawu kolanowego będzie to przede wszystkim balans pomiędzy mięśniem czworogłowym, a dwugłowym uda. Potem dochodzą już niuanse związane z rozwojem poszczególnych głów tych mięśni.
Dziś balans ten jest zaburzony ze względu na nikłą aktywność fizyczną, ale też z powodu używania krzeseł i foteli co powoduje, że mało kiedy aparat ruchowy kończyn dolnych pracuje w pełnej amplitudzie ruchowej.
Niestety nader często, gdy zwracam uwagę na ten aspekt zdrowotny, słyszę, że to głupota i zawracanie głowy. Cóż, można sobie lekceważyć naturę, ale trzeba pamiętać, że ona bywa mściwa i zgodnie z dość znanym aforyzmem nigdy nie wybacza.

Gdy już pojawia się ból

Leczenie a profilaktyka stawów

Inspiracją do napisania tego artykułu był ostatni komentarz naszej Czytelniczki odnoszący się do kwestii wpływu diety na stawy czy kręgosłup. Zdałem sobie sprawę, że wiele osób myśli podobnie. Widać to zresztą bardzo mocno w związku z popularnością wszelakich diet, które ponoć mają uzdrawiać. Niektóre nawet z raka.
Pomijam tu już kwestię czy poszczególne te diety są same w sobie zdrowe. Zazwyczaj nie. Jednak nie w tym rzecz. Nawet najlepsza dieta, indywidualnie dobrana do potrzeb danej jednostki nie wyleczy z ciężkiej choroby. Czasem może poprawić stan zdrowia, ale to za mało. Musimy wyraźnie rozróżnić pojęcie profilaktyki od leczenia.
Fakt uzdrawiania poważnych chorób przez diety zapewne jest bardziej sprawą stymulacji psychicznej. Z jednej strony efektu placebo oraz mocnej wiary w dany autorytet. Sprawa jest ciekawa i warta uwagi, ale póki co trudno ją dokładnie wyjaśnić. Zapewne podobne mechanizmy zachodzą w przypadku cudownych uzdrowień do jakich dochodzi w wielu religiach. Jeszcze nie jesteśmy w stanie świadomie i dla dobra ludzi wykorzystać tego zjawiska, więc nie będę się tutaj nad nim rozwodził.

Profilaktyka stawów

Na tym blogu zajmuję się bardziej profilaktyką, jak leczeniem. Profilaktykę należy promować, a leczenie powinno należeć do specjalistów. Oni sami różnie się z tego wywiązują, ale u znowu za daleko musielibyśmy odbiec od tematu. Jeśli mówimy o profilaktyce to mamy na myśli głównie dietę, a zaraz za nią ćwiczenia i ogólnie odpowiednio dobraną do możliwości dawkę ruchu. W przypadku ćwiczeń zawsze na pierwszym miejscu należy postawić prawidłowo wykonywane przysiady, które są najlepszym ćwiczeniem zabezpieczającym stawy i kręgosłup. Szerzej już o tym pisałem jakiś czas temu.
Zdrowe stawy to aktywność całego układu motorycznego człowieka. Silne mięśnie chronią stawy i kręgosłup, zwłaszcza, gdy powrócimy do naturalnych i anatomicznych ruchów. Jest to też powiązane z dietą o wysokim poziomie podaży protein zwierzęcych i tłuszczów zwierzęcych. Ważne jest także ograniczenie węglowodanów i tłuszczów roślinnych, które nie tylko powodują otyłość, a więc dodatkowe przeciążenia dla stawów, ale także nadmierną utratę witamin i minerałów oraz szereg innych chorób. To tyle w skrócie tytułem przypomnienia.
Niekiedy w ramach profilaktyki można także zastosować suplementy, jak choćby te z glukozaminą czy innymi substancjami poprawiającymi pracę stawów.

Leczenie stawów

Samo leczenie może wygadać różnie. Będzie się opierało o pewne leki lub suplementy, ale również powinno zawierać ćwiczenia rehabilitacyjne. Czasem konieczny może okazać się zabieg operacyjny.
Tu głos ma lekarz, ale uważam, że pacjent sam powinien podejmować odpowiedzialność za swoje zdrowie, co przekłada się choćby na to, aby przynajmniej skonsultować się z kilkoma niezależnymi specjalistami.

Kiedy należy zacząć leczyć stawy i kręgosłup

Teraz dochodzimy do sedna. Kiedy kończy się profilaktyka, a powinno zacząć leczenie? Nim odpowiem na to pytanie dodam jeszcze, że gdyby każdy z nas dbał o profilaktykę, to rzadko trzeba byłoby podejmować leczenie. Przypuszczam, że zniknęłoby ok. 80% przypadków problemów ze stawami czy kręgosłupem.
O leczeniu należy pomyśleć wtedy, gdy pojawia się ból. Ból stawów, ból kręgosłupa to zawsze niepokojące objawy. W tym wypadku dieta na pewno nie wystarczy. Niekiedy sprawę mogą rozwiązać same ćwiczenia rehabilitacyjne poprawiające postawę. Czasami nawet odpowiednia dawka spaceru, ale zawsze należy zacząć od dokładnego badania.
Z racji, ze nieraz byłem świadkiem podobnych wypadków od razu dodam, że jeśli lekarz ograniczy się do przepisania środków przeciwbólowych i nie zrobi nic więcej, natychmiast trzeba zmienić lekarza. Bywa, że takie środki są niezbędne, bo ból jest bardzo silny. Jednak one tylko maskują przyczynę problemu. Szkody będą coraz większe. Nie wolno na tym poprzestać. Niestety sami pacjenci dość często są zadowoleni z takiego obrotu sytuacji. Nie muszą nic więcej. Nie trzeba robić dodatkowych badań, ani chodzić na zabiegi czy wykonywać ćwiczeń. Połyka się magiczne pastylki i ból znika. Problem pozostaje. Za kilka lat może się nawet skończyć wózkiem inwalidzkim!

Zmiana stylu życia

Taki ból wskazuje na jeszcze jedno. Musimy zmienić styl życia. Zbyt dużo siedzenia, za mało ruchu, zawsze niekorzystnie wpływa na kręgosłup i stawy. To dlatego coraz więcej ludzi obecnie się na nie uskarża. Dodatkowo paniom radziłbym mniej korzystać z butów na wysokim obcasie. To też nie jest dobre dla kolan i kręgosłupa.
Wszystko to co tu zostało stwierdzone, bynajmniej nie zwalnia od zadbania o lepszą dietę. Na pewno nie jest nią ani to co obecnie promują gwiazdy-eksperci, telewizyjni dietetycy ani amatorzy głodówek odchudzających.

Niebezpieczne napięcia mięśni, czyli stres i napięcie spoczynkowe

W nawiązaniu do wcześniejszych artykułów…

Sporo uwagi w poprzednich artykułach poświęciłem nieprawidłowym nawykom ruchowym, które tak bardzo rzutują na stan naszych stawów. Nieraz przywrócenie poprawności ruchów powoduje znaczną ulgę. Dobrze wykonywane przysiady mogą działać profilaktycznie na stawy kolanowe i biodrowe. Unikanie zbyt częstego chodzenia na wysokich obcasach to także dobra profilaktyka stawów i kręgosłupa.
Innym ważnym elementem podkreślanym przeze mnie jest dieta. Jednak trudno oczekiwać, że te dwa zalecenia wyeliminują bóle stawów. Możemy spotkać się z wieloma innymi kłopotami zdrowotnymi, które właśnie objawią się przez ból stawów lub nawet ich uszkodzenia. Dziś o kolejnym takim problemie.

Niebezpieczne naprężenia

Pewnie naczytaliście się i nasłuchali sporo o stresie i jego konsekwencjach. Rzadko jednak wspomina się o skutkach jakie może wywołać stres w naszych stawach. Stres to nie tylko stan psychiki, lecz także całego naszego ciała. Zwykle towarzyszą mu przeróżne napięcia mięśni. Z racji prowadzonego przez nas siedzącego trybu życia, te statyczne napięcia nie mogą się nawet choć częściowo wyładować poprzez ruch.
Trwamy przy komputerach nie tylko przygarbieni, ale także bardzo spięci. Z czasem przestajemy to nawet zauważać. Organizm pozornie się przyzwyczaja. W rzeczywistości wieloletnie napięcie mięśni tylko się kumuluje.
W skutek tych nierównomiernie rozłożonych napięć powstają też przykurcze mięśni i zaburza się siła poszczególnych antagonistów, a więc napięcie wywierane przez mięśnie na staw staje się coraz bardziej nierównomierne. Słabe mięśnie, na przykład zginacze, nie potrafią już tak dobrze blokować stawu przy nagłych wyprostach kończyny. Nagle dzieje się coś, czego zupełnie nie rozumiemy. Wymach ręką i łokieć zaczyna boleć. Doszło do kontuzji, które jest całkowicie niewspółmierna z bodźcem, jaki pozornie ją wywołał.
Zapomina się o tej wieloletniej kumulacji, która wywołała słabość stawu i przyczepionych do niego mięśni. Wiele osób doznaje też nie lada zdziwienia, gdy odkrywa, że nagle znacznie ograniczyła się ruchomość kończyny w stawie. Każde takie ograniczenie świadczy o przykurczach i niezdrowym napięciu spoczynkowym. Prędzej czy później wywoła kłopoty ze stawami.

Spoczynkowe napięcie mięśni

Zwykle u sportowców napięcie spoczynkowe mięśni jest wyższe niż u ludzi niewytrenowanych. Jednak oni zażywają sporo ruchu i zwykle dbają też o regenerację w postaci masaży, natrysków i przeróżnych zabiegów fizjoterapeutycznych.
Zbyt wysokie napięcie może pojawić się także jako objaw niektórych chorób nerwowo-mięśniowych. No i wreszcie mamy wspomniany stres psychiczny. Tego typu napięcie jest stanem bardzo nienaturalnym. Nie wynika z wytrenowania mięśnia, lecz powoduje jego dodatkowe osłabienia. W normalnych warunkach na zagrożenie reagowano walką lub ucieczką, stąd to napięcie mięśni. Gotowość. Gdy w biurze pokłócisz się z szefem nie możesz rzucić się na niego z pięściami ani zerwać do ucieczki. Napięcie pozostaje. Organizm uczy się nowych nienaturalnych reakcji.
Takich stanów stresowych mamy w życiu bardzo dużo. Później zamiast iść na spacer siadamy przed telewizorem i popijamy piwo. Pozornie następuje relaks, w rzeczywistości napięcie nadal trwa.

Proste rozwiązania

Od razu stwierdzę, że nie ma magicznych sposobów na opisane dolegliwości. O stawy trzeba dbać. Należy więcej się ruszać. Potrzebna jest dbałość o poprawną postawę ciała. Warto pomyśleć o masażach, ale robionych profesjonalnie. Silnych masażach a nie tak modnym obecnie głaskaniu przez filigranową masażystkę. Zamawiasz masaż to oceń od razu samego masażystę, czy jego warunki fizyczne pozwalają sądzić, że solidnie nas wymęczy.
Może przyda nam się zestaw ćwiczeń rehabilitacyjnych. Najlepiej ułożony przez fachowca. Z czasem tu również pojawią się nowe propozycje w tym zakresie. Dobrze jest smarować od czasu do czasu ścięgna maścią przeciwzapalną. Warto o to zadbać, póki staw nie został na tyle uszkodzony, że takie działania nie będą już mogły nam pomóc.

Zaniedbane stawy

Endoproteza – ostateczność a nie alternatywa

Bóle stawów, bóle w krzyżach to obecnie istna plaga. Można powiedzieć, że kolejna epidemia chorób cywilizacyjnych. W zasadzie to dziwi mnie fakt, że nie przywiązuje się do tego należytej wagi. Lekarze nie za bardzo chcą widzieć problem. U ortopedów nasilają się zapisy na endoprotezy. Ile czekać trzeba na samą wizytę do ortopedy chyba każdy wie. Oczekiwanie na endoprotezę liczyć czasem można w latach. Tymczasem idąc z podobnym bólem do lekarza pierwszego kontaktu otrzymamy receptę na jakiś silniejszy środek przeciwbólowy i do domu. Potem, gdy problem się nasila dostępujemy zaszczytu skierowania do ortopedy, który rozkłada ręce i stwierdza, że jest już za późno. Wiadomo! Pacjent winny.
Z ostatnich rozmów, jakie miałem okazję przeprowadzić wynikła rzecz jeszcze dziwniejsza. Bardzo wiele osób wręcz doprasza się endoprotez. Nie chce ratować swoich naturalnych stawów. Od razu je wymieniać? Endoproteza nie jest żadnym luksusem. To sztuczny twór w naszym organizmie. Ostateczność. Stwierdzę dosadnie, że z endoprotezą nikt Terminatorem nie zostanie. Są to stosunkowo słabe konstrukcje, które bardzo często zawodzą. Z tego powodu odchudzi się od nich w krajach bardziej od naszego rozwiniętych na rzecz rekonstrukcji uszkodzonych stawów. Nie jestem specjalistą, więc nie będę tu szczegółowo opisywał tych nowych technologii. Dla większości Polaków i tak są na razie nieosiągalne. Chyba, że ktoś dysponuje pokaźną gotówką.

Jednak pacjent winny?

Jednak nie w tym rzecz. Bardziej należałoby się skupić na eliminacji bólu stawów i ich naturalnej odbudowie niż na sztucznych działaniach. Mam sporo do zarzucenia naszym lekarzom, jeszcze więcej systemowi służby zdrowia, który jest chory i sam wymaga leczenia, ale nie oszukujmy się. Bez urazy. Większość z nas ponosi sporo winy za stan własnego zdrowia. Nim się na mnie obrazicie przeczytajcie do końca co myślę na ten temat.
Sporo już pisałem o profilaktyce. O regularnych ćwiczeniach, które oddalają od nas przyszłe widmo bólu i problemów ze stawami czy kręgosłupem. Pisałem też o rehabilitacji wad postawy. Nie będę teraz się nad tym rozwodził. Jednak odpowiedzmy sobie uczciwie na pytanie, ilu z nas podejmuje podobne działania?
Lekceważymy sprawę póki nic nie boli. Gdy zaczyna lekko boleć też się jeszcze nie przejmujemy. Wzruszamy ramionami i czekamy aż samo przejdzie. Z czasem ból staje się większy. Wtedy sięgamy po środki przeciwbólowe, czyli popularne niesterydowe leki przeciwzapalne. nie zdajemy sobie sprawy, że wprawdzie czasowo ból jest mniejszy, ale właśnie tymi preparatami dobijamy nasze stawy.
Nie lubię statystyk i nie przemawiają do mnie liczby. Mógłbym przejść do porządku dziennego nad stwierdzeniem, że 90% europejczyków ma wady postawy, a przynajmniej połowa problemy ze stawami. Cóż kiedy widzę to na co dzień! Pytają mnie znajomi co robić. Opowiadają o swoich problemach. Ileż to razy słychać strzelanie w kolanach, gdy ktoś prostuje nogę…
Przestrzegam przed lekami przeciwbólowymi. Ludzie kiwają głową i dalej je biorą. Radzę iść do lekarza, niemal wymusić skierowania do specjalistów. Przyznają mi rację i nic nie robią. Wskazuję na ćwiczenia rehabilitacyjne. Zgadają się ze mną, a jakże! Tylko ciągle tłumaczą się brakiem czasu i zabieganiem. Wreszcie sugerują preparaty na stawy z glukozaminą. Ten sam efekt.
Ciekawa jest ta nasza nonszalancja. Potem, gdy już jest za późno zaczynamy dobijać się do ortopedy i chcemy endoprotez. Nie neguję takiej formy leczenia, ale w wielu wypadkach można było temu wszystkiemu zapobiec.
Po co ja to wszystko piszę? Po to, by może choć jedna osoba, która przeczyta ten tekst wreszcie się obudziła. Nieważne, że jeszcze stawy Cię nie bolą. Lepiej zabrać się za profilaktykę póki jest na to czas. Analiza skrzywień kręgosłupa to także ważna część profilaktyki. Przesiadywanie przed komputerem na pewno dobrze na kręgosłup nie wpływa. Jeśli jeszcze siedzimy na krześle obrotowym, takim na jednej nodze, mikrowstrząsy mogą w parę lat całkowicie zniszczyć dolne kręgi. U wielu ludzi widać to już na dzień dobry, gdy się schylają. Czasem i bez schylania.
Kolejna moja rada dotyczy diety. Zadbaj o większe ilości białka. Obecnie większość ludzi odżywia się w sposób katastrofalny. Nie jesz przynajmniej 1,5 grama białka na każdy kilogram ciała, prosisz się o problemy. Wreszcie glukozamina. Wiem, że niektórzy podważają jej wartość. Moje obserwacje mówią co innego. Jednoznacznie mogę stwierdzić, że pomaga i chroni stawy. każdy po trzydziestym roku życia powinien choć raz na rok przyjmować przez miesiąc preparaty z glukozaminą. Kiedyś napisałbym, że po czterdziestym, ale problem się nasila i wiek ludzi zagrożonych chorobami stawów ciągle się obniża.

Przykład ze stawem kolanowym

Na koniec przeżyjmy się jeszcze kolanom, na które najczęściej się skarżymy. Ich zdrowie jest bezpośrednio uzależnione od siły mięśni czworogłowych. Im słabsze, tym łatwiej uszkodzić kolana. Tym większe panuje napięcie w samych stawach. Tym łatwiej zerwać ścięgna i wiązadła. Oczywiście ważny jest balans siłowy pomiędzy mięśniami czworogłowymi a dwugłowymi. Najlepiej więc ćwiczyć oba te mięśnie. Tak domyślacie się o co mi chodzi – przysiady! Namawiam do nich z uporem maniaka. Do poprawnie wykonywanych. Tu także moja obserwacja przynosi niepokojące wyniki. Prawie nikt nie potrafi poprawnie wykonać przysiadu.
Ze swej natury mięśnie czworogłowe są bardzo silne. To jeden z najsilniejszych mięśni szkieletowych człowieka. Chodząc wykorzystujemy go w niewielkim stopniu. Nieco bardziej na schodach i dużo bardziej w górach. Im większa stromizna tym większe zaangażowanie tych mięśni. U zdrowych młodych ludzi przez jakiś czas zachowują swoją siłę i chronią staw. Słabo używane szybko słabną. Nie przypadkowo rehabilitacja po dłuższym bezruchu zwykle skupia się właśnie na nich. Samo chodzenie tu nie pomoże, a uczciwie zastanówmy się ile my obecnie chodzimy? Niewiele.
Nieco bardziej służy im jazda na rowerze, ale nie oszukujmy się zwykła rekreacja na rowerze też może nie wystarczyć. To nie jest ciężki wysiłek. Dlatego właśnie potrzebne są nam dodatkowo takie ruchy, które mocno pobudzą te mięśnie. Tu nic przysiadu nie zastąpi.
Paradoksalnie nawet spora liczba tych, którzy ćwiczą na siłowniach nie robi przysiadów. To już parodia treningów. Nie twierdzę, że każdy musi chodzić na siłownię, ale zrobienie kilku serii przysiadów co drugi dzień to chyba nie tak dużo? 5-10 minut! Zysk zaś jest ogromny. Być może odsuwa się na bok problemy ze stawami i nie będą bolały nawet w 60 i 70 roku życia. Tylko proszę Was. Nie kiwajcie głowami. Nie przyznawajcie mi racji. Zamiast tego zacznijcie dbać o swoje stawy!

Skuteczne działania profilaktyczne i dobra suplementacja na stawy

Ból stawów – dolegliwość powszechna

Można się przerazić, gdy sobie człowiek uświadomi ilu ludzi dziś narzeka na bóle stawów. Nie wiem, czy ktoś młody zadaje sobie pytanie, czy za kilkanaście lat będzie miał te same problemy co otaczający go starsi ludzie. Od razu mogę odpowiedzieć, że niestety jest to bardzo prawdopodobne. Już nawet u ludzi w wieku lat dwudziestu można spotkać się z charakterystycznym strzelaniem kolan.
Niektóre problemy zdrowotne dziedziczymy, inne fundujemy sobie sami. Trudno tu przeprowadzić jasną granicę. Nie w tym rzecz. O stawy warto się troszczyć póki czas. Im wcześniej tym lepiej. Do tego dochodzą wszelkie możliwe urazy i wypadki, jakie mogą nas spotkać w życiu, a których nie jesteśmy w stanie przewidzieć. Odpowiedni gorset silnych mięśni i właściwy balans siłowy pomiędzy nimi możne znacznie zmniejszyć ewentualne szkody w takiej sytuacji.
Wiadomo, że na stan naszych stawów w pierwszym rzędzie wpływa prowadzony tryb życia. To ile się ruszamy i co jemy. Pisałem jakiś czas temu o przysiadach. Uważam, że nauczenie się i regularne wykonywanie przysiadów jest najlepszym sposobem profilaktyki na stawy. Podkreślam tu jednak naukę prawidłowej techniki i do znudzenia będę powtarzał – przysiad to nie kucanie. Odsyłam do mojego artykułu, a wszyscy nauczyciele wychowania fizycznego, którzy uczyli lub uczą kucania zamiast przysiadu, powinni się wstydzić. Mają na sumieniu wiele zniszczonych kolan.

Wszystko to co niszczy nasze stawy

Stawy można zniszczyć zarówno brakiem ruchu, jak i nieprawidłowymi nawykami ruchowymi, które przy dużym obciążeniu stopniowo ulegają degeneracji. Trudny dla większości do zrozumienia paradoks polega na tym, że można robić poprawny technicznie przysiad z 200kg na plecach i wzmacniać tym samym kolana, a można robić kucania bez obciążenia i kolana zniszczyć.
Chodzenie na szpilkach również mocno zaburza balans siłowy poszczególnych mięśni i tworzy niewłaściwe naprężenia w stawach. Szpilki Drogie Panie powinny być rezerwowane na szczególne okazje, a nie na każdy dzień. Wiem, że to spotka się z oporem, ale zdrowie jest ważniejsze. Jeśli zależy Wam na smukłych i zgrabnych nogach, to lepiej uzyskać to poprzez uprawianie sportu niż uciekać się do wątpliwej iluzji tworzonej przez buty na wysokim obcasie.
Antybiotyki i leki sterydowe również niszczą nasze stawy. Przede wszystkim zmniejszają odporność całego organizmu, ale też powodują wysuszanie stawów. To bardzo niebezpieczna sytuacja. Panie korzystające z tabletek antykoncepcyjnych także powinny sobie zdawać sprawę z tego zagrożenia. Skutków może nie widać po miesiącu albo dwóch, ale kiedyś się pojawią.
Brak białka w diecie, jego niedobory, zbyt mało wypijanej wody, to kolejne czynniki niszczące nasze stawy. Jeśli zsumuje się je wszystkie trudno się dziwić aktualnemu stanowi rzeczy i temu, że tak dużo ludzi skarży się na stawy. Złe żywienie prowadzi zwykle do otyłości, a to dodatkowo przeciąża i tak już osłabione stawy – zwłaszcza kolanowe.

Skuteczna suplementacja na stawy

Stwierdzicie, że podaję tylko same negatywy. Nic nie piszę o tym, jak sobie radzić wtedy, gdy już stawy bolą. Na pewno, poza skrajnymi przypadkami, trzeba zacząć się więcej ruszać. To już mocno podkreślałem przy omawianiu przysiadów. Jeść więcej białka i warzyw – to kolejny podstawowy sposób dbania o stawy.
Tym na co równie mocno pragnę uczulić jest rehabilitacja wszelkich wad postawy. Jeśli to konieczne należy wręcz zmusić lekarza, by się sprawą poważnie zajął. Z doświadczenia wiem, że wady postawy u dorosłych są często lekceważone.
Natomiast większość pyta o suplementację. Oczywiście suplementy mogą tu pomóc, choć ktoś kto jedynie liczy na suplementy, a nic więcej nie robi, by zmienić jakość swojego życia, nie powinien liczyć na cuda. Wystarczająco dużo doniesień mamy na temat dobroczynnego wpływu glukozaminy na stawy. Są wprawdzie także glosy przeciwne, ale moja własna analiza licznych wypowiedzi osób, które stosowały glukozaminę potwierdza jej skuteczność. To nie tylko komentarze zamieszane w sklepach internetowych pod tym produktem, ale też wpisy na różnych forach sportowych i prozdrowotnych. Tam przecież nikomu, a przynajmniej większości, nie zależy na reklamie towaru.
Ciekawe wyniki uzyskano w czasie leczenia reumatoidalnego zapalenia stawów tranem. Okazuje się, że tran znacznie poprawia stan zdrowia stawów. Działa nie tylko przeciwzapalnie, ale też pomaga w wytwarzaniu większej ilości mazi w stawach. Dziś już wiemy, że tran pomaga w większości dolegliwości stawowych. Nie tylko przy reumatoidalnym zapaleniu.
Naukowcy tłumaczą to wpływem kwasów tłuszczowych omega 3, które znajdują się w tranie. Teoretycznie więc można by suplementować się samą omegą 3, ale wydaje mi się, że tran będzie sprawdzał się lepiej. Zawiera dodatkowo witaminy. Do wyboru mamy tran z wątroby dorsza lub rekina. Oba mają nieco inny skład i warto samodzielnie wypróbować, który działa lepiej na nasz organizm. I stawy ma się rozumieć!
Gdybym miał dziś doradzać komuś skuteczną suplementację na wszelkie dolegliwości stawowe, to proponowałbym glukozaminę i tran. Dowiedziono, że oba te produkty w połączeniu wykazują wysoki poziom synergizmu. Możemy więc oczekiwać całkiem niezłych efektów terapeutycznych. Dla uzupełnienia proponuję udać się do jakiegoś supermarketu i kupić imbir. Choć ostatnio zauważyłem, że z niewiadomych przyczyn trudno w sklepach znaleźć tę przyprawę. Mam nadzieję, że to chwilowe niedobory.
Tak więc skuteczna suplementacja to: glukozamina, tran i imbir. Ten ostatni znacznie przyczynia się do obniżenia stanów zapalnych. Po kilku miesiącach takiej suplementacji nasze stawy powinny być w dużo lepszej kondycji.

Już dziś zacznij dbać o stawy!

Nie czekajmy też na to aż stawy zaczną boleć i konieczna będzie wizyta u lekarza. Niezależnie od tego ile dziś masz lat, to jest właśnie dobry moment, by zacząć troszczyć się o zdrowie swoich stawów. Nauka przysiadów, więcej ruchu, lepsza dieta, badanie i rehabilitacja wad postawy oraz raz do roku przez 2-3 miesiące profilaktyczna suplementacja na stawy. Nie odkładajmy tego na później, bo potem będzie być może za późno!

Balans siłowy a zdrowie stawów

Stawy to część większej całości

Nasz aparat ruchowy to dość skomplikowany mechanizm. Nierzadko staramy się leczyć stawy w oderwaniu do całej reszty. Zwłaszcza dotyczy to mięśni. Ujmując rzecz w dużym skrócie i uproszczeniu możemy stwierdzić, że im większa siła mięśniowa tym stawy bezpieczniejsze. Jednak, gdy bardziej zgłębimy zagadnienie sprawa też się komplikuje.
Ważnym elementem jakiejkolwiek kuracji aparatu ruchowego jest zwrócenie uwagi na balans siłowy. Cóż to takiego? Jest to proporcja sił działających na staw. Chodzi tu o mięśnie antagonistyczne oraz o stabilizatory. Spróbujmy sprawę nieco przybliżyć.

Z naturą i przeciw naturze

Powiedzmy, że bolą Cię stawy. Przyczyn takiego stanu rzeczy może być wiele i często też ból lub uszkodzenie stawów jest wypadkową kilku czynników. Rzadko tylko jednego. Zaczynasz zażywać glukozaminę i po jakimś czasie ból ustępuje, a stawy mają się lepiej. Jeśli jednak nie wyeliminowałeś wszystkich ważniejszych czynników działających niekorzystnie na stawy, po kilku miesiącach problem powróci. Okresowe kuracje, bez dogłębnego zbadania stanu rzeczy nie wydają się ani rozwiązaniem optymalnym ani też rozsądnym.
Większość z nas nie prowadzi trybu życia zgodnego z naturą. Wiem, że takie stwierdzenie nie brzmi najlepiej. Ciągle pojawia się ktoś, kto krzyczy, że to czy tamto nie jest zgodne z naturą. Posługując się więc takim zwrotem narażam się na niebezpieczeństwo nadinterpretacji. Czy antykoncepcja jest zgodna z naturą? Hm, tu można niebezpiecznie wejść w spory światopoglądowe, ale by zrozumieć o co mi chodzi zastanówcie się, czy na przykład mycie zębów jest zgodne z naturą? Wszak człowiek pierwotny zębów nie mył…
Zmienia się nasze środowisko, szukamy też rozwiązań poprawiających nasze zdrowie. Mycie zębów jest działaniem prozdrowotnym, usuwa zanieczyszczenia i sprawia, że zęby dłużej pozostają zdrowe. Nikt raczej przeciwko temu nie protestuje. Od czasów jaskiniowych żyjemy nieco dłużej, a więc i zęby są nam dłużej potrzebne. To jest więc udoskonalenie wspierające naturę.
Wynaleźliśmy też narzędzia, a potem maszyny. To sprawiło, iż życie stało się znośniejsze, a z czasem wygodniejsze. Do pewnego stopnia to również było, że się tak wyrażę, poprawianie natury. Jednak z czasem element wygody stał się dominujący. Zaczęliśmy w przenośni i dosłownie obrastać tłuszczem. Siła mięśniowa była nam coraz mniej potrzebna. Jednak nie można się łudzić, że zaniki mięśni poprawią nasze zdrowie podobnie, jak mycie zębów. Wręcz przeciwnie. Przy okazji spadku siły mięśni, stawy przestają być chronione.

Wielka głowa i małe nóżki?

Prognozy z przed kilkudziesięciu lat głosiły, że człowiek dwudziestego pierwszego wieku będzie już tworem z dominującą głową i długimi rękami. Nogi praktycznie zanikną. Można się śmiać z takich przepowiedni. Wszak ewolucja nie działa tak szybko. z drugiej strony prognoza ta jest przerażająca i do pewnego stopnia zaczyna się sprawdzać.
Coraz rzadziej w pracy używane są mięśnie, coraz więcej robi się na komputerach. Mniej chodzimy, więcej jeździmy. Kiedyś tradycją rodzinną był niedzielny spacer, dziś wsiada się w samochód i jedzie do hipermarketu lub siedzi przed telewizorem. Siła mięśni spada. Nie tylko dolnych partii, ale całego ciała.

Sportowcy i siłownie

Jest też zjawisko całkiem odmienne. Współcześni sportowcy osiągają szczyty, o których nawet nie marzono sto lat temu. Ich ciała prezentują niezwykłą formę fizyczną. Zostawmy tu na boku dywagacje o dopingu i innych niezbyt bezpiecznych środkach wiodących na podia.
Mamy też powszechny pęd ku ćwiczeniom siłowym. Niemal każdy miał w swoim życiu moment zetknięcia się z siłownią. Niestety tylko nieliczni traktują tę przygodę, jako sposób na całe życie. Nie mówiąc już o tych, którzy przy okazji treningów chcą zadbać o swoje zdrowie, a nie tylko „wypakować się na potęgę”.
Nie dziwi mnie też zanadto, że większość lekarzy uważa siłownie za samo zło. To tam ludzie niszczą sobie stawy barkowe i kolana. Poniekąd racja. Jednak z czego to wynika? Gdy siedemnastolatek przychodzi na siłownię nie wie nic o anatomii. Sam zaczynałem w tym wieku i wiem, że nic nie wiedziałem. Ha! Chce się rosnąć, ale nie za bardzo jeszcze wiadomo, jak funkcjonują poszczególne mięśnie. O stawach i układnie nerwowym nie wspominając. Niektórzy próbują na szybko poprawić sylwetkę, bo za miesiąc czas na występ na plaży. Większość nie ma ani cierpliwości ani chęci, by czegokolwiek się nauczyć. Tak oto coś co mogło stać się remedium na współczesny tryb życia, staje się kolejnym zagrożeniem.
Nie tylko brak wiedzy gra tu ważną rolę. Obok tego dochodzi niemniej istotny czynnik. Wady postawy. Kilkanaście lat życia zwykle wystarcza, by się takich nabawić. Z niektórymi już się rodzimy. Gdy zaś gnani chęcią zdobycia wielkich muskułów trafiamy na siłownię, nie interesuje nas rehabilitacja i korygowanie tych wad. Od razu duże ciężary, typowo kulturystyczne, czasem bardzo kontuzjogenne ćwiczenia i wady się pogłębiają. Mięśnie i tak rosną wówczas mizernie, a stawy szybko ulegają destrukcji.
Gdy potem trafiają ofiary takiego postępowania do lekarzy, ci zaczynają wyrabiać sobie określone zdanie na temat treningów na siłowni.

Przysiad na kolana

Posłużę się prostym przykładem. Przysiad. Ćwiczenie mityczne i mające złą opinię w kręgach medycznych. Dlaczego? Bo albo jest źle wykonywany, albo jest zbyt płytki. Mimo, iż robiłem to wiele razy, pozwolę sobie na kolejny opis prawidłowej techniki.
Zawsze musimy mieć ściągnięte łopatki i napięty brzuch oraz zachowane prawidłowe krzywizny kręgosłupa. Kolana są skierowane dokładnie tam, gdzie palce stóp. Rozstaw stóp musimy ustalić sami dla swoich proporcji. Schodzimy w dół ruchem bioder, ale tyłek ma się kierować nie tylko w dół, lecz w tył. Trzeba uważać, by kolana nie wyszły poza obrys stopy.
Przysiad znakomicie wzmacnia kolana. Skoro tak to rodzi się pytanie, dlaczego tak wielu ludzi niszczy sobie kolana przysiadami. Bynajmniej nie chodzi tu o ciężar. Nie on jest główną przyczyną urazów. Po pierwsze zła technika nadmiernie obciąża kolana zdejmując właściwy ciężar z bioder, a to one mają być najbardziej zaangażowane. Po drugie większość ludzi robi zbyt płytkie przysiady. To zaś zaburza balans siłowy pomiędzy prostownikami a zginaczami kolan. Czyli mięśniami czterogłowymi i dwugłowymi. Tak dochodzimy do istoty tych rozważań.
Wbrew pozorom to właśnie płytki przysiad niszczy kolana, a głęboki je wzmacnia. Pod warunkiem poprawnego wykonania. Bowiem wtedy wszystkie mięśnie mają okazję się wykazać. Równomiernie budujemy ich siłę i napięcie mięśniowe równomiernie oddziałuje na staw.

Agonista i antagonista

Zostawmy teraz siłownię. Niezależnie do uprawianego sportu potrzebujemy tego, by każdy nasz staw podlegał równomiernym napięciom mięśni antagonistów. Nawet, gdy nie uprawiamy żadnego sportu, co raczej w dzisiejszych czasach nie jest rozsądne, bardzo potrzebujemy tej równowagi mięśniowej.
Nie można dopuścić, by jeden mięsień rozwinął się kosztem innego, zwłaszcza swojego antagonisty. W praktyce jest to bardziej skomplikowane, gdyż w rzeczywistości dochodzi jeszcze o szereg mniejszych mięśni stabilizujących i wspomagających każdy ruch.
Gdy dla przykładu wyrzucamy rękę do przodu w ruchu przypominającym cios bokserski, główny mięśniem prostującym staw łokciowy jest triceps. To agonista, czyli bezpośrednio działający na staw mięsień. W tym ruchu jego antagonistami są biceps i brachalis, czyli zginacze stawu łokciowego. W ruchu prostującym pełnią rolę antagonistów. Jeśli są odpowiednio silne wyhamowują i stabilizują ruch. Gdyby nie ich działanie to mocna praca agonisty mogłaby zniszczyć staw. Po prostu zabrakłoby hamulca. Jeśli puścisz samochód z górki i w odpowiednim momencie nie wyhamujesz, to samochód się rozbije.
Podobnie będzie w wypadku kolana, a jeszcze bardziej skompilowaną sytuacją mamy odnośnie stawu barkowego. Tam wypadkowa sił jest bardzo złożona i dlatego tyle mięśni współgra ze sobą i ma swoje przyczepy na stawie barkowym i w jego okolicach.

Wskazówki praktyczne

Jak widać równowaga sił jest niezwykle ważna. Nadmierna przewaga jednego mięśnia nad drugim może doprowadzić do uszkodzenia stawu. Ocena balansu siłowego nie jest prosta. Najlepiej, by zrobił to kompetentny lekarza, choć w praktyce trudno się o to doprosić. Można ewentualnie udać się do lekarza sportowego. Trzeba też pamiętać, że niezależnie od uprawianego sportu trzeba tak trenować, by tę równowagę zachować. Jeśli większość życia siedzimy przy komputerze, to możemy być pewni dwóch rzeczy. Nie – wcale nie chodzi o śmierć i podatki. Na pewno mamy wady postawy i na pewno mamy zachwiany balans siłowy. Odejście od komputera na rzecz ruchu i sportu powinno się rozpocząć rozpoznaniem tych dysproporcji. Tu dochodzi powiązany z tym temat przykurczów mięśni, ale o tym napiszę w osobnym artykule.
Na koniec jeszcze raz: Warto chronić i leczyć stawy specjalnymi preparatami, ale nie zapominajmy o usuwaniu przyczyn powstałych kontuzji.