Bolące stawy

Flower

Archive for the ‘Stawy a medycyna’ Category

Bóle kręgosłupa

Siedzący tryb życia

Nie tylko bóle stawów dokuczają wielu ludziom, którzy jeszcze długo powinni cieszyć się młodością. W tym wypadku pomóc może glukozamina, choć należałoby też zmienić sposób odżywiania i podjąć jakąś odpowiednio dobraną aktywność ruchową. Jeszcze gorzej wygląda jednak sprawa z bólami kręgosłupa. Ludzi, którzy obecnie mogą poszczycić się zdrowym kręgosłupem jest naprawdę niewielu.
Do pewnego stopnia można zrozumieć problemy ze stawami lub kręgosłupem po pięćdziesiątym roku życia, choć i tu zwykle wychodzą lata zaniedbań dietetycznych i niewłaściwe nawyki ruchowe, a co za tym idzie pogłębiające się wady postawy. Takich problemów nawet w tym wieku powinno być niewiele i mogą dotyczyć jedynie ludzi z wadami wrodzonymi. Nawet te można było wcześniej jakoś wyleczyć lub przynajmniej zminimalizować. Jednak obecnie na stawy i kręgosłup narzekają już ludzie w wieku lat 25-30.
Przyczyny są te same. W dobie obecnej wszystko przyspieszyło, gdyż jakość jedzenia jest coraz gorsza, pęd do odchudzania doprowadził do totalnego bałaganu dietetycznego, ale najistotniejsza w tym wypadku jest praca siedząca i brak ruchu. Proste pytanie. Ile czasu dziennie spędzamy siedząc? Spróbujmy się zastanowić. 8 godzin w pracy. Potem jeszcze godzina lub dwie w samochodzie. Liczę dojazd do pracy i powrót. W domu siedzimy przy komputerze i przed telewizorem oraz w czasie posiłków. Biorąc pod uwagę statystykę – 4-5 godzin. To już jest godzin 15! Trzeba doliczyć godziny na sen. Nagle wychodzi nam, że nie chodzimy wcale. To może przesada, ale aż tak bardzo nie pomyliliśmy się w naszych obliczeniach. Przeciętny Polak chodzi na dobę zaledwie kilkanaście minut. No może trochę więcej, gdyby wliczyć spacery do lodówki!
To są przytłaczające wyniki. Jesteśmy stworzeni do chodzenia, a siedzenie nie powinno być dominującą postawą w ciągu dnia. Osoby pracujące na stojąco mają się jeszcze gorzej. Statyczny ruch tym bardziej obciąża stawy i kręgosłup. Na dodatek nawet ci, którzy zdecydują się uczęszczać na siłownię wykonują większość ćwiczeń na siedząco. Większość ćwiczeń fitness jest także prowadzona przez dyletantów z dyplomami.
Dla dobra naszych stawów i kręgosłupa należałoby tam gdzie to możliwe rezygnować z samochodów i autobusów na rzecz spaceru. Chodzić po schodach zamiast jeździć windą itd.

Dieta

Nie chcę w tym miejscu rozpisywać się o żywienia. To osobny temat. Fakt pozostaje faktem. Zjadamy za dużo węglowodanów, a za mało białka. Brakuje nam wapna i mikroelementów, a to wszystko odbija się na zdrowiu – także stawów.

Złe nawyki ruchowe

Nie wystarczy się ruszać. Ruchy muszą być zgodne z anatomią. Tu kłaniają się lata stracone na szkolnych WF-ach. Czy na tych lekcjach pokazuje się i uczy właściwych form schodzenia do przysiadu lub może tego, jak poprawnie i zdrowo dźwigać ciężar z ziemi? Mnie osobiście nic o tym nie wiadomo. Zamiast przysiadów preferuje się kucanie, a większość nie rozumie różnicy. Nawet podniesienie niewielkich ciężarów sprowadza się do robienia kociego grzbietu. Szybko można uszkodzić kręgosłup, a przepuklina też się pojawi niebawem. To zaś utrudni pracę na mięśniami grzbietu i brzucha, które mogłyby potencjalnie chronić kręgosłup,
Potem wspomniany już siedzący tryb życia pogłębia garbienie się i osłabienie górnej części kręgosłupa przez rozsunięcie się łopatek na boki i osłabienie mięśni grzbietu. O niszczycielskim działaniu wysokich obcasów już chyba wcześniej pisałem.
No i mamy lordozy, skoliozy i kifozy we wszelkich odmianach i konfiguracjach. Potem czego nam brakuje? No tak krążenie ramion na zajęciach aerobiku i korzystanie z bieżni elektrycznej. Wszystko gotowe. Kręgosłup ledwo się trzyma, a stawy już zaczynają szwankować. Za kilka lat problemy się nasilą tak, że bez środków przeciwbólowych nie będzie można przejść kilkudziesięciu metrów.

Brak zaangażowania lekarzy i pacjentów

Długo można by postrząsać przyczyny takiego stanu rzeczy. Jednak wystarczy się rozejrzeć, by zrozumieć, że mamy do czynienia nie tylko ze schorzeniami, ale z plagą społeczną. Z brakiem informacji i profilaktyki. Nierzadko też z obojętnością lekarzy, którzy wprawdzie sporo czasu i energii poświęcają rehabilitacji małych dzieci, ale już zupełnie ignorują problemy zdrowotne dorosłych. Silny ból, gdy wreszcie sam zainteresowany i jego lekarz się obudzą, to sygnał, że jest już za późno! Leczenie i profilaktykę należało rozpocząć wiele lat wcześniej. Poziom rehabilitacji też pozostawia wiele do życzenia.

Profilaktyka w domu

Nim więc zacznie bardzo boleć radzę wprowadzić w życie przynajmniej kilka najważniejszych ćwiczeń korygujących nawyki ruchowe. Radzę też więcej chodzić, a mniej siedzieć.
Pierwsze ćwiczenie to prawidłowy przysiad. Ma być wykonany ze spiętymi mięśniami brzucha i ściągniętymi łopatkami. Kolana w czasie ruchu nie mogą wychodzić za linię palców i zawsze powinny być skierowane w tym samym kierunku co stopy. Schodzimy do tyłu, a nie tylko w dół. Ruch rozpoczynają i kończą biodra. Stawy kolanowe tylko za nimi podążają. Nie wolno rozluźniać brzucha i łopatek. Kto myśli, że to proste niech najpierw spróbuje. Po kilku takich przysiadach będzie mnie przeklinał, ale za kilka lat, o ile będzie je regularnie wykonywał, podziękuje mi.
Należy też ćwiczyć podnoszenie niewielkich rzeczy z podłogi. Tu tak samo. Brzuch lekko ściśnięty, łopatki ściągnięte. Ważne jest cały czas zachowanie naturalnych krzywizn kręgosłupa. Schodzimy w dół przez ugięcie bioder, kolana można zgiąć nieznacznie, ale ma to być konsekwencja ruchu, a nie jego inicjacja. Nie wolno w dolnej fazie, gdy już jesteśmy pochyleni, sprężynować. Ruch musi być płynny. Podnosimy przedmiot i z zachowaniem postawy prostujemy się. Później tak samo schodzimy w dół i kładziemy go na ziemi. Po chwili łapiemy znowu i podnosimy się.
To dwa ćwiczenia chroniące nasz kręgosłup. Jednak nie każdy rozumie na czym polega napięcie mięśni brzucha. To nie jest wciągnięcie brzucha, podobnie jak przysiad to nie kucnięcie. Mięśnie trzeba napiąć – nie wciągnąć. Połóżcie się na plecach na ziemi. Nogi ugięte w kolanach, a stopy oparte o podłoże. W tej pozycji mocno napnijcie brzuch, jakbyście chcieli wcisnąć kręgosłup w podłogę. To o to chodzi!
Czasowo dla ochrony można też brać preparaty na stawy. Ważne, by zacząć coś robić. Czas wstać z krzesła i się poruszać. Poprawnie!
Osoby z silnym bólem kręgosłupa muszą iść do lekarza i dobrze byłoby znaleźć sobie solidnego rehabilitanta, który ułoży już szczegółowy plan ćwiczeń.

Krioterapia na stawy?

Można przeprowadzać różne podziały pomiędzy ludźmi. Jednym z takich bardziej ogólnych będzie niewątpliwie podział na tych, którzy lubią zimę i zimno jak i na takich, którzy nie lubią. Osobiście należę do tej drugiej grupy. Nie lubię zimy, śniegu i wszystkiego co jest z tym związane. Ten prosty fakt powinien mnie raczej powstrzymać od wypowiadania się na temat krioterapii. Można mnie posądzić o skrajną i niczym nieuzasadnioną negację. Mimo to zaryzykuję przedstawienie swojej własnej opinii.
Sporo ludzi, podobnie jak ja, zimna nie lubi. Niskie temperatury nie są czymś pożądanym przez nasz organizm. Jednak wszystkie zapewnienia o dobroczynnym wpływie krioterapii przyjmujemy jakoś bezkrytycznie i z pełnym zaufaniem. Nie chcę bynajmniej twierdzić, że jest to niewłaściwa metoda leczenia. Pragę tylko podkreślić coś co mnie trochę niepokoi.
Każdy lek, każdy suplement przynoszący ulgę w jakiejkolwiek chorobie, ma zazwyczaj równie dużo pozytywnych rekomendacji co negatywnych. Jako, że obracamy się w temacie chorób stawów wystarczy przypomnieć glukozaminę. Ileż to napisano artykułów na temat tego, że nie działa, że to zwykłe placebo. Mimo to, sporo osób odnosi z niej korzyści. Właśnie dlatego niepokoi mnie zazwyczaj nie sama krytyka, lecz raczej jej brak!
Następna zastanawiająca rzecz to dość niewielka liczba konkretnych publikacji naukowych na ten temat. Tu znowu proszę mnie dobrze zrozumieć. Nie mam na myśli artykułów wymieniających bezkrytycznie zalety krioterapii, lecz solidne opracowania będące wynikiem rzetelnych eksperymentów. Mamy więc książkę Brauna na ten temat i… niemal nic więcej.
Nie informuje się także o tym, że w czasie tych nielicznych badań, jakie robiono na grupach kontrolnych ok. 20% ludzi musiało je przerwać, ze względu na poważne skutki uboczne. Nic nie pisze się o doborze temperatury. Dlaczego akurat ma to być coś pomiędzy – 160 stopni a – 100? Wszak to duży rozrzut. Taka różnica nie jest obojętna dla organizmu.
Nieco lepiej wygląda sprawa z krioterapią miejscową polegającą na niszczeniu komórek, zwykle nowotworów złośliwych. W tej sytuacji łatwiej też udokumentować i zebrać wyniki. Jednak dla osób cierpiących na stawy jest to metoda nieistotna.
Wbrew reklamom ośrodków posiadających komory do krioterapii oraz medialnej papce błędnie uważanej za doniesienia naukowe, część osób stwierdza, że bynajmniej tego typu zabiegi nie dały żadnej poprawy ani ulgi ich stawom. Tak, jak już pisałem nie jestem przeciwnikiem krioterapii, ale na dziś mimo wszystko uważam, że bardziej skutecznymi środkami pozostają preparaty na stawy, odpowiednio dozowany ruch wraz z nauką prawidłowych nawyków ruchowych i redukcją wad postawy. Do tego w bardziej poważnych przypadkach dodać musimy interwencje lekarskie. Leczenie zimnem to ciągle jeszcze wielki znak zapytania. Wrócę do tego tematu wtedy, gdy uda mi się wreszcie dotrzeć do konkretnych informacji na ten temat.

Suplementacja i domowa rehabilitacja w przypadku złamań

Kolejne zderzenie ze służbą zdrowia

Długoletnie doświadczanie przekonuje mnie, że ciągle jeszcze większość lekarzy i rehabilitantów idzie po najniższej linii oporu. Trudno w zasadzie mówić o sprawnie działającym systemie, który pomógłby nam wyleczyć dolegliwości stawów. Zarówno te związane z różnymi chorobami, jak i nabyte na skutek wypadków.
Zazwyczaj jeśli pacjent po wypadku dochodzi w pełni do dawnej formy jest to bardziej zasługą zdolności regeneracyjnej jego organizmu niż rehabilitacji. Nierzadko ćwiczenia rehabilitacyjne są prowadzone na oko. Na oko to wiadomo kto umarł. Wymogiem nie jest przy tym metodologia, czyli ustalenie jaka intensywność i częstotliwość jest pacjentowi potrzebna, lecz raczej wszystko podciąga się pod niewydolny system. Jak komu pasuje, tak będzie dobrze (sic!).
Dostaje się skierowanie od lekarza na rehabilitację. Już na wizytę u specjalisty czekało się kilka miesięcy. Teraz trzeba czekać drugie tyle na wizytę u lekarza zajmującego się rehabilitacją, by zlecił konkretny zestaw ćwiczeń. W końcu odstajemy się do gabinetu. W zasadzie lekarz sugeruje się tym co ma napisane. Nie bardzo przejmuje się szczegółowym badaniem postawy. Kilka pytań i dostajemy zestaw. Ciekawe jest tu to, że zawsze mamy ćwiczenia lub fizykoterapię zrobić 10 razy. Magiczna liczba. Lekarz zwykle nie określa częstotliwości zabiegów. Zrobi to rehabilitant. Ten zaś będzie się kierował ogólnym ruchem w interesie. Magiczna liczba dziesięć wzięła się stąd, że wszystko można odbębnić w dwa tygodnie. Od poniedziałku do piątku. Razem dziesięć dni. Potem znowu kilka miesięcy czekania na wizytę lekarską.
Jeśli ktoś ma lepsze doświadczenia, to nie pozostaje mi nic innego, jak mu pogratulować. Niestety. Niemal żaden z czytanych przeze mnie artykułów na temat rehabilitacji nie zawiera opisu ani nawet wzmianki na temat metodologii ćwiczeń. Podaje się opis ćwiczeń, ale już ile i kiedy, nie wydaje się interesować autora. Lepiej wygląda to w książkach. Tyle, że dostępne na polskich rynku i stanowiące materiał pomocniczy dla studentów kierunków medycznych i pochodnych, opierają się na badaniach z przed kilkudziesięciu lat. Łapy opadają!

Po co to wszystko?

Nie piszę tego wszystkiego tylko po to, by Was zniechęcić do leczenia. Również nie w celu ulżenia sobie. Bardziej dlatego, że ktoś napisać musi jak jest naprawdę. Poza tym chcę po raz kolejny zwrócić Waszą uwagę na potrzebę dodatkowej rehabilitacji w domu. Lekarz powinien nas zbadać i przepisać leki oraz wysłać na rehabilitację. Jednak z racji, że wygląda to tak jak opisałem, nierzadko potrzebne będą dodatkowe ćwiczenia w domu oraz suplementacja. Dobre suplementy mogą pomóc w regeneracji stawów i kości o wiele bardziej niż jesteśmy skłonni przypuszczać.

Glukozamina, wapno i witamina D3

Chcę dziś zająć się złamaniami. Bardzo często poleca się na bóle stawów glukozaminę. Prawda jest taka, że może się ona również przydać w przypadku złamań. Po pierwsze dlatego, że częściowo pomaga leczyć kościec, a po drugie dlatego, że złamanie zazwyczaj oznacza unieruchomienie jednego lub kilku stawów gipsem. To zaś sprawia, że nieużywany przez jakiś czas staw ulega znacznemu osłabieniu. Im pacjent starszy, tym osłabienie większe.
Teoretycznie wszystko powinno wrócić do normy po kilku tygodniach od zdjęcia gipsu. Jednak u osób starszych może już nigdy nie powrócić pełna sprawność. Nawet bardzo młodzi ludzie nie powinni lekceważyć takiej sytuacji. Do glukozaminy dodałbym jeszcze Calcium i witaminę D3. Dobra będzie także dieta wysokobiałkowa. Na pewne przyspieszy powrót do zdrowia.

Dwa przykładowe ćwiczenia synergistyczne

Wydaje się, że skoro mamy kończynę w gipsie to ćwiczenia nie są możliwe, a nawet wskazane. Do pewnego stopnia jest to racja. Jednak nie do końca. Doświadczenie z osobami niepełnosprawnymi dowodzą, że zwykle szybciej dochodzi u nich do zaniku mięśni. Zdrowy człowiek szybko to odbuduje, ale i on będzie znacznie osłabiony po miesięcznym unieruchomieniu np. nogi. Niepełnosprawny może mieć jeszcze poważniejsze kłopoty. Zwłaszcza w przypadku chorób nerwowo-mięśniowych. Dobrze jest zadbać o rehabilitację i ćwiczyć daną kończynę nawet, gdy jest unieruchomiona gipsem.
Nie znaczy to wcale wizyty na siłowni. Broń Boże. Wykorzystać możemy ćwiczenia synergistyczne. Dziś opiszę tylko dwa, choć jest ich więcej. Te mają największe znaczenie, gdyż dotyczą prostowników kończyn. Są to zwykle,a przynajmniej powinny być, mięśnie najsilniejsze w kończynach, ale też najszybciej zanikające po unieruchomieniu. Zanik tych mięśni powoduje też osłabienie stawów, gdyż zmniejsza się siła je asekurująca. Zajmijmy się więc dwoma przypadkami. Unieruchomiona kończyna górna oraz dolna.
W przypadku ramienia ruch w stawie barkowym i łokciowym jest zwykle niewskazany w tym czasie. Prostownik ramienia, czyli triceps brachii szybko traci swoją siłę. Osłabia w ten sposób staw barkowy i łokciowy. Prostować ramienia nie wolno, ale możemy wykorzystać zjawisko synergii. Działanie blisko położonego mięśnia prowadzi do napięcia w mięśniu docelowym. Jeśli możemy bez trudu ruszać nadgarstkiem, to jesteśmy gotowi do ćwiczenia.
Ramię w położeniu takim, jak dyktuje nam gips i wygoda. Dłoń obracamy grzbietem do góry. Teraz staramy się odciągnąć ją jak najdalej w kierunku przedramienia, czyli stroną grzbietową w stronę przedramienia do oporu. Ten ruch powoduje napięcie w tricepsie i jego pracę izometryczną bez obciążania kości i stawów.
Na początku możemy ćwiczyć bez dodatkowego obciążenia, a z czasem można ćwiczenie utrudnić lekko ciągnąć drugą dłonią w dół, tak by dłoń chorej kończyny musiała pokonać większy opór.
Podobnie postępujemy w przypadku kończyny dolnej. Stronę grzbietową stopy staramy się przyciągnąć do podudzia. Spowoduje to napięcie izometryczne mięśnia czworogłowego uda (quadriceps femoris). Noga w wygodnej pozycji. Gips może utrudnić stosowanie oporu za pomocą dłoni, ale wówczas warto poprosić o pomoc kogoś z najbliższych.
Ile i jak często tak ćwiczyć? Myślę, że warto robić te ćwiczenia co drugi dzień. Zacząć od dwóch serii po 10 powtórzeń i za każdym razem dodawać jedną serię. Dzięki temu po zgięciu gipsu szybciej dojdziemy do siebie i siła mięśniowa tak bardzo nie spadnie, choć na pewno będzie nieco mniejsza. Na to już nie ma rady. Gdyby pojawił się w czasie ćwiczenia ból w stawie lub złamanej kości, trzeba je niezwłocznie przerwać i raczej zaprzestać stosowania.

Jakie środki przeciwbólowe na stawy?

Produkt spożywczy

Idąc niedawno na zakupy zaważyłem w pobliskim sklepie spożywczym półkę pełną środków przeciwbólowych. Niby nie jest to widok obecnie dziwny, ale wywołał we mnie szereg skojarzeń. Już sam fakt, że preparaty takie znajdują się w sklepie spożywczym sugeruje, że traktuje się je niemal jak pokarm – produkt spożywczy. Tak też jest w istocie. Mamy w kraju nie tylko wysoki poziom spożycia alkoholu, ale też środków przeciwbólowych. Coś tam się ostatnio nieśmiało mówi, że zdrowe to nie jest, ale kto się z tym liczy? Nawet lekarz dla świętego spokoju nierzadko zamiast badań przepisze jakiś środek przeciwbólowy i tyle. Ma spokój.

Zderzenie z realiami

Teoretycznie choroby trzeba leczyć. Wszystkie. Zarówno choroby stawów, jak i wszelkie inne. Przyjmowanie środków przeciwbólowych jest tylko maskowaniem problemu. Jednak mam za sobą wiele długich i nieprzyjemnych godzin w przychodniach lekarskich i nie dziwię się zbytnio, że nie zawsze mamy ochotę się leczyć. To bowiem nie tylko walka z chorobą, ale nierzadko z brakiem zainteresowania ze strony lekarza. To godziny oczekiwania na przyjęcie i kilkumiesięczne wcześniejsze zapisy na wizytę, by przekonać się, iż w dniu dla nas wyznaczonym lekarz jest… nieobecny. Nie chcę rozwijać tego tematu. Zbyt mnie drażni. Chodzi mi tylko o to, że do pewnego stopnia jestem w stanie zrozumieć ludzi, którzy wolą kupić w sklepie środki przeciwbólowe zamiast iść do lekarza.

Praca czyni… szczęśliwym!

W obecnych czasach dochodzi jeszcze jeden czynnik. Praca. Łatwo ją stracić, a nie zawsze łatwo zdobyć. Najnowsze badania sugerują, że praca bardzo uszczęśliwia Polaków. Cóż! Chyba powstrzymam się od sarkastycznych uwag, zwłaszcza, że większość znanych mi Polaków, jakoś nie pasuje do tych badań i mówi co innego. Pozostaje więc zapytać, czy statystyk sam wymyślił wyniki, a może pytał pracowników w obecności szefa?
Jakby nie było, o pracę trzeba dbać. Miesiąc zwolnienia chorobowego to zwykle koniec kariery. Wiem, przepisy! Dla pracodawcy to nie jest aż tak wielki problem i wiedzą o tym wszyscy prócz posłów na Sejm i telewizyjnych ekspertów. Zwolnić zawsze można. Nie za to, to za co innego.
Budzisz się rano i znowu czujesz silny ból w kolanach. Zdrowy rozsądek nakazuje iść do lekarza. Kłopot w tym, że to już drugi raz w tym miesiącu. Szef na pewno nie będzie zadowolony. W końcu znajdzie kogoś innego na Twoje miejsce. Sięgasz więc po środki przeciwbólowe i człapiesz ociężale do pracy. Proza życia. Ostatecznie to nie telenowela w stylu „S jak Szczęście”!
Tak to kręci się karuzela. My dalej mamy pracę, co nas ponoć uszczęśliwia. Szef ma dyspozycyjnego pracownika, lekarz się nie przemęcza, sprzedaż środków przeciwbólowych wzrasta, tylko kolana są w coraz gorszym stanie.

Szkodliwość środków przeciwbólowych

Od razu stwierdzam wprost, nie jestem zwolennikiem środków przeciwbólowych. Zwłaszcza tych, które tak nagminnie kupujemy. O innych napiszę więcej za chwilę. Pozwólcie sobie wytłumaczyć, że na bóle stawów potrzebna jest odpowiednia rehabilitacja i suplementacja. Najczęściej glukozaminą. Czasem konieczny będzie zabieg operacyjny. Długotrwałe funkcjonowanie na popularnych środkach przeciwbólowych zbliża nas do nieuchronnej katastrofy i totalnego zniszczenia stawów.
Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze problem obciążania układu pokarmowego. To nie są bynajmniej preparaty przyjazne wątrobie czy jelitom. Na początku pomoże nam jedna tabletka. Po pewnym czasie organizm się przyzwyczai i trzeba brać ich coraz więcej. Rekordziści zjadają całe opakowanie o poranku, by potem jakoś funkcjonować. Dlatego argument, że małe dawki nie są szkodliwe, kompletnie mnie nie przekonuje.
Wcale też nie cieszy mnie czyjś ból. Nie uważam, że cierpienie uszlachetnia. Historia już dawno obaliła tę bzdurę. Cierpienie zazwyczaj poniża człowieka. Jestem skłonny dopuścić przyjmowanie środków przeciwbólowych w skrajnych wypadkach. Wcześniej wykazałem również, że kłopoty z lekarzami i z pracodawcami niejednokrotnie stają na przeszkodzie solidnemu leczeniu. Zamieściłem wcześniej kilka artykułów na temat rehabilitacji stawów w domu. Nieskromnie radzę do nich zajrzeć. Może też warto przeliczyć ile wydajemy na środki przeciwzapalne i przeciwbólowe, a następnie zebrać te pieniądze i przeznaczyć na prywatną wizytę u rehabilitanta, który przygotuje nam indywidualny plan ćwiczeń. To nie zawsze pomoże, ale w wielu wypadkach złagodzi objawy. Znam sporo osób, które ćwiczeniami wyleczyły stawy kolanowe i bóle pleców.

Alternatywne rozwiązanie – Eazol

Wszystko brzmi pięknie. Jednak ból pozostaje bólem. Rehabilitacja nie zadziała od razu. Czasami mimo wszystko ból utrzymuje się przez długie lata. To w skrócie argumenty, jakie przytaczają moi znajomi, gdy próbuję ich odwieźć od pożerania paczek tabletek przeciwbólowych. Wiem, że mam rację, ale oni też poniekąd ją mają. Z bólem się nie dyskutuje, ból jest. Trudno wówczas pracować i cieszyć się życiem.
Nie lubię stawać w pół drogi. Zacząłem więc szukać jakiegoś sensownego rozwiązania. Nie jest to łatwe. Oferta sklepowa i apteczna jest dość jednolita. Wprawdzie preparaty różnią się nazwą, ale składem i działaniem tylko nieznacznie. Nierzadko coraz częściej wszystko sprowadza się do otępienia centralnego układu nerwowego.
Wreszcie znalazłem coś ciekawego. Preparat odmienny od powszechnie stosowanych. Jest nim Eazol. W jego skład wchodzą wyciągi roślinne. Moją uwagę zwróciła kora wierzby białej. Nie od dziś wiadomo mi, że wierzba była szeroko stosowana w lecznictwie przynajmniej od średniowiecza. Wykorzystywano ją na długo przed wynalezieniem antybiotyków czy aspiryny. Posiada silne właściwości przeciwzapalne, a jednocześnie nie wywołuje skutków ubocznych tak charakterystycznych dla współczesnych farmaceutyków.
Korę wierzby używano do leczenia na naszych ziemiach jeszcze nim przyszło do nas chrześcijaństwo. Wierzba biała była modna na Dalekim Wschodzie. Od naszej różni się tym (pod względem zastosowania leczniczego), że działa silniej.
W podobnych celach Indianie używali lobelli rozdętej, która też znajduje się w składzie Eazolu. Z ważniejszych składników mamy tam jeszcze liść kadzidłowca poprawiający ukrwienie i również mający właściwości przeciwzapalne.
Nadal nie sądzę, by środki przeciwbólowe rozwiązały wszystkie problemy ze stawami, ale jeśli już musicie sięgać po jakieś środki przeciwbólowe, to radzę zainteresować się Eazolem. Poza tym spróbujcie wymusić na Waszym lekarzu solidną diagnozę i leczenie, a gdy już musicie brnąć do pracy to wtedy pozostaje… Eazol.

Niedoczynność tarczycy a stawy

Jeszcze raz o smutnej rzeczywistości służby zdrowia

Zawsze zastanawiało mnie dlaczego opisy leczenia w periodykach medycznych tak bardzo różnią się od rzeczywistości. Człowiek się naczyta mądrością, a potem krótka wizyta w przychodni lekarskiej przywraca go do realiów. Nawet prywatna wizyta u lekarza, który często powinien być w tym czasie w przychodni i traktować poważnie nasze składki, z których żyje, nie gwarantuje lepszego leczenia. Zasada, że prywatnie leczenie jest skuteczniejsze, przestaje powoli obowiązywać. Skoro można pacjentów, ujmując rzecz kolokwialnie, olewać w przychodni, można też olewać prywatnie. Smutne jest to, ile się trzeba naszukać, by znaleźć dobrego lekarza lub rehabilitanta.
Leczenie i profilaktyka chorób stawów ogranicza się dość często do zapisania leków przeciwbólowych. Ciągle jeszcze przekonani jesteśmy, że NLPZ to takie cukierki, które może jeść bez ograniczeń. Przecież większość kupuje się bez recepty. Ketonal w tabletkach to ulubiony sposób pana doktora, by pozbyć się pacjenta. Tak maskuje się skutki, gdy przyczyna się pogłębia. Potem, gdy wreszcie trafi się na jakiegoś lekarza, który podejdzie do rzeczy bardziej fachowo, okazuje się, że już jest za późno, by cokolwiek zrobić.

Często lekceważona przyczyna reumatologicznego zapalenia stawów

W teorii mamy tyle różnych zabiegów mających pomóc w reumatoidalnym zapaleniu stawów, ale w praktyce trzeba czekać na nie tak długo, że czasami nie warto. Diagnoza też zwykle jest dość pobieżna. Tymczasem choroby stawów mogą mieć bardzo różne przyczyny. Dlatego też wykorzystywane środki do leczenia stawów powinny być odpowiednio zróżnicowane. Do tego potrzebna jest zaawansowana diagnostyka. Trudno to osiągnąć w czasie trwającej 5 minut konsultacji.
Chciałbym w tym artykule odwołać się do konkretnego przykładu. Nowe badania wskazują, że przyczyną reumatologicznego zapalenia stawów może czasami być… niedoczynność tarczycy. Jeśli przeszukamy sobie materiały na temat niedoczynności tego gruczołu, znajdziemy listę symptomów mogących pomóc nam rozpoznać to zaburzenie. Warto jednak pamiętać, że nie wszystkie muszą wystąpić. Choć często osoby z niedoczynnością szybko tyją, nie odnosi się to do wszystkich. Brak nadwagi niczego jeszcze nie dowodzi.
Dlatego czasami musimy pokierować swoim leczeniem bardzo samodzielnie i niejako wymusić na lekarzu dokładniejsze badania. Proszę pamiętać, że wbrew różnym radykałom i wbrew temu co czasami mogą sugerować moje teksty, nie namawiam nikogo do rezygnacji z pomocy lekarskiej. Wręcz przeciwnie. Musimy za każdym razem dopingować lekarzy do bardziej sumiennej pracy. Jeśli któryś z nich się na mnie obrazi, to trudno. Ja jako pacjent wymagam lub szukam innego.

Diagnoza i badania

Możemy kupić sobie glukozaminę lub inne bezpieczne suplementy na stawy, ale to nie zawsze wystarczy. Będzie lepsze niż NLPZ, lecz choćby w przypadku reumatologicznego zapalenia stawów, musimy szukać konkretnej przyczyny. Jeśli więc cierpimy na tę chorobę warto przeprowadzić sobie wstępną diagnostykę. Kilka dni pod rząd mierzymy rano temperaturę. Jeśli jest niższa niż 36,3 to możemy podejrzewać niedoczynność tarczycy. Oczywiście trzeba brać pod uwagę zaburzenia związane z innymi chorobami, przemęczeniem oraz cyklem miesięcznym u kobiet. Jednak jest to sygnał, iż trzeba zażądać od lekarza skierowania na dokładne badania.
Należy sprawdzić poziom TSH i T4 oraz T3. Jest to o tyle ważne, że dość często reumatoidalne zapalenie stawów leczy się kortykosteroidami. W przypadku, gdy u podłoża choroby leży niedoczynność tarczycy, leki te zamiast pomóc będą tylko pogłębiały problem.
Nie należy uważać, że zawsze reumatologiczne zapalenie stawów jest powiązane z pracą tarczycy, jednak warto wziąć to pod uwagę i zasugerować taką możliwość lekarzowi, zwłaszcza jeśli pomiar temperatury daje podstawy do takich podejrzeń.

Uszkodzenia łękotki

Kolejny częsty uraz

Pośród wszystkich uszkodzeń stawów, jakie nam zagrażają, jednym z dość często występujących jest uszkodzenie łękotki. Temat to dość niewdzięczny, bo niewiele można z tym zrobić w domowych warunkach, więc i ja nic ciekawego nie jestem w stanie zalecić osobom, którym przytrafił się ten kłopot. Tym niemniej dla pełnego obrazu wszelkich możliwych urazów stawów, trzeba kilka słów na ten temat napisać. Już choćby w ramach przestrogi.

Przyczyny powstawania urazów łękotki

Łękotka to w zasadzie dwie chrząstki znajdujące się w stawie kolanowym: przyśrodkowa i boczna. Przyczyn uszkodzeń może być w tym wypadku kilka, choć obecnie coraz częściej wskazuje się na lekką wrodzoną wadę w budowie, co uwrażliwia na wszelkie urazy. Najczęściej dochodzi do nich podczas upadków lub nagłego udarowego uderzenia. Inną dość częstą przyczyną może być nagłe obciążenie stawu kolanowego podczas wstawania. Tu pozwolę sobie na dywagację. Uraz taki, moim zdaniem, może pojawić się albo pod wpływem wspomnianej wady wrodzonej lub też osłabienia mięśni nóg i niewłaściwego balansu siły, które to nadmiernie przeciążają staw kolanowy. W zasadzie wstawanie z pozycji kucznej, czy przysiadu powinno być generowano siłą bioder i mięśnia dwugłowego uda. Dopiero w dalszej fasie włączają się mięśnie czworogłowe, które zawiadują pracą stawu kolanowego. Gdy tył uda jest zbyt słaby, na staw kolanowy działa dużo większa siła i to w dość niekorzystnej anatomicznie pozycji. Do takiego osłabienia dochodzi nierzadko z powodu zaniedbania troski o silne nogi i błędnych nawyków ruchowo motorycznych.
Dużą rolę odgrywać tu mogą wady postawy i to wydawałoby się dość odległe od omawianej łękotki. Jednak nadmiernie przygarbione plecy już inaczej regulują rozkład sił w dolnych partiach ciała. Warto się nad tym zastanowić, zwłaszcza jeśli chcemy uprawiać jakiś sport. Wszelkie ćwiczenia sportowe powinno się zacząć od rehabilitacji i korekcji wad postawy. To zabezpieczy nas przed przyszłymi kontuzjami.

Co robić?

Niektóre lekkie urazy stawów można wyleczyć nawet poprzez samodzielną rehabilitację w domu. Jednak zdecydowanie nie dotyczy to uszkodzeń łękotki. W tym wypadku stanowczo odradzam robienie czegokolwiek bez konsultacji z lekarzem. Tylko w nielicznych wypadkach łękotka regeneruje się sama. Wszystko zależy od umiejscowienia uszkodzenia. Zwykle jednak trzeba przygotować się na zabieg artroskopii.
Zabieg ten polega na wprowadzeniu do stawu przez niewielkie nacięcie urządzenia zwanego artroskopem. Dzięki temu lekarz może dokładnie zbadać staw i stwierdzić, czy dodatkowo nie zostały naruszone wiązadła. Zwykle wykonuje się wszystko przy znieczuleniu miejscowym, czasem przy ogólnym. Niegdyś znieczulenie ogólne było regułą w tym wypadku. Dziś stopniowo odchodzi się od niego.
W zależność od rodzaju uszkodzenia łękotki, lekarz może zdecydować o częściowym wycięciu lub nawet założeniu implantu. Czasem po prostu się ją zszywa.

Perspektywy

Trudno wyrokować na temat dalszych perspektyw po artroskopii. Niektóre osoby nie mają później większych problemów z kolanami, ale bywa i tak, że trzeba na nie uważać przez resztę życia. Warto pomyśleć o jakichś suplementach poprawiających regenerację chrząstek stawowych. Na początku prowadzona jest kilkutygodniowa rehabilitacja pod okiem fachowca, a potem można już wrócić do normalnego funkcjonowania. Przy problemach z łękotką trzeba jednak na zawsze pożegnać się z wyczynowym uprawianiem sportu. Pozostają tylko lekkie amatorskie ćwiczenia. Dobrym rozwiązaniem będzie wówczas basen.

Ruch to zdrowie… choć nie zawsze

Przychodzi do lekarza… jednostka chorobowa

Pisałem już o wpływie ruchu i uprawiania sportu na stawy. Możemy uznać ten wpływ ogólnie za dobry, jeśli tylko sport jest dobrany rozsądnie i zgodnie z możliwościami danej osoby. Kłopot pojawia się wtedy, gdy nadmiernie chcemy generalizować. To moim zdaniem jeden z błędów współczesnej medycyny. Wybierasz się do lekarza z bólem stawów. On Cię bada bardziej lub mnie wnikliwe w zależności na jakiego lekarza trafisz. Potem zaś dopasowuje Twoje dolegliwości do takiej czy innej jednostki chorobowej. Teraz już jest z siebie zadowolony i porusza się na znanym sobie i bezpiecznym gruncie. Szuka w książkach leku polecanego na dolegającą Ci (według niego) chorobę i wypełnia receptę. Może też zalecić kilka ćwiczeń lub wysłać na rehabilitację.
Co jest w tym najważniejsze? Żeby lekarz czuł się bezpiecznie. Proszę mi wybaczyć złośliwość, ale spotkałem się z takim podejściem nader często. Zawsze zachęcam wszystkich do konsultacji ze specjalistami, ale nie mogę pozostać ślepy na to co widzę i czego sam nieraz doświadczam w poradniach. Dziwnym trafem wszystkie objawy, które nie pasują do diagnozy są całkowicie ignorowane. Lekarz nie słyszy, gdy o nich mówicie! Nie słyszy też zazwyczaj zastrzeżeń pacjenta. On wie lepiej! Szkoda, że jego wiedza jest często przestarzała. Wystarczy wskazać na nieustanne nadużywanie antybiotyków przez lekarzy. Nie mam zamiaru obrażać nikogo ani podważać autorytetu lekarzy. Są pośród nich ludzie naprawdę wspaniali i ciągle pogłębiający swoją wiedzę. Szkoda, że jest ich tak mało i stąd moja krytyka. Ona ma skłaniać do zmian postawy. Miłosz pisał kiedyś „Błogosławiony czas, gdy policjant będzie witany jak listonosz”. Dziś nawet listonosz nie jest mile witany, bo tylko zapycha skrzynkę pocztową ulotkami, lecz trzeba mieć nadzieję, że nadejdzie czas błogosławiony, gdy każdy lekarz będzie miał otwarty umysł i słuchał pacjenta.

Rozsądek i obserwacja w sytuacji bólu stawów

Do czego zmierzam? Do tego, że to co pomaga jednemu, drugiemu może zaszkodzić. Nie chciałbym doprowadzić do sytuacji, gdy niektóre osoby z silnymi bólami stawów po odwiedzeniu tego bloga będą próbowały na siłę biegać lub pójdą na siłownię.
Natknąłem się nawet na artykuły specjalistów, którzy generalizując zalecają na wszelkie bole stawów ruch i ćwiczenia. Osobiście byłbym w tym zakresie bardziej ostrożny. Przy lekkich bólach można przykładowo ściągnąć kolano bandażem i stopniować obciążenia. Sam tak przed laty wyleczyłem ból w kolanie. Jednak przy silnych stanach bólowych może trzeba na kilka dni całkowicie ograniczyć ruch. Niestety często musimy sami obserwować własne reakcje i dopasowywać do nich. Inna sytuacja to ból stawów wywołany pogłębiającymi się wadami postawy. Tu już trzeba fachowej wiedzy, by dobrać właściwe ćwiczenia, a innych unikać.
Bądź co bądź, mimo wypisanych na początku zastrzeżeń musimy szukać dobrych lekarzy i dobrych rehabilitantów. Musimy czytać fachową literaturę, jeśli inne drogi są zamknięte. Walka z bólem stawów nie jest łatwa, ale najgorsze co można zrobić, to bezczynnie czekać „aż samo przejdzie”. Nie przejdzie!

Ból stawów – leczenie ciepłem

Nie od dziś znane są dobroczynne skutki leczenia ciepłem. Wszak wraz z nadchodzącą jesienią zwykle wiele osób skarży się na nasilenie bólu stawów. Spada temperatura otoczenia oraz wzrasta wilgotność, a to zazwyczaj pogarsza nasze samopoczucie i powoduje nasilenie się objawów chorobowych. W ramach leczenia ciepłem można stosować domowe metody lub wybrać się na zabiegi fizykoterapii. Te ostatnie musi zwykle przepisać lekarz. Choć nie wszystkie.
Tym o czym trzeba zawsze pamiętać, jest fakt, iż nie każdą chorobę stawów można leczyć ciepłem. Źle dobrane zabiegi mogą nam zaszkodzić zamiast przynieść ulgę. Już choćby z tego powodu warto tę sprawę omówić z lekarzem.
Ogólnie przyjmuje się, że ciepło dobrze wpływa na osoby dotknięte reumatoidalnym zapaleniem stawów. Prócz typowych zabiegów rehabilitacyjnych, można po prostu udać się na kilka seansów w saunie lub robić sobie ciepłe okłady i kąpiele. Dość ciekawym zabiegiem jest parafinowanie, czyli nakładanie na określone miejsca ciała ciepłej parafiny. Zwykle ma ona temperaturę 42-43 stopni. Gdy zastyga wywołuje delikatny nacisk i dzięki temu poprawia krążenie i wzmaga procesy lecznicze. Jednak parafinowania muszą bezwzględnie unikać osoby z osteoporozą.
Bardzo dobrze sprawdza się także peloidoterapia, która w naszych warunkach przyjmuje najczęściej postać okładów borowinowych. Takie zabiegi wykonuje się w większości dużych ośrodków SPA. Dodam jeszcze, że drażniący wpływ borowiny na tkanki skóry oraz silny nacisk masy okładów powoduje skutki podobne do tych, jakie osiąga się za pomocą masaży.
Jak widać ciepło może być dobrym narzędziem pomagającym w walce z bólami stawów. Nie wolno tylko wykorzystywać go z byt często i należy pamiętać o wszelkich przeciwwskazaniach. Wspomniałem już o osteoporozie. Również wszystkie choroby układu krążeniowego dyskwalifikują nas od takiej terapii. Do przeciwwskazań należą też poważne choroby układu oddechowego (choć nie wszystkie, ważna tu będzie opinia lekarza specjalisty) oraz otwarte złamania i zbyt wysokie albo zbyt niskie ciśnienie.

Reumatologia 2010

Przejrzałem sobie kilka doniesień na temat konferencji, która odbyła się w czerwcu tego roku pod nazwą „Reumatologia 2010”. Było to spotkanie na dość wysokim szczeblu i stanowiło próbę oceny dotychczasowych działań systemowych oraz wytyczenia odpowiednich działań na przyszłość w leczeniu chorób kości i stawów. Niektóre informacje budzą nadzieję, inne zaś przerażenie.
Trudno ukryć, że problemy ze stawami dotykają znaczną część współczesnego społeczeństwa. Muszę jednak przyznać ze skruchą, iż nie zdawałem sobie sprawy z ogromu problemu. Pewnie dlatego, że bardziej interesowały mnie sposoby leczenia stawów niż same statystyki.
Podkreślano, że na terenie Unii Europejskiej choruje na stawy aż 100 milionów osób w różnych przedziałach wiekowych. Jest to jednak liczba zaniżona, gdyż nie wszyscy chorzy zgłaszają się do lekarza. Dominującym schorzeniem jest reumatologiczne zapalenie stawów. Choroba ta wprawdzie nie prowadzi do śmierci, ale według specjalistów skraca życie o około 10 lat, gdyż powoduje szereg innych powikłań. Obniża też jakoś życia. Te dramatyczne w wymowie informacje zostały uzupełnione jeszcze jedną. 60% z tych 100 milionów chorych nie pracuje i jest na różnych rentach. Wiem z obserwacji, że długotrwały brak pracy źle wpływa na stan psychiczny i fizyczny człowieka. Tak więc problemy zdrowotne tylko się nasilają.
Przyznam, że jest to dla mnie obraz wstrząsający. Na szczęście znalazło się też coś, co daje nadzieję na przyszłość. Niektóre uwagi mogą przydać się osobom leczącym stawy. Otóż odchodzi się od stosowania dużych ilości niesterydowych leków przeciwzapalnych i przeciwbólowych. Kolejny raz mógłbym stwierdzić – a nie mówiłem? Lub raczej – a nie pisałem? Cieszę się, że wreszcie dostrzelono niebezpieczeństwo nadmiaru wykorzystania tych środków. Nie wiem, jak to się przełoży na życie, gdyż część z nich i tak można kupić bez recepty, a my jesteśmy skłonni do częstego po nie sięgania.
Zwracano też uwagę na to, by nie łączyć tego typu leków, gdyż nie tylko nie wzmacnia to ich działania, lecz dodatkowo stwarza zagrożenie dla zdrowia. Stąd mój apel. Jeśli już musicie sięgać po środki przeciwbólowe, to przynajmniej nie mieszajcie różnych tabletek!
Postanowiono postawić akcent na leki biologiczne. Wiele wniosków o ich refundację zostało pozytywnie rozpatrzone. Mają one o wiele wyższą skuteczność niż tradycyjne metody leczenia stawów. W tym kontekście doceniono także preparaty z glukozaminą, jako bardzo dobry środek wspierający profilaktykę i leczenie. Teraz pozostaje już tylko poczekać, aż postulaty z wyższego szczebla zejdą na niższy, czyli do gabinetów lekarzy. Oby stało się to niebawem.
2,6_S

Wpływ palenia na stawy

Od kiedy pamiętam mówiło się i pisało o szkodliwości palenia. Nałogowi temu miały przeciwdziałać zakazy palenia w miejscach publicznych, które i tak są ciągle jeszcze lekceważone. Podobnie jest z zakazem sprzedaży wyrobów tytoniowych młodzieży. Jednak nawet palacze przyznają, że papierosy mają zgubny wpływ na stan ich zdrowia. Mało kto zdaje sobie przy tym sprawę z faktu, iż stwierdzono naukowo ich szkodliwy wpływ na stawy. Co ciekawe ważną rolę odgrywa tutaj płeć.
Ogólnie przyjmuje się, że kobiety częściej chorują na reumatoidalne zapalenie stawów. Nie udało się jednoznacznie ustalić dlaczego tak jest. Wysuwa się hipotezy wpływu żeńskich hormonów płciowych na stawy. Niektórzy naukowcy optują również za tym, że kobiety żyją dłużej, a w tej chorobie wiek odgrywa znaczną rolę. Oznaczałoby to, że mężczyźni umierają szybciej niż zdoła dopaść ich zapalenie stawów. Ta ostatnia teoria wydaje się bardzo naciągana. Zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że problemy ze stawami mają już osoby czterdziestoletnie lub pięćdziesięcioletnie.
Zupełnie inaczej ma się rzecz z paleniem wyrobów tytoniowych. Jeśli wierzyć wynikom badań, to szkodzi ono na stawy głównie mężczyznom, natomiast nie ma większego wpływu na stawy u kobiet. Czyżby więc jednak chodziło w jakimś stopniu o wpływ hormonów? Na dzień dzisiejszy mamy za mało danych, by jednoznacznie się wypowiadać na ten temat. Warto jednak podjąć badania w tym kierunku. Na pewno jakiś związek istnieje.
Podana przeze mnie informacja nie powinna być zachętą dla pań do trwania w nałogu. W związku z papierosami pojawia się przecież wiele innych zagrożeń zdrowotnych. Dodatkowo musimy pamiętać, że papierosy osłabiają układ immunologiczny, co w rezultacie w jakimś stopniu także przekłada się po latach za stan naszych stawów. Rzucając palenie zapewne nie odczujemy wielkiej poprawy jeśli chodzi o stawy, ale na pewno na przestrzeni lat doświadczymy dobrodziejstwa takiego kroku i będziemy mniej narażeni na wiele chorób. Powinniśmy kwestię palenia sprowadzić nie tyle do odgórnych zakazów, co raczej do osobistej troski i nasze własne zdrowie i o zdrowie osób przebywających w naszym otoczeniu.
2,1_S

You are currently browsing the archives for the Stawy a medycyna category.