Bolące stawy

Flower

Dieta na zdrowe stawy

Nie chcemy zobaczyć związku diety ze zdrowiem stawów…

Omawianie wpływu diety na stawy ciągle napotyka silny opór. Powody tego stanu rzeczy są dwa. Pierwszym z nich jest utarta mitologia żywieniowa, która postawiła wszystko na głowie. Uznaje się rzeczy szkodliwe za zdrowe i odwrotnie. Tysiące dietetyków powtarza bezkrytycznie stare banały. Drugim powodem jest nasza psychiczna bezwładność. Po prostu nam się nie chce. Po co zajmować się zdrowiem stawów skoro na razie nie bolą? Niespecjalnie przy tym wierzymy, że ćwiczenia czy odpowiednie żywienie mogłoby zapewnić nam zdrowie do późnej starości. Tłumaczymy się brakiem czasu i wydaje nam się, że natura takie tłumaczenie przyjmie.
Stawami zaczynami się martwić, gdy już bolą, co nierzadko oznacza, że może już być trochę za późno. Wprawdzie dużo jeszcze da się naprawić, ale nie zawsze i nie u każdego. Dużo tu zależy od determinacji konkretnej osoby. Czy wreszcie zdecyduje się coś zmienić w swoim życiu, czy ograniczy do środków przeciwbólowych. Czy zmieni dietę i poszuka jakichś solidnych preparatów odbudowujących chrząstkę stawową, czy będzie „jakoś się męczyła”. Są i tacy, którzy nadal będą tłumaczyć się brakiem czasu.

Niebezpieczna dieta człowieka współczesnego

To co chcę tu opisać i wyakcentować nie jest bynajmniej lekiem na całe zło. Jest jednym z ogniw łańcucha czynników mających wpływ na nasze zdrowie. Jednak wydaje się, że to ogniwo niezwykle ważne. Co i jak powinniśmy jeść, by zachować zdrowe stawy?
Dieta większości współczesnych ludzi zamieszkujących kraje rozwinięte gospodarczo jest katastrofalna. Zbyt dużo węglowodanów, za mało białka i tłuszczów zwierzęcych. Tak można to opisać w wielkim skrócie.
Nie tylko, że zjadamy za mało białka, by mięśnie i kości mogły być regularnie odbudowywane, to jeszcze napychamy się węglowodanami i olejami roślinnymi, czy wreszcie soją. Wszystkie te produkty powodują upośledzenie przyswajania białek, których i tak większość z nas ma za mało.
Gdy wraz z białkiem dostarczamy organizmowi zbyt dużą porcję węglowodanów, część białek ulega niekorzystnemu procesowi glikacji. jest to bardzo niekorzystny proces. Zaburza on wytwarzanie potrzebnych enzymów i przyspiesza starzenie. Ujmując rzecz w dużym uproszczeniu – im więcej jemy węglowodanów, tym szybciej się starzejemy. Tym szybciej starzeją się także nasze stawy.
Sporo dyskutuje się na temat odwapnienia kości i tego jakie pokarmy dostarczają nam dużo tego składnika. Tymczasem pomija się zupełnie to, jakie pokarmy pozbawiają nas tego składnika. Największe szkody są w tym wypadku związane z przyjmowaniem przetworzonych węglowodanów. Na strawienie białego ryżu, czy pszennej bułki, zużywany więcej minerałów i witamin nagromadzonych w organizmie niż otrzymujemy w takiej porcji pożywienia.
Często podkreśla się ważność indeksu glikemicznego. Wbrew pozorom nie jest on taki ważny, a węglowodany złożone są także szkodliwe i mogą wywoływać tycie oraz wszystkie te zjawiska, które opisałem powyżej. Dodatkowo otyłość zawsze będzie bardziej obciążała cały aparat ruchowy, a więc i stawy.
Tak powszechna dziś osteoporoza pośród kobiet ujawniająca się zwykle po przekroczeniu czterdziestego roku życia, jest w dużej mierze wynikiem wielu lat zaniedbań żywieniowych. Braku białka, diet głodówkowych i innych niepokojących praktyk. Problem wcale nie został opanowany, a wręcz się nasila.

Jak jeść, by mieć zdrowe stawy?

Jak w takim razie się odżywiać, by uniknąć choć częściowo podobnych kłopotów? Dla zdrowia naszych stawów, a także innych narządów, musimy zadbać o to, by węglowodanów w diecie było mało. To nie może być makroskładnik dominujący. Zaś jego źródłem powinny być głównie owoce i warzywa.
Zamiast tego powinniśmy zwiększyć ilość spożywanego białka zwierzęcego i nasyconych kwasów tłuszczowych. Wiem, że przez lata wmawiano nam coś zupełnie innego. Czas obalić ten mit i zadbać naprawdę o swoje zdrowie. Starajmy się prócz unikania węglowodanów, całkowicie ograniczyć soję upośledzającą nasze procesy metaboliczne.
Nie ma idealnych proporcji składników dla każdego. Nie warto też liczyć kalorii. Z punktu widzenia naszego zdrowia ważniejsze jest liczenie ilości poszczególnych makrosładników. Wystarczy nam ok. 70-80 gram węglowodanów na dobę. Natomiast białka i tłuszczu powinno być mniej więcej tyle samo w pożywieniu. U kobiet od 1-2 gramów na każdy kilogram masy ciała (każdego z tych składników), u mężczyzn więcej – 2-3 gram. Ilość jest zależna od stylu życia i obciążenia wysiłkiem fizycznym. Ich źródłem musi być przede wszystkim mięso lub nabiał i jajka.

Poglądy traktowane z niechęcią

Tu i ówdzie promując taki sposób żywienia ciągle spotykam się z niedowierzaniem czy wręcz sprzeciwem albo ostrą krytyką. Ci, którzy spróbowali zwykle są zadowoleni i zdziwieni, jak stopniowo poprawia się stan ich zdrowia. Każdy musi sam zdecydować, czy chce postawić na zdrowie, czy woli skazać się na późniejsze niedogodności i całą masę chorób cywilizacyjnych.
Może już za dużo mamy kolejek do ortopedów i czas coś w tej sprawie zmienić?

Wiara w uzdrawiającą moc lamp

Medycyna też opiera się na wierze

Co jakiś czas zdumiewają mnie powstające na świecie nowe ruchy religijne. Skąd takie stwierdzenie na stronie traktującej o zdrowiu i leczeniu stawów? Ano stąd, że bynajmniej religie te nie są tylko domeną nawiedzonych guru obiecujących raj po tamtej stronie Styksu. Medycyna pełna jest wyznawców różnych dziwacznych wierzeń. Gdybyśmy wiedzieli ile tego co podaje nam się jako wyniki badań jest w rzeczywistości tylko i wyłącznie zbiorem pobożnych życzeń, bylibyśmy bardziej krytycznie nastawieni do proponowanych nam terapii.

Uzdrawiające lampy

Nie chcę w tym miejscu podważać autorytetu medycyny lub poszczególnych lekarzy. Niestety nie wszystko jest takie, jakbyśmy sobie tego życzyli. Przykładem jest właśnie wiara w uzdrawiającą moc lamp. Wiem, że znajdzie się sporo osób, które będą mi dowodziły, że lampy typu Solux, Zepter czy inne, pomogły im wyzdrowieć i zwalczyć ból stawów.
No cóż. Placebo też często pomaga. Tym właśnie są lampy. Warto się zastanowić czemu zdobyły taką popularność w ostatnich latach. Odpowiem wprost i brutalnie. Bo pozwalają zarówno pacjentowi, jak i lekarzowi na ograniczenie wysiłku do minimum. Lekarz przepisuje skierowanie na lampy i ma spokój. Po co dodatkowe konsultacje, po co skierowanie na porządną rehabilitację? Wszak służba zdrowia nie ma pieniędzy, więc trzeba ograniczać koszty.
Praca z rehabilitantem wymaga większego zaangażowania. Trzeba poświęcić pacjentowi uwagę, przygotować mu dobrany do choroby zestaw ćwiczeń i nierzadko nadzorować ich wykonanie. W wypadku biernej rehabilitacji zaangażowanie rehabilitanta musi być jeszcze większe. To on kieruje i porusza kończynami chorego mobilizując poszczególne łańcuchy biokinematyczne.
Natomiast praca obsługi lamp sprowadza się w tym wypadku do włączenia urządzenia i nastawienia czasu naświetlania. Potem nawet nie trzeba nic wyłączać. Urządzenie zrobi to samo.
Sam pacjent też jest zadowolony z takiego obrotu wypadków. Nie musi się wysilać, robić ćwiczeń. Siada sobie wygodnie pod lampą i rozmyśla o czym chce. Nie ma to jak chwila relaksu. Gdyby przypadkiem nie chciało mu się chodzić na zabiegi, bo trzeba tu dodać, że lampy w miejscach publicznych lubią się psuć, co przerywa terapię, można zaopatrzyć się w we własną. Teraz jest jeszcze lepiej, bo naświetlanie udaje się połączyć z oglądaniem telewizji.
Razem daje to tylko tyle, że cały aparat motoryczny, który w wielu wypadkach potrzebuje raczej ruchu niż bezruchu, trwa tym bardziej w zawieszeniu. Placebo ma swoją moc sprawczą, ale nie aż tak wielką, by zapewnić te same korzyści co regularny wysiłek fizyczny. Nie przywróci utraconej sprawności mięśni i balansu siłowego pomiędzy nimi. W przypadku bólu kolan, to właśnie nierówna siła przyczepionych do tego stawu mięśni jest przyczyną przynajmniej 70% problemów. W dłuższej perspektywie przyczynia się do degeneracji stawów.
Lampy tylko utwierdzają nas w lenistwie i w siedzącym trybie życia, gdy w rzeczywistości to właśnie staje się gwoździem do trumny naszych stawów.
Tymczasem wiara w lampy przeżywa swój rozkwit. Mimo tego, iż nie ma żadnych wiarygodnych badań potwierdzających skuteczność naświetlania. By było jeszcze dziwniej, lekarze przepisują naświetlanie nie tylko na stawy, ale na przykład na zapalenie zatok. Neurolodzy próbują lampami leczyć uszkodzenia nerwów. Nie pozostaje nic innego, jak zacytować starą piosenkę Czesława Niemena „Dziwny jest ten świat”.

Jeszcze raz o bieganiu i zdrowiu stawów cz. 2

Rotacja stopy do wewnątrz

Nie mam zamiaru nikogo straszyć i odwodzić od biegania. Pokazuję tylko możliwe zagrożenia. Warto się z nimi liczyć i zadbać o ochronę swoich stawów, nawet jeśli na razie wydaje nam się, że wszystko jest w porządku.
Pierwsze niebezpieczeństwo pojawia się w związku z nadmierną rotacją stopy do wewnątrz w trakcie biegu. Na to musimy zwrócić uwagę w pierwszym rzędzie, jeśli nie chcemy doprowadzić do urazu stawów skokowych czy kolan. Już pisząc jakiś czas temu o przysiadach wspominałem o tym, że optymalna pozycja do pracy kończyny dolnej jest zawsze taka, że kolano powinno być zwrócone w tym samym kierunku co stopa. Teraz dodatkowo musimy przypilnować, by bardziej pracowała zewnętrzna część stopy i ograniczyć jej rotację do wewnątrz.

Zbyt mocne uderzanie piętami o podłoże

Kolejny problem wiąże się z nadmiernym przenoszeniem ciężaru ciała na pięty. Ciężkie uderzenia piętami o podłoże u wielu biegaczy wywołują na dłuższą metę problemy z kolanami. Tu wchodzimy w sferę sprzecznych hipotez. W związku z tym faktem wielu ludzi sugeruje, iż należy do biegania zaopatrzyć się w dobre firmowe buty wyposażone w amortyzatory pięty. Ich przeciwnicy dowodzą, że jest to po prostu forma reklamy dużych firm obuwniczych. W rzeczywistości należy biegać w płaskich zwykłych butach. Przecież nasi przodkowie biegali boso, lub w zwykłych butach a już na pewno bez amortyzatorów. Jak zawsze obie strony sporu przerzucają się wynikami badań naukowych.
Sporo osób dowodzi, że po zmianie obuwia na firmowe, ustały u nich bóle kolan. To prawda. Trzeba jednak uczciwie uznać, że jest to nie tyle sposób na rozwiązanie problemu, co raczej na jego ominięcie. By nie wpadać w antagonizmy proponuję polubowne rozstrzygnięcie sporu. Najlepiej dążyć do wypracowania właściwej techniki biegu zamiast posiłkowania się dodatkową amortyzacją. W przypadku, gdy z powodu daleko posuniętych zmian w aparacie ruchu wypracowanie takiej techniki nie jest już możliwe, wówczas pozostaje sięgnąć po te droższe buty.
Musimy pamiętać, że dla wielu z nas, zwłaszcza dla tych, którzy w dość późnym wieku decydują się na bieganie, przezwyciężenie złych nawyków może być bardzo trudne lub już wręcz niemożliwe. Mimo to zachęcam, by nad tym popracować.

Wsparcie ćwiczeniami dla wypracowania balansu siłowego

Zatrzymajmy się teraz nad balansem siłowym. Interesuje nas on w tym wypadku głównie w odniesieniu do stawów kolanowych i skokowych. Nie myślmy jednak, że tylko kończyny dolne pracują podczas biegania. Pracuje również brzuch, czy też klatka piersiowa. Tyle tylko, że górna część tułowia nie jest na tyle obciążona przy biegach uprawianych amatorsko, by trzeba było specjalnie zwracać uwagę na balans siłowy w tym obszarze.
Tu znowu z uporem maniaka muszę powrócić do przysiadów, jako ćwiczenia chroniącego stawy i dobrze przygotowującego do biegania, czy też innych sportów. Głęboki przysiad pozwoli nam wypracować odpowiedni balans pomiędzy czworogłowymi i dwugłowymi uda, a nawet do pewnego stopnia pomiędzy mięśniami piszczelowymi a trójgłowymi łydki. To jednak wymaga opanowania pełnego przysiady. Po więcej informacji na ten temat odsyłam do wcześniejszych wpisów.
Niekiedy same przysiady mogą nie wystarczyć przy dużych dysproporcjach mięśni lub znacznym osłabieniu któregoś z nich. Wówczas potrzebne byłyby dodatkowe ćwiczenia pomocnicze. Jakie to już zależy od tego na czym w konkretnym wypadku problem polega.

Jak podejść do biegania i o jego formach zastępczych

Samo bieganie zawsze należy rozpoczynać od rozgrzewki. Nawet jeśli wydaje nam się, że mamy dobrą kondycję to na początku lepiej jest zaczynać spokojnie i ostrożnie. Dla zdrowia dobrze będzie stopniowe zwiększanie intensywności czy też długości biegów. Osoby, które do tej pory mało chodziły, być może w ogóle powinny unikać biegania na początku, a raczej rozpocząć od spacerów. Później dopiero zwiększać ich tempo, a po kilku miesiącach rozpocząć regularne bieganie.
Zapewne też znacie zasadę, że lepiej i zdrowiej biegać po drogach gruntowych niż po asfalcie czy betonie. Mniej uwagi przywiązuje się natomiast do biegania na bieżniach mechanicznych. Ten rodzaj aktywności zdecydowanie odradzam. Nie jesteśmy przystosowani do poruszania się po ruchomym podłożu. Inaczej rozłożone wektory sił mogą szybko zniszczyć nasze stawy. To, że takie urządzenia są teraz modne i polecane przez trenerów fitness, wcale nie znaczy, że są zdrowe. Jeżeli już z powodu pogody, czy innych czynników nie możemy biegać, to o wiele zdrowszy będzie zwykły rowerek stacjonarny.

Ile i jak długo?

Trzeba jeszcze zastanowić się jak często i jak długo możemy biegać. Wydaje się, że dla osoby rozpoczynającej swoją przygodę z bieganiem dwa razy w tygodniu będzie w sam raz. Jeśli czas nie pozwala to można nastawić się na raz w tygodniu. Plus dodatkowe ćwiczenia, jeśli to konieczne.
Ile biegać? Na początku spokojnym truchtem nie więcej jak kilkanaście minut. Dużo tu zależy, czy raczej jesteśmy nastawieni na sprinty czy też maratony kondycyjne. Podpowiem od razu, że z punktu widzenia odchudzania te pierwsze będą lepsze, ale nie należy od nich rozpoczynać. Odradzam też pochopne uczestnictwo w wielkich imprezach dopóki nie poprawimy swojej kondycji i techniki biegania. Na taki występ można zdecydować się po roku regularnego biegania. Ktoś kto nagle bez przygotowania rusza na maraton więcej szkodzi swoim stawom niż im pomaga. Czasem może doprowadzić do bardzo poważnych urazów.
Pamiętajmy, że bieganie to nie tyle zdrowie co raczej miecz obosieczny. Może wzmocnić nasze stawy i poprawić zdrowie lub je zniszczyć. Dużo zależy od tego, jak się do rzeczy zabierzemy.

Jeszcze raz o bieganiu i zdrowiu stawów cz. 1

Bieganie – sport modny i masowy

Obecnie bieganie jest bardzo modne. Dla jednych jest to forma dbania o kondycję, dla innych metoda na odchudzanie, a część traktuje je jako sposób na poprawę swojego krążenia i zwalczanie innych dolegliwości. Znam przynajmniej kilka przypadków ludzi, którzy bieganiem na tyle poprawili swoje zdrowie, że zdumieli tym lekarzy. Podobne doniesienia można czasami nawet spotkać w mediach.
Również promuje się bieganie w formie masowej organizując różne maratony i biegi, na które może zgłosić się niemal każdy. W takich imprezach nie jest ważne tak bardzo, jakie miejsce się zajmie, co raczej samo uczestnictwo.
Wszystko to razem składania nas do stwierdzenia, że bieganie to samo zdrowie. I tu pojawia się mały zgrzyt. Otóż niestety nie. Przynajmniej nie dla każdego i nie zawsze. Wiem, że z racji masowości tego sportu pisząc to co mam zamiar tu przedstawić narażę się na krytykę. Bowiem krąży wiele sprzecznych opinii na temat biegania i jego poszczególnych aspektów. Zaś sama masowość sprawia, że każdy kto w życiu przebiegł kilka metrów uważa się za eksperta i jak na kraj demokratyczny przystało, ma swoje wyrobione zdanie. Pozwólcie jednak, że przedstawię swoje i zwrócę. Wam uwagę na kilka spraw. Być może dzięki temu Wasze stawy dłużej zachowają zdrowie.

Krótka historia biegania

Niewątpliwie bieganie jest jedną z naturalnych czynności człowieka. Można wręcz uznać, że jedną z podstawowych. Gdy kiedyś w toku ewolucyjnych przemian osiągnęliśmy postawę wyprostowaną, nasze ciało, cała jego biomechanika przystosowały się do dwunożnego biegu. Ten bieg stał się najlepszą formą aktywności. Pozwalał poruszać się na dużych przestrzeniach sawanny i jednocześnie dzięki wyprostowanej postawie obejmować wzrokiem większą przestrzeń. To pozwalało na czas wypatrzeć drapieżnika albo zdobycz.
W tym wypadku można było mówić o dwóch rodzajach biegu. Jedne spokojny obliczony na racjonowanie sił na dłuższy czas, a drugi szybki i gwałtowny w razie ataku drapieżnika lub pogoni za bliską zdobyczą. Pierwszy był więc czymś w rodzaju współczesnego biegu maratońskiego, drugi przypominał bardziej sprint.
Wraz ze wzrostem cywilizacji bieganie przestało być czynnością dominującą w życiu człowieka. Rolnik raczej nie biegał po polu. Na co dzień biegało się głównie w związku z działaniami militarnymi. Czasami po prostu w ramach ucieczki przed wrogiem.
Natomiast swoją szybkością lubili się popisywać biegacze na różnych zawodach, jak choćby tych organizowanych ku czci bogów lub po zwycięskich kampaniach wojennych. Spadkobierczynią tych tradycji jest współczesna olimpiada.
Widać jednak wyraźnie, że rozwój cywilizacji coraz bardziej eliminował bieganie z życia zwykłych ludzi. Jeszcze niedawno chodziło się kilometrami w różnie miejsca, ale już znacznie rzadziej biegało. To raczej pasowało do dzieci niż do dorosłych. Wprawdzie na ostatniej wojnie światowej żołnierze piechoty sporo się nabiegali, a i dziś jeszcze tak jest, ale i tu coraz bardziej dominują pojazdy mechaniczna. Jak wiadomo wojna coraz bardziej sprowadza się do naciskania guzików, a nie do bezpośrednich zmagań fizycznych, w których liczy się siła i szybkość mięśni.

Kto i kiedy dzisiaj biega?

Jak to wygląda w czasie teraźniejszym? Bieganie przestało być ważną czynnością w życiu. Wręcz niepotrzebną. Nawet chodzenie zostało drastycznie ograniczone do przejścia od budynku do samochodu, tudzież od fotela do lodówki. Długie spacery to raczej praktyka urlopowa. W przepełnionym tygodniu pracy tłumaczymy się brakiem czasu. Wybieramy więc samochód, a zamiast schodów windy. Jeśli nawet zdarzy nam się biec to zwykle bardzo krótko. Na przykład za uciekającym autobusem lub pociągiem.
Nawet dzieci biegają dziś dużo mniej niż kiedyś. Od aktywności fizycznej odciągają je komputery, telewizory i cała gama elektronicznych gadżetów. Zamiast w wolnym czasie pobiegać po lasach i polach, turlają się ociężale do pobliskiego fast-foodu.

Problemy związane ze współczesnym stylem życia

Napisałem o tym wszystkim nie bez przyczyny. Wszystkie te czynniki sprawiają, że bieganie będące niegdyś podstawową czynnością życia, już dawno straciło swoje znaczenie egzystencjalne. Tym samym oduczyliśmy się prawidłowo biegać. I tu właśnie zaczynają się zagrożenia dla naszych stawów, wiązadeł i ścięgien.
Część z nich wynika z nieprawidłowych nawyków stawiania stóp, które jeszcze może ujdą nam bezkarnie przy krótkich spacerach, ale mogą zemścić się straszliwie, gdy nagle przyjdzie nam ochota na bieganie. To co miało być narzędziem poprawiającym zdrowie, stać się może czymś wprost przeciwnym.
Zagrożenie stwarzają także osłabione bezruchem mięśnie. Zbyt słaba muskulatura nie potrafi wystarczająco amortyzować stawów. Silne mięśnie mają miedzy innymi za zadanie chronić nasze stawy. Tak więc dość często dochodzi do urazów kolan czy też stawów skokowych.
Jednak nie wystarczy, by mięśnie były po prostu silne. Musimy brać pod uwagę także to, na co tak często zwraca uwagę znany trener Charles Poliquin – specjalista o wsparcia siłowego dla wielu dyscyplin sportowych. Tym czymś jest balans siłowy, czyli właściwy stosunek siły mięśni antagonistów i agonistów działających na poszczególne stawy. W wypadku stawu kolanowego będzie to przede wszystkim balans pomiędzy mięśniem czworogłowym, a dwugłowym uda. Potem dochodzą już niuanse związane z rozwojem poszczególnych głów tych mięśni.
Dziś balans ten jest zaburzony ze względu na nikłą aktywność fizyczną, ale też z powodu używania krzeseł i foteli co powoduje, że mało kiedy aparat ruchowy kończyn dolnych pracuje w pełnej amplitudzie ruchowej.
Niestety nader często, gdy zwracam uwagę na ten aspekt zdrowotny, słyszę, że to głupota i zawracanie głowy. Cóż, można sobie lekceważyć naturę, ale trzeba pamiętać, że ona bywa mściwa i zgodnie z dość znanym aforyzmem nigdy nie wybacza.

Gdy już pojawia się ból

Leczenie a profilaktyka stawów

Inspiracją do napisania tego artykułu był ostatni komentarz naszej Czytelniczki odnoszący się do kwestii wpływu diety na stawy czy kręgosłup. Zdałem sobie sprawę, że wiele osób myśli podobnie. Widać to zresztą bardzo mocno w związku z popularnością wszelakich diet, które ponoć mają uzdrawiać. Niektóre nawet z raka.
Pomijam tu już kwestię czy poszczególne te diety są same w sobie zdrowe. Zazwyczaj nie. Jednak nie w tym rzecz. Nawet najlepsza dieta, indywidualnie dobrana do potrzeb danej jednostki nie wyleczy z ciężkiej choroby. Czasem może poprawić stan zdrowia, ale to za mało. Musimy wyraźnie rozróżnić pojęcie profilaktyki od leczenia.
Fakt uzdrawiania poważnych chorób przez diety zapewne jest bardziej sprawą stymulacji psychicznej. Z jednej strony efektu placebo oraz mocnej wiary w dany autorytet. Sprawa jest ciekawa i warta uwagi, ale póki co trudno ją dokładnie wyjaśnić. Zapewne podobne mechanizmy zachodzą w przypadku cudownych uzdrowień do jakich dochodzi w wielu religiach. Jeszcze nie jesteśmy w stanie świadomie i dla dobra ludzi wykorzystać tego zjawiska, więc nie będę się tutaj nad nim rozwodził.

Profilaktyka stawów

Na tym blogu zajmuję się bardziej profilaktyką, jak leczeniem. Profilaktykę należy promować, a leczenie powinno należeć do specjalistów. Oni sami różnie się z tego wywiązują, ale u znowu za daleko musielibyśmy odbiec od tematu. Jeśli mówimy o profilaktyce to mamy na myśli głównie dietę, a zaraz za nią ćwiczenia i ogólnie odpowiednio dobraną do możliwości dawkę ruchu. W przypadku ćwiczeń zawsze na pierwszym miejscu należy postawić prawidłowo wykonywane przysiady, które są najlepszym ćwiczeniem zabezpieczającym stawy i kręgosłup. Szerzej już o tym pisałem jakiś czas temu.
Zdrowe stawy to aktywność całego układu motorycznego człowieka. Silne mięśnie chronią stawy i kręgosłup, zwłaszcza, gdy powrócimy do naturalnych i anatomicznych ruchów. Jest to też powiązane z dietą o wysokim poziomie podaży protein zwierzęcych i tłuszczów zwierzęcych. Ważne jest także ograniczenie węglowodanów i tłuszczów roślinnych, które nie tylko powodują otyłość, a więc dodatkowe przeciążenia dla stawów, ale także nadmierną utratę witamin i minerałów oraz szereg innych chorób. To tyle w skrócie tytułem przypomnienia.
Niekiedy w ramach profilaktyki można także zastosować suplementy, jak choćby te z glukozaminą czy innymi substancjami poprawiającymi pracę stawów.

Leczenie stawów

Samo leczenie może wygadać różnie. Będzie się opierało o pewne leki lub suplementy, ale również powinno zawierać ćwiczenia rehabilitacyjne. Czasem konieczny może okazać się zabieg operacyjny.
Tu głos ma lekarz, ale uważam, że pacjent sam powinien podejmować odpowiedzialność za swoje zdrowie, co przekłada się choćby na to, aby przynajmniej skonsultować się z kilkoma niezależnymi specjalistami.

Kiedy należy zacząć leczyć stawy i kręgosłup

Teraz dochodzimy do sedna. Kiedy kończy się profilaktyka, a powinno zacząć leczenie? Nim odpowiem na to pytanie dodam jeszcze, że gdyby każdy z nas dbał o profilaktykę, to rzadko trzeba byłoby podejmować leczenie. Przypuszczam, że zniknęłoby ok. 80% przypadków problemów ze stawami czy kręgosłupem.
O leczeniu należy pomyśleć wtedy, gdy pojawia się ból. Ból stawów, ból kręgosłupa to zawsze niepokojące objawy. W tym wypadku dieta na pewno nie wystarczy. Niekiedy sprawę mogą rozwiązać same ćwiczenia rehabilitacyjne poprawiające postawę. Czasami nawet odpowiednia dawka spaceru, ale zawsze należy zacząć od dokładnego badania.
Z racji, ze nieraz byłem świadkiem podobnych wypadków od razu dodam, że jeśli lekarz ograniczy się do przepisania środków przeciwbólowych i nie zrobi nic więcej, natychmiast trzeba zmienić lekarza. Bywa, że takie środki są niezbędne, bo ból jest bardzo silny. Jednak one tylko maskują przyczynę problemu. Szkody będą coraz większe. Nie wolno na tym poprzestać. Niestety sami pacjenci dość często są zadowoleni z takiego obrotu sytuacji. Nie muszą nic więcej. Nie trzeba robić dodatkowych badań, ani chodzić na zabiegi czy wykonywać ćwiczeń. Połyka się magiczne pastylki i ból znika. Problem pozostaje. Za kilka lat może się nawet skończyć wózkiem inwalidzkim!

Zmiana stylu życia

Taki ból wskazuje na jeszcze jedno. Musimy zmienić styl życia. Zbyt dużo siedzenia, za mało ruchu, zawsze niekorzystnie wpływa na kręgosłup i stawy. To dlatego coraz więcej ludzi obecnie się na nie uskarża. Dodatkowo paniom radziłbym mniej korzystać z butów na wysokim obcasie. To też nie jest dobre dla kolan i kręgosłupa.
Wszystko to co tu zostało stwierdzone, bynajmniej nie zwalnia od zadbania o lepszą dietę. Na pewno nie jest nią ani to co obecnie promują gwiazdy-eksperci, telewizyjni dietetycy ani amatorzy głodówek odchudzających.

„Komfortowe” ułożenie kręgosłupa

Leżenie na twardym podłożu – dobre dla kręgosłupa?

Od kiedy zacząłem się nieco bardziej interesować tematyką zdrowotną zauważyłem, że rzeczy najprostsze budzą najwięcej kontrowersji. Ludzie przyjmują wiele bardzo skomplikowanych teorii oraz hipotez, które już u samych swych podstaw obrażają zdrowy rozsądek. Wystarczy ubrać kogoś w biały fartuch lekarski, napisać „amerykańscy uczeni okryli” i już wszystko jasne. Światu została objawiona prawda ostateczna. Wystarczy jednak przeczytać kilka innych publikacji, by znaleźć inne prawdy objawione. Kłopot w tym, iż sprzeczne z przeczytanymi wcześniej.
Bardzo szybko można się pogubić w tych wszystkich badaniach i opiniach oraz uświęconych tradycją mitach zdrowotnych. Dlatego właśnie często zachęcam Czytelników do korzystania z własnego zdrowego rozsądku oraz do krytycznego myślenia. Musimy też pamiętać, że nie wszystkie badania są prowadzone całkowicie uczciwie. Czasem zaniedbuje się dodatkowe czynniki co już samo w sobie fałszuje otrzymane wyniki.
Dziś chcę przypomnieć stary mit na temat kręgosłupa. Dość często niektórzy ludzie przekonują mnie, że najlepszą profilaktyką dla kręgosłupa jest spanie na twardym podłożu. Hołdują tej teorii w jak najlepszej wierze. Tymczasem okazuje się, że bynajmniej nie mają racji.
Większość zwierząt wyścieła swoje legowiska. Także nasi przodkowie robili to samo. Jeśli nie zachodziła taka konieczność nie spali nigdy wprost na ziemi. To pierwsza wskazówka dla nas. Zastanówmy się też, czy w przypadku występowania bólów kręgosłupa sytuację poprawi leżenie na podłodze, czy też raczej te bóle się nasilą?
Odwracając całą sytuację i proces myślenia spójrzmy jeszcze na miękkie łóżka z grubymi materacami i wielkimi poduchami. Niegdyś tak modne. Tu znowu dochodzi do drugiej skrajności. też niekorzystnej dla kręgosłupa. Nigdy przesada nie jest dobra.
Jeśli naprawdę chcemy zadbać o nasz kręgosłup to powinniśmy wyszukać w miarę twarzy materac, ale jednak materac i spać właśnie na nim. Komfort kręgosłupa zapewnia takie pośrednie rozwiązanie. Nie jest dobre ani spanie w zbyt miękkiej pościeli ani też na twardym podłożu. Prosta praktyka życia pokazuje, iż mam rację.

Komunikacja masowa „dba” o nasz kręgosłup

Swoistym kretynizmem (przepraszam za dosadność wyrażenia, ale trudno to inaczej określić) było wprowadzenie w niektórych pojazdach komunikacji masowej fotelików z pozornie wyprofilowanymi krzywiznami kręgosłupa. Ktoś pewnie wziął grube pieniądze za taki projekt i jeszcze jest z siebie dumny. Przecież zadbał o zdrowe kręgosłupy pasażerów. Gdyby choć trochę przy tym pomyślał to może nie bylibyśmy teraz narażeni na skutki jego radosnej twórczości.
Jeśli przebywamy w pociągu czy autobusie nieco dłużej, to lepiej dla naszego kręgosłupa będzie usiąść. Rzecz jasna pod warunkiem, że są wolne miejsca. To też wygląda różnie. Jednak gdy skorzystamy z takich profilowanych krzesełek szybko zrozumiemy, iż wpadliśmy w pułapkę. Projektant nie skorzystał z daru zdrowego rozsądku i nie pomyślał o tym, że ludzie mają różne proporcje ciała i różny wzrost. Narzucanie wszystkim tego samego profilu jest podejściem pseudonaukowym i szkodliwym. Nawet ktoś bardzo zdrowy szybko może poczuć w kręgosłupie skutki tego dobrodziejstwa. Twarde plastikowe krzesełko tym bardziej sytuacji nie poprawia.
Długo można pisać na temat podobnych pomysłów. Choćby ciekawy fakt wskazujący na to, że projektanci zapomnieli, że pasażerowie mają też nogi, które gdzieś powinny się zmieścić. Wiemy, że chodzi o to, by „wcisnąć” do środka jak najwięcej ludzi. Łatwiejsze to niż dodanie kilku wagonów czy autobusów. Stare tłumaczenie, że nie ma pieniędzy zawsze ostatecznie odbija się na naszym zdrowiu. Czy na pewno tłumaczy opisane przejawy braku rozsądku?

Czas raczkowania – dbałość o kręgosłup u samych podstaw

To co możemy zmienić

W poprzednich artykułach poświęciłem sporo uwagi temu, jak to nasz styl życia wpływa na późniejsze bóle kręgosłupa czy też problemy ze stawami. W opisanych przypadkach rozwiązanie jest bardzo proste i powinno się samo nasuwać każdemu myślącemu człowiekowi, który choć trochę dba o swoje zdrowie. Można kupić sobie preparaty na stawy, by je nieco wspomóc, ale najważniejsze zawsze będzie przywrócenie im ich funkcjonalności. Co w praktyce przekłada się na to, by mniej korzystać z fotela i samochodu, a trochę więcej z własnych nóg. Pozostawić windę ludziom starszym i niepełnosprawnym, a wybrać mozolne wspinanie się po schodach. Nawet niekoniecznie trzeba od razu podjąć jakiekolwiek ćwiczenia. Samo życie dostarcza wielu okazji do większej aktywności fizycznej. Choć oczywiście odpowiednio dobrane ćwiczenia są jak najbardziej wskazane.
W wielu przypadkach już sam ruch z czasem poprawi stan naszych stawów. Niekiedy potrzebna może być dodatkowa rehabilitacja lub specjalne zabiegi fizjoterapeutyczne. Sporo bólu może nas dzięki temu ominąć. Dlatego też z przerażeniem patrzę na „olewający” stosunek lekarzy do takich problemów, a i samych zainteresowanych. Przekłada się wizytę u specjalisty, wzrusza ramionami, kupuje tabletki przeciwbólowe, a czas działa tylko na niekorzyść. Przychodzi taka chwila, w której nie da się już przywrócić pierwotnych funkcji i zdrowia. Sam w tym roku zwróciłem uwagę chyba 10 znajomym osobom na poważne skrzywienia kręgosłupa widoczne gołym okiem. Z tych 10 tylko jedna osoba potraktowała sprawę poważnie, poszła do specjalisty i rozpoczęła rehabilitację. Inni tłumaczą się brakiem czasu. Czy rzeczywiście szkoda czasu na zadbanie o swoje zdrowie? Może odjąć trochę minut z dziennej porcji telewizji. Nawet zaniedbać porządki w domu czy pracę w ogródku. To zawsze można zrobić później. Zdrowia później już się przywrócić nie da.

To czego nie możemy zmienić

Piszę o tym i co jakiś czas przypominam, bo odnoszę wrażenie, że temat ten ciągle traktowany jest niepoważnie. Później szuka się dobrych suplementów na stawy, zamiast zatroszczyć się o nie wcześniej. Odnośnie tych suplementów i wcześniejszej profilaktyki posłużę się tu cytatem z ewangelii „To czyńcie, a tamtego nie zaniedbujcie!” I wszystko jasne.
Nie zawsze da się całkowicie stawy czy wady postawy wyleczyć, ale niemal zawsze można ich stan poprawić. To wszystko zależy od nas, od naszej postawy i tego na ile cenimy swoje zdrowie i chcemy późniejsze lata życia spędzić bez bólu i jako ludzie sprawni. Są jednak rzeczy od nas niezależne. Tych już zmienić nie możemy. Chcę o nich wspomnieć głównie ze względu na rodziców małych dzieci lub tych, którzy kiedyś dzieci będą mieli. Tylko nieliczni z nas rodzą się ze skrzywieniami kręgosłupa. Większość nabywa je siedząc przed komputerem i telewizorem, ale trzeba też wspomnieć o wadach nabytych w dzieciństwie.
Nie chciałbym by zabrzmiało to jak oskarżenie, ale zdarza się, że winni są właśnie rodzice i ich nadgorliwość. Każdy rodzić chce, by jego dziecko uchodziło za rozwinięte nad wiek. Intelektualnie, psychicznie a przede wszystkim fizycznie. Kiedy maluch zacznie mówić? Kiedy chodzić? Tymczasem szybko niekoniecznie znaczy dobrze. Zwłaszcza dla samego dziecka.
Wszystkie podawane normy, po jakim czasie dziecko powinno zacząć robić to czy tamto, są daleko idącym uśrednieniem. Jeśli dziecko spóźnia się o miesiąc lub dwa wobec statystyk, to jeszcze nie ma powodu do niepokoju, a na pewno nie można na nim pewnych zachowań wymuszać. Jeszcze gorzej, gdy rodzice próbują nauczyć dziecko chodzić za wcześnie. Wielu autorów, jak choćby Rakowski czy Neuman, badających te zjawiska, zwraca uwagę, że część wad postawy pojawia się na skutek zbyt wczesnego rozpoczęcia chodzenie przez malucha.

Raczkowanie – bardzo ważny etap

U małego dziecka kręgosłup nie jest jeszcze wystarczająco silny. Brakuje też silnego gorsetu mięśniowego, który dopiero się tworzy. Wszyscy rozumieją, że człowiek po długi bezruchu nie może od razu rozpocząć intensywnych ćwiczeń lecz powinien zacząć od spokojnych krótkich spacerów, a tymczasem zapominają o tej zasadzie w stosunku do małych dzieci.
Nim dziecko zacznie chodzić musi przejść etap raczkowania i nie wolno tego etapu pomijać. Zbyt wczesne sadzanie dziecka w pozycji wyprostowanej, nauka chodzenia poprzez trzymanie go za rączki lub wkładanie do chodaka, mogą poważnie zaciążyć na jego zdrowiu. Kręgosłup nie jest jeszcze gotowy do przyjęcia takiego obciążenia. To właśnie raczkowanie ma go powoli i delikatnie wzmacniać.
Przed napisaniem tego artykułu przejrzałem kilka poradników dla rodziców i od razu rzuciło mi się w oczy, że opisana kwestia jest niezbyt dobrze rozumiana i nie zwraca się na nią uwagi. Zaś mało kto sięga po poważniejsze opracowania, jak choćby wymienionych tu autorów, którzy tę tezę wystarczająco uargumentowali. W popularnych poradnikach traktuje się wręcz raczkowanie jako nieistotny etap, który można spokojnie pominąć. Mam nadzieję, że to co tu opisałem wyraźnie pokazuje, że tak nie jest. Raczkowanie jest potrzebne. Wręcz niezbędne. Stąd mój apel do wszystkich rodziców, aktualnych i przyszłych, nie działajcie wbrew naturze i nie przeskakujcie ważnych etapów w rozwoju dziecka. Jego dobro jest ważniejsze niż ambicja, by pochwalić się nad wiek rozwiniętym synem czy córką.

Węglowodany, minerały, witaminy a stawy

Niemal każdy z nas zdaje sobie sprawę, że do dobrego funkcjonowania stawów potrzebne nam są minerały. Nie tylko tak często wspominany w tym temacie wapń, ale również cynk czy magnez. Dla dobrego przyswajania minerałów konieczne są także witaminy. Przykładowo dla cynku będzie to witamina C, a dla magnezu witamina B6.
Skoro tak, to staramy się uzupełniać witaminy w naszej diecie. Niektórzy robią to warzywami i owocami, a inni dodatkowo sięgają po suplementy. Zwykle spoglądamy na zalecaną dzienną dawkę i nie zastanawiamy się nad kilkoma dodatkowymi czynnikami z tym związanymi.
W rzeczywistości nie istnieje coś takiego, jak ogólna optymalna dawka danego związku dla wszystkich. Ilość potrzebnych składników będzie determinowana zarówno przez pleć, jak i wagę oraz tryb życia. To jednak nie wszystko.
Niemal nikt z nas nie zdaje sobie sprawy z faktu, że z racji iż współczesne pożywienie zawiera dużo więcej węglowodanów niż to konieczne, nie tylko nadmiernie tyjemy co niepotrzebnie obciąża stawy, ale też tracimy dziennie więcej witamin. Im więcej spożywamy cukrów prostych i złożonych, tym wzrasta nasze zapotrzebowanie na minerały i witaminy. Może się okazać, że mimo regularnej suplementacji będzie ich za mało, by stawy mogły prawidłowo funkcjonować. To jedna z przyczyn, obok braku ruchu, tak powszechnych dziś problemów ze stawami.
Co więc należy zrobić, by chronić stawy? Przy okazji zadbać też o zdrowie pozostałych części naszego ciała? Nie widzę większego sensu w nadmiernym zwiększaniu ilości witamin i minerałów. O wiele prościej i zdrowiej będzie ograniczyć węglowodany. To również zapobiegnie otyłości, a więc drugiemu ważnemu czynnikowi niszczącemu stawy.
Nie unikajmy też nadmiernie tłuszczów, choćby ze względu na to, że niektóre witaminy (A, D, E) potrzebują go, by mogły zostać przyswojone przez nasz organizm. Przy czym należy unikać olejów roślinnych i margaryn. Wprawdzie nie wpływają one bezpośrednio na funkcjonowanie stawów, ale to właśnie te tłuszcze powodują otyłość i miażdżycę. Chyba nie warto chronić stawów a zapominać o zdrowym sercu…

Co ma krzesło do bólu kręgosłupa

Niewesoła sytuacja dla naszego kręgosłupa i stawów

W naszej kulturze dominują wszelkiego rodzaju krzesła i fotele. Lubimy wygodnie usiąść do posiłku czy też rozmowy. Wielu z nas spędza długie godziny przed telewizorem. Również zasiadając w fotelu. W ostatnich latach coraz mniej osób pracuje fizycznie. Praca zaczyna się także od zajęcia wygodnego miejsca na krześle. Zwykle siedzimy przygarbieni i wykrzywieni na wszelkie możliwe sposoby. W tym zakresie pomysłowość ludzka nie zna granic.
Jakby tego było mało modne stały się krzesła obrotowe na jednej nodze, które wytwarzają mikro-drgania silnie odbijające się na kręgosłupie. To wszystko razem daje nam dość nieciekawą sytuację. Z natury najbardziej właściwą pozycją człowieka jest wyprostowany chód. Chodzenie i spokojny bieg powinny zajmować najwięcej czasu w ciągu doby. Przynajmniej jedną trzecią dnia – 8 godzin. Wolny żart? Może i tak. Nie jesteśmy w stanie cofnąć rozwoju cywilizacji. Postulat powrotu do natury jest idealistyczną mrzonką. Nikogo do tego nie namawiam.
Musimy jednak uczciwie przeanalizować sytuację. Dobrze jest jeśli obecnie chodzimy około dwóch godzin na dzień. Niestety dla wielu ludzi to i tak za dużo. Siedzimy w domu, siedzimy w biurze, a przemieszczamy się tylko po kilkaset metrów do samochodu lub do lodówki.
W ten sposób pierwszy daje o sobie znać kręgosłup, a po nim stawy. Gdy zaczynają boleć stawy sięgamy po tabletki przeciwbólowe lub idziemy do lekarza. Wcześniej przez długie lata pracujemy usilnie nad tym, by do takiej sytuacji doprowadzić. Zła dieta dodaje nam niepotrzebnych kilogramów tkanki tłuszczowej, a brak ruchu ujmuje masy mięśniowej. Osłabione mięśnie nie wspomagają stawów i nie potrafią już amortyzować kręgosłupa. Dziś wady postawy to norma. Najnowsze badania mówią o 90% populacji dotkniętej skrzywieniami kręgosłupa.
Część mięśni jest osłabiona, a inne nadmiernie napięte w fazie spoczynkowej. To też napędza stres w naszym organizmie oraz powoduje szereg bólów, których przyczyn nie potrafimy określić. Ucisk na nerwy i przesunięcia kręgów może zaburzać krążenie, metabolizm i dość często leczy się skutek zamiast przyczyny.

Zacznij chodzić, zacznij biegać

Z tego co napisałem powyżej łatwo wywnioskować, że na pierwszym miejscu stoi potrzeba ruchu. Musimy zacząć więcej chodzić. Jeśli ktoś ma duże opory przed uprawianiem sportu, to powinien przynajmniej wychodzić na dłuższy spacer dwa lub trzy razy w tygodniu. Tłumaczenie się brakiem czasu jest w tym wypadku niepoważne. Warto zrezygnować z jednego filmu czy ogłupiającego programu w telewizji na rzecz swojego zdrowia. Kto może powinien zacząć biegać lub choć jeździć na rowerze. Choć rower zwykły lub stacjonarny nie da nam poprawnej stymulacji kręgosłupa i okalających go mięśni. Na pewno należy unikać bieżni mechanicznych, gdyż tylko pogłębią problemy ze stawami. Na zdrowe stawy potrzebne są naturalne formy ruchu, a nie sztuczne, które całkowicie odwracają wektory sił. Ćwiczenie na bieżni jest sprzeczne z naszą anatomią.

Rehabilitacyjne siady

O tym wszystkim pisałem już w poprzednich artykułach. Teraz pragnę dorzuć nową informację, która może nieco pomóc w profilaktyce kręgosłupa i stawów. Skoro już musimy siedzieć przed tym nieszczęsnym telewizorem, to proponuję przynajmniej na kilkanaście minut zejść z krzesła czy fotela i usiąść na ziemi. Okaże się, że jest nam niewygodnie. Być może pojawi się nawet ból. Istnieje kilka rodzajów siadów rehabilitacyjnych. Nie będę ich tutaj opisywał szczegółowo, bowiem ich zastosowanie zależy od zdiagnozowanej wady postawy.
Ideałem byłoby siedzenie w dolnej fazie przysiadu. Jest to pozycja, w której kość piszczelowa znajduje się niemal w pozycji prostopadłej do podłoża, a pośladki tuż na ziemią. Ludzie z pierwotnych plemion potrafią tak siedzieć bardzo długo, a nawet pracować w tej pozycji. Wymaga to silnych nóg i zdrowego kręgosłupa. Dla większość europejczyków jest nieosiągalne. Uwaga! To nie jest kucanie, w którym kolana wychodzą znacznie do przodu. Kucanie jest szkodliwe i nie wolno go mylić z pozycją dolnego przysiadu.
Dla nas na początek dobre będzie po prostu zwykłe siedzenie na ziemi bez podparcia. Wybieramy taką pozycję, która nie wywołuje bólu choć jest dla nas niewygodna. Staramy się w niej wytrwać kilka minut. Potem zmieniamy na inną. Z czasem będziemy mogli tak siedzieć dłużej.
Od czasu do czasu można wręcz położyć korpus na wyciągniętych przed siebie nogach w celu złagodzenia napięć w dolnych partiach kręgosłupa. Kilka do kilkunastu minut dziennie może dać nam sporo i nieco poprawić stan naszych stawów i kręgosłupa.
Rzecz jasna same siady nie zastąpią chodzenia ani odpowiednio dobranej i kierowanej rehabilitacji. Watro o tym wszystkim pomyśleć dużo wcześniej nim nadejdzie czas by zgłosić się do lekarza po endoprotezy. Nie są one bynajmniej jakimś luksusem, lecz złem koniecznym.

Klęczniki do komputera

Wspomnę jeszcze o specjalnych klęcznikach, które niektórzy ludzie stosują do pracy przy komputerze zamiast krzesła. Jest to ciekawe rozwiązanie, choć niestety odbija się na wykonywanej pracy, bo dość trudno wydajnie pracować w niewygodnej pozycji. Jednak kto chce może spróbować i tego.

Półmostek biodrowy

Czas na nowe ćwiczenie

Dawno nie podawałem opisów żadnych ćwiczeń rehabilitacyjnych, więc pora na kolejne. Przypominam, że ta strona ani żadna inna w internecie nie zastąpi fachowej pomocy lekarskiej, choć wiem, że tą pomocą i jej fachowością bywa różnie. Ogólnie nie sądzę, by podane tu ćwiczenie mogło komuś zaszkodzić. Warto dołączyć je do swojego planu profilaktyki stawów i całego aparatu ruchu.
Tym ćwiczeniem jest półmostek biodrowy. Wzmacnia ona dwie grupy, które są niezwykle ważne w utrzymaniu postawy wyprostowanej. Ich osłabienie oznacza zazwyczaj kłopoty z kręgosłupem, a w dalszej perspektywie nierzadko też z kolanami. W mniej więcej połowie przypadków, gdy ludzie skarżą się na ból kolan przyczyna nie leży w samych stawach kolanowych, lecz właśnie w kręgosłupie. W jego skrzywieniach, w podrażnieniu wiązadeł krzyżowych, lędźwiowych itd.
Oprócz wzmocnienia samych mięśni półmostek odciąża na chwilę kręgosłup i pozwala rozładować nagromadzone w jego dolnej części napięcie. Rozluźniają się kręgi i wiązadła. Czasami regularne wykonywanie tego ćwiczenia może uśmierzyć tzw. ból korzonków.

Mięśnie brzucha

W ćwiczeniu najbardziej zaangażowane są dwie grupy mięśniowe. Mięśnie brzucha i mięśnie pośladkowe. W internecie można znaleźć wiele ćwiczeń i programów na mięśnie brzucha. Zwłaszcza od czasu, gdy modelowanie brzucha stało się modne. Większość tych programów pisana jest przez osoby niekompetentne i niedouczone, a popularność takowych planów przeraża. Setki brzuszków, szóstki Weidera i inne molochy, które tylko do końca niszczą to czego jeszcze nie zniszczył siedzący tryb życia i utrwalone złe nawyki ruchowe.
Podejmowane ćwiczenia mają poprawiać nasze zdrowie a nie je niszczyć. Podstawową funkcją mięśni brzucha jest praca izometryczna, czyli utrzymywanie wysokiego napięcia w czasie ruchu lub dźwigania ciężarów, tak by chronić tym samym kręgosłup. Przyciąganie żeber do miednicy jest funkcją dodatkową, która w życiu nie ma wielkiego zastosowania. Dla większości ludzi proponowane ćwiczenia na brzuch będą tylko potęgowały krzywienie się kręgosłupa. Co więcej brzuch tak naprawdę zostaje osłabiony, a system nerwowy zdezorientowany. To zaś spowoduje, że przy podnoszeniu czegokolwiek brzuch nie zareaguje jak powinien i kontuzja gotowa.
Wiem, że trudno przekonać ludzi do takiego podejścia. Panie kusi tzw. płaski brzuch, a panów kaloryfer. Ciężką pracą opartą o medialne programy dorabiają się zdegenerowanych przykurczów, które w żaden sposób nie chronią kręgosłupa i nie dają siły całemu organizmowi. Nim zacznie się modelować mięśnie brzucha trzeba je najpierw mieć. Muszą być przede wszystkim silne.

Mięśnie pośladkowe

Nie lepiej jest z mięśniami pośladkowymi, choć tu trudniej zrobić sobie krzywdę. Tyle, że znowu kobiety usiłują je modelować zamiast najpierw sprawić by były silne. Chodzenie na szpilkach zaburza cały balans siłowy i zupełnie zmienia wektory sił działających na mięśnie wokół miednicy. Pozornie pośladki prezentują się bardziej okazale, ale w rzeczywistości są słabsze. Główna praca zostaje przeniesiona z bioder na kolana i nic dziwnego, że coraz więcej kobiet skarży się na bóle w stawach kolanowych.
Panowie o rozwój mięśni pośladkowych wcale nie dbają. Koniec końców, słaby brzuch, słabe pośladki, to bóle krzyża i nierzadko przepuklina.

Wykonanie ćwiczenia

Półmostek biodrowy może w znacznym stopniu poprawić sytuację. Być może nie uleczy poważnych wad, które mogą wymagać bardziej zaawansowanych planów rehabilitacji, ale warto go stosować regularnie w trosce o swoje zdrowie.
Wykonanie jest bardzo proste. Kładziemy się na podłodze na plecach. Uginamy nogi, tak by między udami a podudziami był kąt 90 stopni. Stopy opieramy na ziemi. Napinamy mocno pośladki i brzuch i unosimy biodra w górę. Góra pleców i głowa pozostają na ziemi. Unosimy tak mocno, jak tylko potrafimy. W szczytowym momencie brzuch powinien znaleźć się na jednej linii z udami. Zatrzymujemy się na ok. 3 sekundy i opuszczamy do ziemi. Potem kolejne powtórzenie.
Jeśli ćwiczenie nie będzie sprawiało trudności i będziemy w stanie wykonać kilka serii po 20 powtórzeń, to możemy je nieco utrudnić. W tym celu kładziemy coś na brzuchu, co będzie stanowiło dodatkowe obciążenie. Może to być ciężka książka. Teraz musimy pamiętać o delikatnym podtrzymywaniu jej ręką, by nie zsunęła się w czasie ćwiczenia. Można też wykorzystać metalowe przedmioty lub inne ciężkie rzeczy. Trzeba jednak zadbać przy tym o swoje bezpieczeństwo.
Radzę od dziś porzucić wszystkie niewłaściwe plany ćwiczeń i rozpocząć wykonywanie półmostka biodrowego 2 razy w tygodniu w kilku seriach. Wasz kręgosłup na pewno na tym zyska.