Bolące stawy

Flower

Archive for the ‘Stawy a medycyna’ Category

Bezzasadność sporów o glukozaminę

Glukozamina, za a nawet przeciw!

Tematyka profilaktyki stawów czy też jak kto woli leczenia, w zakresie stosowania siarczanu glukozaminy, wydaje się już wyczerpana, by nie stwierdzić wprost, że przegadana, przewałkowana itp. Gdy tak sobie przeglądam strony w internecie odnoszę wrażenie, że glukozamina ma tyluż zwolenników co przeciwników. Wszyscy są przekonani o swoich racjach. To akurat nic dziwnego…
Poglądy dwóch wrogich obozów można streścić bardzo krótko. Jedni twierdzą, że działa i poprawia funkcjonowanie stawów, a inni wręcz przeciwnie. Nic tu dodać nic ująć. I jedni i drudzy podpierają się badaniami naukowymi, choć zwolennicy dodają jeszcze coś co dla mnie zawsze pozostaje koronnym argumentem. Stosowali i zauważyli poprawę.
W tym miejscu ktoś może mi przerwać i stwierdzić, że to efekt placebo, że mogły zadziałać inne czynniki itd. Jak najbardziej zgadzam się z tymi zaostrzeniami. Natomiast mniej mnie przekonuje dalszy wywód, iż to badania naukowe ostatecznie rozstrzygają o przydatności jakiegoś środka. Zbyt wiele już było badań opartych na błędnej metodologii lub po prostu kończących się fałszowaniem wyników. To sprawia, że podchodzę sceptycznie do wszelkich badań związanych z naszym zdrowiem. Nie chodzi o to, że całkowicie je odrzucam. Powiedzmy, że mam do nich pewien dystans.

Właściwe priorytety

Na pewno ten tekst nie jest czymś ani nowym, ani wywrotowym. Raczej przypomnieniem starych prawd. Gdy chodzi o pracę nad swoim zdrowiem zwykle na pierwszym miejscu stawiam odpowiednio dobrane ćwiczenia, na drugim dietę, a dopiero na trzecim suplementację. Niestety wiele osób pomija dwa pierwsze punkty i później dziwi się, że nie odnosi należytych korzyści z suplementów.
Podam tu prosty przykład. Zwykle w pewnym wieku kobiety bardziej skarżą się na stawy. Dlaczego? Dwa czynniki na pierwszym miejscu. Jeden to nieszczęsne szpilki deformujące sylwetkę i wymuszające nienaturalną postawę, a drugi dieta uboga w białko. Panie częściej ulegają iluzji „zdrowego” wegetarianizmu i bajkom o szkodliwości mięsa. Z czasem płacą za to i to płacą słono.
Jeśli więc człowiek nie zmienia złych nawyków to nie powinien się dziwić, że glukozamina nie skutkuje. Fakt faktem, że część z tych złych nawyków uchodzi nam na sucho, faktem jest również, że glukozamina częściowo łagodzi skutki złej diety. Szczególnie w połączeniu z innymi substancjami – zobacz tutaj – jednak nie wiem po co utrudniać sobie życie, zamiast wziąć się za swoje zdrowie na poważnie. Działać tak by odnieść sukces, a nie jedynie dla spokoju własnego sumienia.

Czemu niektórzy są niezadowoleni?

Piszę to wszystko po to, by wreszcie uświadomić Czytelnikom a może poniekąd i samemu sobie, że spory na temat działania tudzież niedziałania glukozaminy są bezzasadne. Nie biorą pod uwagę właśnie tego co ktoś robi poza przyjmowaniem suplementów. Jest to często zjawisko tzw. biernej suplementacji, które musi rodzić rozczarowania, bo inaczej być nie może. W takich wypadkach poprawę odnotowuje się dopiero po dłuższym czasie. Niekiedy wcześniej sam zainteresowany zarzuca przyjmowanie preparatu, który w jego mniemaniu nic mu nie daje. Gdyby zatem stosował cały wachlarz środków mógłby poprawę odnotować znacznie szybciej. Nie doszłoby do rozczarowania. To oczywiste – nieprawdaż?

Rehabilitacja pozorowana cz. 2

Dla uspokojenie sumienia lekarza

Teraz przyjrzyjmy się bliżej uspokajaniu sumienia lekarza. Daleki jestem od podważania lekarskich kompetencji, czy też roli medycyny jako takiej. Nie chcę bynajmniej generalizować. Zdarzają się, a sam poznałem takich, lekarze bardzo poważnie traktujący nie tylko swój zawód, ale i pacjentów. Ludzie o wysokich kompetencjach.
Obawiam się tylko, iż nie stanowią oni większości. Tak to jest, że w każdej dziedzinie prawdziwi fachowcy to tak naprawdę jakieś 10-20%. Dotyczy to zarówno hydraulików, wszelkiej maści mechaników, nauczycieli, czy wreszcie lekarzy. Jaki tylko zawód przyjdzie Wam na myśl. Skoro zaś idzie o nasze zdrowie i życie, jesteśmy bardziej wyczuleni na błąd lekarza, czy jego niedbałość, niż np. na błąd informatyka instalującego nam oprogramowanie w firmie. Dlatego informatyków, nawet miernych, nikt sądownie nie ściga. Po prostu zwalnia się ich z pracy, a i to nie zawsze.
Niewątpliwie sytuacje w przychodniach czy szpitalach, dalekie są od tych, jakie serwuje się nam w serialach o wspaniałych lekarzach. Rzeczywistość jest mniej piękna, a bardziej banalna. Zaś sam pacjent zwykle nie ma na tyle wiedzy, by wiedzieć jakie badania są wymagane w jego przypadku. Ostatecznie przecież dlatego przyszedł do lekarza i chce zawierzyć jego wiedzy.
Tymczasem, gdy porównamy fachowe książki zawierające zestawy potrzebnych badań, np. w neurologii – odruchów z pospiesznym sprawdzeniem jedynie odruchu kolanowego, można doznać niemal szoku. Stawianie diagnozy na podstawie takiego niepełnego badania jest robieniem krzywdy pacjentowi. Już na wstępie! No cóż. Pacjent został zbadany. Sumienie jest spokojne…

To co tłumaczy, czy jednak do końca?

Chciałbym tu jeszcze kilka rzeczy wyjaśnić. Zdaję sobie sprawę, że niejednokrotnie pospieszne badania wymusza fakt długiej kolejki oczekujących. Co jakiś czas mamy różne reformy służby zdrowia, które zamiast pomóc, tylko sytuację pogarszają. Wiem o tym.
Jednak wiem również, że wielu lekarzy przychodzi do pracy z godzinnym czy kilkugodzinnym spóźnieniem. Czy praca na kilku etatach jednocześnie ich usprawiedliwia? Czy jest etyczna? Co ciekawe, ci zabiegani i zapracowani mają jakoś czas na praktyki prywatne. Tam często dokładniej badają pacjentów. Tylko… no właśnie! Kto ma pieniądze powinien iść prywatnie. Skoro tak to dlaczego ma płacić składki ZUS? Kto pieniędzy nie ma nie zasługuje na poważne podejście i kompetentne leczenie?

Uspokajanie sumienia rehabilitanta

Trochę inaczej jest z uspokajaniem sumienia rehabilitanta. Jeśli mogę to tak ująć, trochę niefortunnie, to on zwykle ponosi najmniej winy. Ciężar odpowiedzialności za postępy w rehabilitacji spoczywa przede wszystkim na pacjencie i lekarzu, tudzież zespole lekarskim.
Rehabilitant kieruje się wskazaniami lekarza. Jednak dość często zapomina, że również on powinien dokładnie zbadać zdolności motoryczne pacjenta, zakres jego ruchów w poszczególnych stawach itd. Nie zawsze to robi. Nie zawsze też sprawdza na bieżąco postępy. Co najważniejsze, rzadko motywuje podopiecznych do ciężkiej pracy. Nazbyt literalnie traktuje zalecenia lekarskie.
Jego sumienie jest spokojne. Wszak pracuje z pacjentem i stosuje się do wskazówek lekarza. Czy jednak to wystarczy? W moim odczuciu niestety nie.

Ważna uwaga na koniec!

Na koniec jeszcze mała uwaga. Nie napisałem tego artykułu, by dyskredytować rehabilitację. Chciałem tylko zwrócić uwagę na zjawisko zbyt nagminne, byśmy mogli je ignorować. Szkoda na to zarówno naszych pieniędzy, jak i zdrowia. Wprawdzie nie możemy zapominać o wielu skutecznie prowadzonych rehabilitacjach i terapiach, bo takie też są, to jednak nawet gdyby zjawisko to miało o wiele mniejsze natężenie, należałoby coś z nim zrobić.
Miast uspokajać sumienie powinniśmy wszyscy robić wszystko, by rehabilitacja była w każdym wypadku jak najskuteczniejsza.

Rehabilitacja pozorowana cz. 1

Rehabilitacja a wiek

Zjawisko rehabilitacji pozorowanej jest znane, choć większość woli o nim milczeć. Zetknąłem się z nim tak wiele razy, że zaczynam odnosić przykre wrażenie, że staje się jakąś niechlubną normą. Pisano o niej już 20 lat temu, a od tego czasu nic się nie poprawiło. Wręcz przeciwnie!
Nim wyjaśnię dokładniej w czym rzecz, muszę zaznaczyć, że opisane zjawisko pojawia się częściej pośród dorosłych niż u dzieci. Właściwie im ktoś starszy, tym większa szansa, iż zamiast solidnej pracy nad własną motoryką dostanie się w tryby takiej gry pozorów. Rodzice niepełnosprawnych dzieci, zazwyczaj starają się znaleźć dla nich optymalną wersję rehabilitacji i monitorują na bieżąco postępy. Brak postępów często skłania ich do szukania innych-lepszych rozwiązań.
Ludzie młodzi jeszcze też zwykle próbują robić wszystko, by przywrócić sobie całkowitą sprawność lub maksymalnie ją poprawić, na tyle na ile to możliwe. Choć już w ich wypadku częściej może pojawić się rehabilitacja pozorowana…

Co to jest rehabilitacja pozorowana?

Czym więc jest? Jest to szereg podejmowanych działań, których jedynym celem oraz wymiernym skutkiem jest uspokojenie sumienia. Najważniejsze pytanie, jakie powinno w tym momencie paść, brzmi – czyjego? Przypatrzmy się wszystkim osobom dramatu.

Bohaterowie dramatu

Jest ich kilku. Głównym bohaterem jest pacjent. Człowiek cierpiący na jakąś dysfunkcję ruchu. Bolą go stawy, ma ograniczoną ruchomość, znaczne spadki siły mięśniowej, nadmierne napięcia mięśni w określonych obszarach itd. Mogą to być wady nabyte lub wrodzone.
Drugą ważną postacią jest lekarz. Może to być ortopeda, neurolog lub lekarz specjalizujący się w rehabilitacji. Dość często specjalistów w tym łańcuszku jest kilku.
Następny ważny człowiek to rehabilitant, czyli osoba bezpośrednio pracująca z pacjentem. Niekiedy dochodzą jeszcze ludzie obsługujący pewne zabiegi fizjoterapeutyczne, ale ich możemy pominąć, gdyż oni robią tylko to co zaordynuje lekarz. Nie muszą mieć wiedzy na temat anatomii, a jedynie jak działa np. obsługiwane przez nich urządzenie. Nie muszą też wykazywać szczególnego rodzaju zaangażowania.
Jeśli teraz zapytacie o czyje sumienie chodzi, to mogę już odpowiedzieć. O sumienia wszystkich wymienionych powyżej, prócz fizjoterapeutów.

Spokój sumienia pacjenta

Dość często o niepowodzenia w rehabilitacji, czy leczeniu, obwinia się lekarzy. Niestety w wielu wypadkach jest w tym sporo prawdy, choć nie wolno nam generalizować. Szukając winnych nie możemy zapominać o nas samych. Tak więc weźmy na chwilę pod lupę sumienie pacjenta.
Każdy uczęszczający na rehabilitację i zapytany, czy pragnie poprawy swojego zdrowia odpowie na pewno, że tak. Czy to zawsze jest prawda? Nie! Nie chcę już wnikać w psychologiczne meandry ludzi, którzy czując się samotni podtrzymują chorobę, by mieć pretekst do korzystania z opieki innych, czy też zwrócenia na siebie uwagi. Ten aspekt pozostawmy.
Z punktu widzenia rehabilitacji o wiele ciekawsze jest fakt, że najczęściej nie wykazujemy zbyt wiele chęci, by ją uskutecznić. Większość z nas jest zainteresowana bardziej usunięciem bólu niż poprawą własnych funkcji motorycznych. Wystarczy spojrzeć na to co kupujemy w aptekach. Częstej są to środki przeciwbólowe niż np. preparaty na stawy. Wolimy doraźną ulgę zamiast długofalowej pracy nad swoim zdrowiem.
Ma to wpływ na jakość rehabilitacji i dobór zabiegów. Niektóre z nich są ze swej natury bardzo bolesne. Wystarczy przywołać rozciąganie redresyjne. w obawie przed reakcją pacjenta lekarz może się wstrzymać z zalecaniem takich zabiegów, choć w danym przypadku mogą być wskazane.
Nie lubimy bólu. To zrozumiałe. Jednak nie mamy też cierpliwości do wytrwałej pracy. Wystarczy nam świadomość, że coś robimy. Przecież chodzimy na rehabilitacje. To już samo z siebie uspokaja nasze sumienie. Pytanie, czy również zawsze leczy? Gdy wybieramy tylko te zabiegi, które lubimy… Gdy nie przykładamy się do ćwiczeń – ileż to razy widziałem panie plotkujące przez cały czas przeznaczony na rehabilitację i ledwo byle jak „odwalające pańszczyznę”!
Jeśli po kilku miesiącach rehabilitacji nie ma widocznej poprawy, to może być wynikiem braku kompetencji lekarza lub rehabilitanta, ale może być też wynikiem naszego braku zaangażowania. Braku silnej motywacji. Bez tego, nie pomogą nawet najlepsi specjaliści.

Spór o glukozaminę, czyli o diable co jak zawsze tkwi w szczegółach

Skrajne opinie

Glukozamina budzi wiele skrajnych emocji. Jedni uważają, że uratowała im stawy i uchroniła od bólu, a inni twierdzą, że to zwykłe placebo, na które szkoda pieniędzy. Te same opinie dotyczą suplementów łączących glukozaminę z chondroityną i MSM.
Trzeba więc wrócić do tematu i zastanowić się o co w tym całym bałaganie chodzi. Wielki zamęt jest o tyle trudny do ogarnięcia, że zarówno zwolennicy jak i przeciwnicy wskazują na wyniki badań naukowych. Nie od dziś wiadomo, że współczesne badania naukowe mogą udowodnić niemal wszystko. Od kiedy nauka wzięła ślub z marketingiem trudno już jej bezkrytycznie zawierzyć. Prócz tego niezdrowego związku musimy także pamiętać o całej gamie niezamierzonych błędów metodologicznych, jakie mogą nieświadomie popełnić naukowcy. W kwestii badań nad reakcjami ludzkiego organizmu na takie czy inne substancje, tych błędów jest aż nadto.
Zadania nie ułatwiają także lekarze. Jedni zalecają glukozaminę, a inni odradzają jej przyjmowanie.

Dlaczego twierdzą, że glukozamina działa?

Załóżmy przez chwilę, że rację mają przeciwnicy glukozaminy. Jak w takim razie mamy interpretować tysiące wypowiedzi ludzi, którzy twierdzą, że preparaty z glukozaminą pomogły im na stawy?
Możliwości są dwie. Albo są to osoby pracujące nad sprzedażą danego suplementu i preparujący takie zapewnienia, albo też naiwni poddający się marketingowej sugestii. Na pewno zdarzają się i jedni i drudzy. Jest to nieuniknione. Trudno też ich jednoznacznie oceniać czy potępiać. Wcale nie jest to takie proste. Czy jednak wszystkich możemy zaliczyć do jednej z tych dwóch grup?

Dlaczego twierdzą, że glukozamina nie działa?

Spójrzmy na rzecz od drugiej strony. Jeśli glukozamina działa, to skąd te głosy sprzeciwu? Komu miałoby zależeć na jej dyskredytowaniu? Skąd biorą się wyniki badań wskazujące na jej nieskuteczność. Prawda, że trudno to wyjaśnić?

Działa, nie działa?

By uzmysłowić sobie gdzie leży istota problemu musimy wrócić do idei błędów metodologicznych. Już nieraz udowadniano skuteczność pewnych substancji na dane choroby, które w rzeczywistości skuteczne nie były. Czasami bywało też odwrotnie.
Ludzki organizm jest na tyle skomplikowany, iż próba wyizolowania jednej reakcji biochemicznej bynajmniej nie jest prosta. Nie zawsze wiadomo dlaczego coś pomogło, a dlaczego coś co u 90% populacji działa tak, u 10% działa inaczej. Można o tym pisać cale tomy.

Nazbyt uproszczone postrzeganie suplementacji

W wersji uproszczonej często uważamy, że brakuje nam jakiegoś składnika w naszym żywieniu, więc kupujemy suplement, by go uzupełnić. Jednak większość z nas nie wie, jak powinno się używać suplementów. To prawda, że obecnie sprzedaje się także wiele nieskutecznych lub niepotrzebnych, ale sedno problemu tkwi w tym, że suplementacja to sztuka oparta na wiedzy. Trzeba wiedzieć co z czym łączyć, a z czym nie łączyć. Do tego nie wystarczy często ulotka dostarczona przez producenta.
Równie ważne jest dawkowanie. Nie tylko to ile brać na dobę takich czy innych tabletek, ale też kiedy ich nie brać! Czas więc na to co najważniejsze w tym artykule. By glukozamina była skuteczna trzeba ją umiejętnie dawkować. Najlepsze efekty dają specjalne systemy. Nie tylko wspomagające rekonstrukcję chrząstki stawowej, bo to za mało, ale też pobudzające organizm do naturalnego wydzielania koniecznych substancji. Czyli coś o czym w internecie nie przeczytacie…

System przyjmowania glukozaminy

Opisany tutaj system dotyczy suplementów z glukozaminą, ale jeśli zaopatrzymy się w glukozaminę wraz z chondroityną i MSM, to jeszcze lepiej. W tym wypadku również można taki system stosować.
Przyjmujemy za punkt wyjścia tabletkę zawierającą 1500mg glukozaminy.

  • Przez 3 dni bierzemy po jednej tabletce rano i wieczorem – najlepiej do posiłku
  • W czwartym dniu zmniejszamy dawkę i bierzemy tylko jedną tabletkę rano.
  • Kolejne 2 dni bierzemy po 2 tabletki rano i 2 wieczorem.
  • Następny dzień jest bez glukozaminy.

Tak wygląda tygodniowy rozkład przyjmowania glukozaminy. W kolejnych tygodniach po prostu go powtarzamy. Najlepiej stosować przez ok. 3 miesiące. Efekt będzie znacznie lepszy niż w czasie zwykłego brania tego suplementu zgodnie z tym, co wszyscy podają w internecie.
Po trzech miesiącach sami będziecie wiedzieli kto ma rację. Przeciwnicy czy zwolennicy glukozaminy.

Łuszczycowe zapalenie stawów

Łuszczycowe zapalenie stawów – choroba podobno nieuleczalna

Opisując różne problemy ze stawami oraz sposoby zapobiegania czy też przeciwdziałania chorobom stawów, nie sposób nie wspomnieć także o łuszczycowym zapaleniu stawów. Dlatego dziś kilka słów na ten temat.
Pierwsze co muszę z pewną przykrością zaznaczyć to fakt, iż współczesna medycyna uważa łuszczycowe zapalenie stawów za chorobę nieuleczalną. Działania lekarzy sprowadzają się najczęściej w tym wypadku do przepisywania niesteroidowych leków przeciwzapalnych i kortykosteroidów. Trudno nawet stwierdzić co gorsze. Teoretyczne środki te mają zwalczać stany zapalne. W praktyce zwykle wywołują więcej szkód niż jest z nich pożytku. Zauważyłem, że lekarze z pewną niefrasobliwością przepisują kortykosteroidy na mnóstwo chorób. Nie chcę nikogo zniechęcać do leczenia, ale wysokie stężenie substancji przypominających nasz naturalny hormon kortyzol może naprawdę dokonać poważnych zaburzeń w gospodarce hormonalnej i rozchwiać procesy metaboliczne. Warto mieć tego świadomość, zwłaszcza gdy już stoi się przed apteką z receptą w ręce.

Diagnozowanie

Zazwyczaj łuszczycowe zapalenie stawów pojawia się u osób, które od kilku lat walczą z łuszczycą. Mimo leczenia łuszczycy, bywa i tak, że choroba jest błędnie diagnozowana jako reumatoidalne zapalenie stawów. Oprócz wspomnianej łuszczycy najlepszym wskaźnikiem jest to, iż zwykle najpierw zostają zajęte stawy paliczkowe. Dokładniejsze badania powinny też ujawnić, że we krwi nie pojawia się czynnik reumatoidalny.

Dieta w chorobach stawów i wszystkich innych

Nie chciałbym, by to co teraz napiszę zostało uznane za jakąś poradę medyczną, czy też sposób leczenia alternatywnego. Zbyt mało miałem do czynienia z opisywaną chorobą, by twierdzić coś z całkowitym przekonaniem. Jednak kilka przypadków znacznej poprawy zdrowia w tej pozornie nieuleczalnej chorobie, dało mi do myślenia.
Wiadomo, że sporo chorób jest związanych ze sposobem żywienia. Sam propaguję model żywienia znacznie odbiegający od tego uznanego powszechnie za zdrowy. Opieram się przy tym na latach obserwacji siebie i innych ludzi, na lekturze i porównywaniu mnóstwa koncepcji żywieniowych. Niejedna osoba, która uznała moje argumenty i zaczęła się tak odżywiać doświadczyła znacznej poprawy zdrowia i samopoczucia. Także utraty zbędnych kilogramów.
Okazuje się, że nawet łuszczycowe zapalenie stawów można zahamować zmieniając nawyki żywieniowe. Pierwsze pytanie, jakie się rodzi, to co najbardziej nam szkodzi? Otóż czynnikiem chorobotwórczym jest nadmiar węglowodanów. Przy czym najbardziej szkodliwe są te pochodzące z ryżu i z mąki. Natomiast zbyt mało jemy białka i tłuszczu zwierzęcego. Brakuje nam również kwasów tłuszczowych omega 3.
Zarówno zmagając się z tą, jak i z innymi chorobami warto zarzucić spożycie olejów roślinnych na rzecz masła i innych tłuszczów zwierzęcych. Najlepiej zrobić to jeszcze nim pojawią się choroby, a być może pozostaną dla nas na zawsze tylko w sferze teorii.

Czy warto spróbować?

Początkowo takie zalecenia mogą wydać się kontrowersyjne. Pozostawiam je pod Waszą rozwagę. Skoro jednak nic nie pomaga, to może warto zaryzykować?

Wiara w uzdrawiającą moc lamp

Medycyna też opiera się na wierze

Co jakiś czas zdumiewają mnie powstające na świecie nowe ruchy religijne. Skąd takie stwierdzenie na stronie traktującej o zdrowiu i leczeniu stawów? Ano stąd, że bynajmniej religie te nie są tylko domeną nawiedzonych guru obiecujących raj po tamtej stronie Styksu. Medycyna pełna jest wyznawców różnych dziwacznych wierzeń. Gdybyśmy wiedzieli ile tego co podaje nam się jako wyniki badań jest w rzeczywistości tylko i wyłącznie zbiorem pobożnych życzeń, bylibyśmy bardziej krytycznie nastawieni do proponowanych nam terapii.

Uzdrawiające lampy

Nie chcę w tym miejscu podważać autorytetu medycyny lub poszczególnych lekarzy. Niestety nie wszystko jest takie, jakbyśmy sobie tego życzyli. Przykładem jest właśnie wiara w uzdrawiającą moc lamp. Wiem, że znajdzie się sporo osób, które będą mi dowodziły, że lampy typu Solux, Zepter czy inne, pomogły im wyzdrowieć i zwalczyć ból stawów.
No cóż. Placebo też często pomaga. Tym właśnie są lampy. Warto się zastanowić czemu zdobyły taką popularność w ostatnich latach. Odpowiem wprost i brutalnie. Bo pozwalają zarówno pacjentowi, jak i lekarzowi na ograniczenie wysiłku do minimum. Lekarz przepisuje skierowanie na lampy i ma spokój. Po co dodatkowe konsultacje, po co skierowanie na porządną rehabilitację? Wszak służba zdrowia nie ma pieniędzy, więc trzeba ograniczać koszty.
Praca z rehabilitantem wymaga większego zaangażowania. Trzeba poświęcić pacjentowi uwagę, przygotować mu dobrany do choroby zestaw ćwiczeń i nierzadko nadzorować ich wykonanie. W wypadku biernej rehabilitacji zaangażowanie rehabilitanta musi być jeszcze większe. To on kieruje i porusza kończynami chorego mobilizując poszczególne łańcuchy biokinematyczne.
Natomiast praca obsługi lamp sprowadza się w tym wypadku do włączenia urządzenia i nastawienia czasu naświetlania. Potem nawet nie trzeba nic wyłączać. Urządzenie zrobi to samo.
Sam pacjent też jest zadowolony z takiego obrotu wypadków. Nie musi się wysilać, robić ćwiczeń. Siada sobie wygodnie pod lampą i rozmyśla o czym chce. Nie ma to jak chwila relaksu. Gdyby przypadkiem nie chciało mu się chodzić na zabiegi, bo trzeba tu dodać, że lampy w miejscach publicznych lubią się psuć, co przerywa terapię, można zaopatrzyć się w we własną. Teraz jest jeszcze lepiej, bo naświetlanie udaje się połączyć z oglądaniem telewizji.
Razem daje to tylko tyle, że cały aparat motoryczny, który w wielu wypadkach potrzebuje raczej ruchu niż bezruchu, trwa tym bardziej w zawieszeniu. Placebo ma swoją moc sprawczą, ale nie aż tak wielką, by zapewnić te same korzyści co regularny wysiłek fizyczny. Nie przywróci utraconej sprawności mięśni i balansu siłowego pomiędzy nimi. W przypadku bólu kolan, to właśnie nierówna siła przyczepionych do tego stawu mięśni jest przyczyną przynajmniej 70% problemów. W dłuższej perspektywie przyczynia się do degeneracji stawów.
Lampy tylko utwierdzają nas w lenistwie i w siedzącym trybie życia, gdy w rzeczywistości to właśnie staje się gwoździem do trumny naszych stawów.
Tymczasem wiara w lampy przeżywa swój rozkwit. Mimo tego, iż nie ma żadnych wiarygodnych badań potwierdzających skuteczność naświetlania. By było jeszcze dziwniej, lekarze przepisują naświetlanie nie tylko na stawy, ale na przykład na zapalenie zatok. Neurolodzy próbują lampami leczyć uszkodzenia nerwów. Nie pozostaje nic innego, jak zacytować starą piosenkę Czesława Niemena „Dziwny jest ten świat”.

Gdy już pojawia się ból

Leczenie a profilaktyka stawów

Inspiracją do napisania tego artykułu był ostatni komentarz naszej Czytelniczki odnoszący się do kwestii wpływu diety na stawy czy kręgosłup. Zdałem sobie sprawę, że wiele osób myśli podobnie. Widać to zresztą bardzo mocno w związku z popularnością wszelakich diet, które ponoć mają uzdrawiać. Niektóre nawet z raka.
Pomijam tu już kwestię czy poszczególne te diety są same w sobie zdrowe. Zazwyczaj nie. Jednak nie w tym rzecz. Nawet najlepsza dieta, indywidualnie dobrana do potrzeb danej jednostki nie wyleczy z ciężkiej choroby. Czasem może poprawić stan zdrowia, ale to za mało. Musimy wyraźnie rozróżnić pojęcie profilaktyki od leczenia.
Fakt uzdrawiania poważnych chorób przez diety zapewne jest bardziej sprawą stymulacji psychicznej. Z jednej strony efektu placebo oraz mocnej wiary w dany autorytet. Sprawa jest ciekawa i warta uwagi, ale póki co trudno ją dokładnie wyjaśnić. Zapewne podobne mechanizmy zachodzą w przypadku cudownych uzdrowień do jakich dochodzi w wielu religiach. Jeszcze nie jesteśmy w stanie świadomie i dla dobra ludzi wykorzystać tego zjawiska, więc nie będę się tutaj nad nim rozwodził.

Profilaktyka stawów

Na tym blogu zajmuję się bardziej profilaktyką, jak leczeniem. Profilaktykę należy promować, a leczenie powinno należeć do specjalistów. Oni sami różnie się z tego wywiązują, ale u znowu za daleko musielibyśmy odbiec od tematu. Jeśli mówimy o profilaktyce to mamy na myśli głównie dietę, a zaraz za nią ćwiczenia i ogólnie odpowiednio dobraną do możliwości dawkę ruchu. W przypadku ćwiczeń zawsze na pierwszym miejscu należy postawić prawidłowo wykonywane przysiady, które są najlepszym ćwiczeniem zabezpieczającym stawy i kręgosłup. Szerzej już o tym pisałem jakiś czas temu.
Zdrowe stawy to aktywność całego układu motorycznego człowieka. Silne mięśnie chronią stawy i kręgosłup, zwłaszcza, gdy powrócimy do naturalnych i anatomicznych ruchów. Jest to też powiązane z dietą o wysokim poziomie podaży protein zwierzęcych i tłuszczów zwierzęcych. Ważne jest także ograniczenie węglowodanów i tłuszczów roślinnych, które nie tylko powodują otyłość, a więc dodatkowe przeciążenia dla stawów, ale także nadmierną utratę witamin i minerałów oraz szereg innych chorób. To tyle w skrócie tytułem przypomnienia.
Niekiedy w ramach profilaktyki można także zastosować suplementy, jak choćby te z glukozaminą czy innymi substancjami poprawiającymi pracę stawów.

Leczenie stawów

Samo leczenie może wygadać różnie. Będzie się opierało o pewne leki lub suplementy, ale również powinno zawierać ćwiczenia rehabilitacyjne. Czasem konieczny może okazać się zabieg operacyjny.
Tu głos ma lekarz, ale uważam, że pacjent sam powinien podejmować odpowiedzialność za swoje zdrowie, co przekłada się choćby na to, aby przynajmniej skonsultować się z kilkoma niezależnymi specjalistami.

Kiedy należy zacząć leczyć stawy i kręgosłup

Teraz dochodzimy do sedna. Kiedy kończy się profilaktyka, a powinno zacząć leczenie? Nim odpowiem na to pytanie dodam jeszcze, że gdyby każdy z nas dbał o profilaktykę, to rzadko trzeba byłoby podejmować leczenie. Przypuszczam, że zniknęłoby ok. 80% przypadków problemów ze stawami czy kręgosłupem.
O leczeniu należy pomyśleć wtedy, gdy pojawia się ból. Ból stawów, ból kręgosłupa to zawsze niepokojące objawy. W tym wypadku dieta na pewno nie wystarczy. Niekiedy sprawę mogą rozwiązać same ćwiczenia rehabilitacyjne poprawiające postawę. Czasami nawet odpowiednia dawka spaceru, ale zawsze należy zacząć od dokładnego badania.
Z racji, ze nieraz byłem świadkiem podobnych wypadków od razu dodam, że jeśli lekarz ograniczy się do przepisania środków przeciwbólowych i nie zrobi nic więcej, natychmiast trzeba zmienić lekarza. Bywa, że takie środki są niezbędne, bo ból jest bardzo silny. Jednak one tylko maskują przyczynę problemu. Szkody będą coraz większe. Nie wolno na tym poprzestać. Niestety sami pacjenci dość często są zadowoleni z takiego obrotu sytuacji. Nie muszą nic więcej. Nie trzeba robić dodatkowych badań, ani chodzić na zabiegi czy wykonywać ćwiczeń. Połyka się magiczne pastylki i ból znika. Problem pozostaje. Za kilka lat może się nawet skończyć wózkiem inwalidzkim!

Zmiana stylu życia

Taki ból wskazuje na jeszcze jedno. Musimy zmienić styl życia. Zbyt dużo siedzenia, za mało ruchu, zawsze niekorzystnie wpływa na kręgosłup i stawy. To dlatego coraz więcej ludzi obecnie się na nie uskarża. Dodatkowo paniom radziłbym mniej korzystać z butów na wysokim obcasie. To też nie jest dobre dla kolan i kręgosłupa.
Wszystko to co tu zostało stwierdzone, bynajmniej nie zwalnia od zadbania o lepszą dietę. Na pewno nie jest nią ani to co obecnie promują gwiazdy-eksperci, telewizyjni dietetycy ani amatorzy głodówek odchudzających.

Zaniedbane stawy

Endoproteza – ostateczność a nie alternatywa

Bóle stawów, bóle w krzyżach to obecnie istna plaga. Można powiedzieć, że kolejna epidemia chorób cywilizacyjnych. W zasadzie to dziwi mnie fakt, że nie przywiązuje się do tego należytej wagi. Lekarze nie za bardzo chcą widzieć problem. U ortopedów nasilają się zapisy na endoprotezy. Ile czekać trzeba na samą wizytę do ortopedy chyba każdy wie. Oczekiwanie na endoprotezę liczyć czasem można w latach. Tymczasem idąc z podobnym bólem do lekarza pierwszego kontaktu otrzymamy receptę na jakiś silniejszy środek przeciwbólowy i do domu. Potem, gdy problem się nasila dostępujemy zaszczytu skierowania do ortopedy, który rozkłada ręce i stwierdza, że jest już za późno. Wiadomo! Pacjent winny.
Z ostatnich rozmów, jakie miałem okazję przeprowadzić wynikła rzecz jeszcze dziwniejsza. Bardzo wiele osób wręcz doprasza się endoprotez. Nie chce ratować swoich naturalnych stawów. Od razu je wymieniać? Endoproteza nie jest żadnym luksusem. To sztuczny twór w naszym organizmie. Ostateczność. Stwierdzę dosadnie, że z endoprotezą nikt Terminatorem nie zostanie. Są to stosunkowo słabe konstrukcje, które bardzo często zawodzą. Z tego powodu odchudzi się od nich w krajach bardziej od naszego rozwiniętych na rzecz rekonstrukcji uszkodzonych stawów. Nie jestem specjalistą, więc nie będę tu szczegółowo opisywał tych nowych technologii. Dla większości Polaków i tak są na razie nieosiągalne. Chyba, że ktoś dysponuje pokaźną gotówką.

Jednak pacjent winny?

Jednak nie w tym rzecz. Bardziej należałoby się skupić na eliminacji bólu stawów i ich naturalnej odbudowie niż na sztucznych działaniach. Mam sporo do zarzucenia naszym lekarzom, jeszcze więcej systemowi służby zdrowia, który jest chory i sam wymaga leczenia, ale nie oszukujmy się. Bez urazy. Większość z nas ponosi sporo winy za stan własnego zdrowia. Nim się na mnie obrazicie przeczytajcie do końca co myślę na ten temat.
Sporo już pisałem o profilaktyce. O regularnych ćwiczeniach, które oddalają od nas przyszłe widmo bólu i problemów ze stawami czy kręgosłupem. Pisałem też o rehabilitacji wad postawy. Nie będę teraz się nad tym rozwodził. Jednak odpowiedzmy sobie uczciwie na pytanie, ilu z nas podejmuje podobne działania?
Lekceważymy sprawę póki nic nie boli. Gdy zaczyna lekko boleć też się jeszcze nie przejmujemy. Wzruszamy ramionami i czekamy aż samo przejdzie. Z czasem ból staje się większy. Wtedy sięgamy po środki przeciwbólowe, czyli popularne niesterydowe leki przeciwzapalne. nie zdajemy sobie sprawy, że wprawdzie czasowo ból jest mniejszy, ale właśnie tymi preparatami dobijamy nasze stawy.
Nie lubię statystyk i nie przemawiają do mnie liczby. Mógłbym przejść do porządku dziennego nad stwierdzeniem, że 90% europejczyków ma wady postawy, a przynajmniej połowa problemy ze stawami. Cóż kiedy widzę to na co dzień! Pytają mnie znajomi co robić. Opowiadają o swoich problemach. Ileż to razy słychać strzelanie w kolanach, gdy ktoś prostuje nogę…
Przestrzegam przed lekami przeciwbólowymi. Ludzie kiwają głową i dalej je biorą. Radzę iść do lekarza, niemal wymusić skierowania do specjalistów. Przyznają mi rację i nic nie robią. Wskazuję na ćwiczenia rehabilitacyjne. Zgadają się ze mną, a jakże! Tylko ciągle tłumaczą się brakiem czasu i zabieganiem. Wreszcie sugerują preparaty na stawy z glukozaminą. Ten sam efekt.
Ciekawa jest ta nasza nonszalancja. Potem, gdy już jest za późno zaczynamy dobijać się do ortopedy i chcemy endoprotez. Nie neguję takiej formy leczenia, ale w wielu wypadkach można było temu wszystkiemu zapobiec.
Po co ja to wszystko piszę? Po to, by może choć jedna osoba, która przeczyta ten tekst wreszcie się obudziła. Nieważne, że jeszcze stawy Cię nie bolą. Lepiej zabrać się za profilaktykę póki jest na to czas. Analiza skrzywień kręgosłupa to także ważna część profilaktyki. Przesiadywanie przed komputerem na pewno dobrze na kręgosłup nie wpływa. Jeśli jeszcze siedzimy na krześle obrotowym, takim na jednej nodze, mikrowstrząsy mogą w parę lat całkowicie zniszczyć dolne kręgi. U wielu ludzi widać to już na dzień dobry, gdy się schylają. Czasem i bez schylania.
Kolejna moja rada dotyczy diety. Zadbaj o większe ilości białka. Obecnie większość ludzi odżywia się w sposób katastrofalny. Nie jesz przynajmniej 1,5 grama białka na każdy kilogram ciała, prosisz się o problemy. Wreszcie glukozamina. Wiem, że niektórzy podważają jej wartość. Moje obserwacje mówią co innego. Jednoznacznie mogę stwierdzić, że pomaga i chroni stawy. każdy po trzydziestym roku życia powinien choć raz na rok przyjmować przez miesiąc preparaty z glukozaminą. Kiedyś napisałbym, że po czterdziestym, ale problem się nasila i wiek ludzi zagrożonych chorobami stawów ciągle się obniża.

Przykład ze stawem kolanowym

Na koniec przeżyjmy się jeszcze kolanom, na które najczęściej się skarżymy. Ich zdrowie jest bezpośrednio uzależnione od siły mięśni czworogłowych. Im słabsze, tym łatwiej uszkodzić kolana. Tym większe panuje napięcie w samych stawach. Tym łatwiej zerwać ścięgna i wiązadła. Oczywiście ważny jest balans siłowy pomiędzy mięśniami czworogłowymi a dwugłowymi. Najlepiej więc ćwiczyć oba te mięśnie. Tak domyślacie się o co mi chodzi – przysiady! Namawiam do nich z uporem maniaka. Do poprawnie wykonywanych. Tu także moja obserwacja przynosi niepokojące wyniki. Prawie nikt nie potrafi poprawnie wykonać przysiadu.
Ze swej natury mięśnie czworogłowe są bardzo silne. To jeden z najsilniejszych mięśni szkieletowych człowieka. Chodząc wykorzystujemy go w niewielkim stopniu. Nieco bardziej na schodach i dużo bardziej w górach. Im większa stromizna tym większe zaangażowanie tych mięśni. U zdrowych młodych ludzi przez jakiś czas zachowują swoją siłę i chronią staw. Słabo używane szybko słabną. Nie przypadkowo rehabilitacja po dłuższym bezruchu zwykle skupia się właśnie na nich. Samo chodzenie tu nie pomoże, a uczciwie zastanówmy się ile my obecnie chodzimy? Niewiele.
Nieco bardziej służy im jazda na rowerze, ale nie oszukujmy się zwykła rekreacja na rowerze też może nie wystarczyć. To nie jest ciężki wysiłek. Dlatego właśnie potrzebne są nam dodatkowo takie ruchy, które mocno pobudzą te mięśnie. Tu nic przysiadu nie zastąpi.
Paradoksalnie nawet spora liczba tych, którzy ćwiczą na siłowniach nie robi przysiadów. To już parodia treningów. Nie twierdzę, że każdy musi chodzić na siłownię, ale zrobienie kilku serii przysiadów co drugi dzień to chyba nie tak dużo? 5-10 minut! Zysk zaś jest ogromny. Być może odsuwa się na bok problemy ze stawami i nie będą bolały nawet w 60 i 70 roku życia. Tylko proszę Was. Nie kiwajcie głowami. Nie przyznawajcie mi racji. Zamiast tego zacznijcie dbać o swoje stawy!

Skuteczne działania profilaktyczne i dobra suplementacja na stawy

Ból stawów – dolegliwość powszechna

Można się przerazić, gdy sobie człowiek uświadomi ilu ludzi dziś narzeka na bóle stawów. Nie wiem, czy ktoś młody zadaje sobie pytanie, czy za kilkanaście lat będzie miał te same problemy co otaczający go starsi ludzie. Od razu mogę odpowiedzieć, że niestety jest to bardzo prawdopodobne. Już nawet u ludzi w wieku lat dwudziestu można spotkać się z charakterystycznym strzelaniem kolan.
Niektóre problemy zdrowotne dziedziczymy, inne fundujemy sobie sami. Trudno tu przeprowadzić jasną granicę. Nie w tym rzecz. O stawy warto się troszczyć póki czas. Im wcześniej tym lepiej. Do tego dochodzą wszelkie możliwe urazy i wypadki, jakie mogą nas spotkać w życiu, a których nie jesteśmy w stanie przewidzieć. Odpowiedni gorset silnych mięśni i właściwy balans siłowy pomiędzy nimi możne znacznie zmniejszyć ewentualne szkody w takiej sytuacji.
Wiadomo, że na stan naszych stawów w pierwszym rzędzie wpływa prowadzony tryb życia. To ile się ruszamy i co jemy. Pisałem jakiś czas temu o przysiadach. Uważam, że nauczenie się i regularne wykonywanie przysiadów jest najlepszym sposobem profilaktyki na stawy. Podkreślam tu jednak naukę prawidłowej techniki i do znudzenia będę powtarzał – przysiad to nie kucanie. Odsyłam do mojego artykułu, a wszyscy nauczyciele wychowania fizycznego, którzy uczyli lub uczą kucania zamiast przysiadu, powinni się wstydzić. Mają na sumieniu wiele zniszczonych kolan.

Wszystko to co niszczy nasze stawy

Stawy można zniszczyć zarówno brakiem ruchu, jak i nieprawidłowymi nawykami ruchowymi, które przy dużym obciążeniu stopniowo ulegają degeneracji. Trudny dla większości do zrozumienia paradoks polega na tym, że można robić poprawny technicznie przysiad z 200kg na plecach i wzmacniać tym samym kolana, a można robić kucania bez obciążenia i kolana zniszczyć.
Chodzenie na szpilkach również mocno zaburza balans siłowy poszczególnych mięśni i tworzy niewłaściwe naprężenia w stawach. Szpilki Drogie Panie powinny być rezerwowane na szczególne okazje, a nie na każdy dzień. Wiem, że to spotka się z oporem, ale zdrowie jest ważniejsze. Jeśli zależy Wam na smukłych i zgrabnych nogach, to lepiej uzyskać to poprzez uprawianie sportu niż uciekać się do wątpliwej iluzji tworzonej przez buty na wysokim obcasie.
Antybiotyki i leki sterydowe również niszczą nasze stawy. Przede wszystkim zmniejszają odporność całego organizmu, ale też powodują wysuszanie stawów. To bardzo niebezpieczna sytuacja. Panie korzystające z tabletek antykoncepcyjnych także powinny sobie zdawać sprawę z tego zagrożenia. Skutków może nie widać po miesiącu albo dwóch, ale kiedyś się pojawią.
Brak białka w diecie, jego niedobory, zbyt mało wypijanej wody, to kolejne czynniki niszczące nasze stawy. Jeśli zsumuje się je wszystkie trudno się dziwić aktualnemu stanowi rzeczy i temu, że tak dużo ludzi skarży się na stawy. Złe żywienie prowadzi zwykle do otyłości, a to dodatkowo przeciąża i tak już osłabione stawy – zwłaszcza kolanowe.

Skuteczna suplementacja na stawy

Stwierdzicie, że podaję tylko same negatywy. Nic nie piszę o tym, jak sobie radzić wtedy, gdy już stawy bolą. Na pewno, poza skrajnymi przypadkami, trzeba zacząć się więcej ruszać. To już mocno podkreślałem przy omawianiu przysiadów. Jeść więcej białka i warzyw – to kolejny podstawowy sposób dbania o stawy.
Tym na co równie mocno pragnę uczulić jest rehabilitacja wszelkich wad postawy. Jeśli to konieczne należy wręcz zmusić lekarza, by się sprawą poważnie zajął. Z doświadczenia wiem, że wady postawy u dorosłych są często lekceważone.
Natomiast większość pyta o suplementację. Oczywiście suplementy mogą tu pomóc, choć ktoś kto jedynie liczy na suplementy, a nic więcej nie robi, by zmienić jakość swojego życia, nie powinien liczyć na cuda. Wystarczająco dużo doniesień mamy na temat dobroczynnego wpływu glukozaminy na stawy. Są wprawdzie także glosy przeciwne, ale moja własna analiza licznych wypowiedzi osób, które stosowały glukozaminę potwierdza jej skuteczność. To nie tylko komentarze zamieszane w sklepach internetowych pod tym produktem, ale też wpisy na różnych forach sportowych i prozdrowotnych. Tam przecież nikomu, a przynajmniej większości, nie zależy na reklamie towaru.
Ciekawe wyniki uzyskano w czasie leczenia reumatoidalnego zapalenia stawów tranem. Okazuje się, że tran znacznie poprawia stan zdrowia stawów. Działa nie tylko przeciwzapalnie, ale też pomaga w wytwarzaniu większej ilości mazi w stawach. Dziś już wiemy, że tran pomaga w większości dolegliwości stawowych. Nie tylko przy reumatoidalnym zapaleniu.
Naukowcy tłumaczą to wpływem kwasów tłuszczowych omega 3, które znajdują się w tranie. Teoretycznie więc można by suplementować się samą omegą 3, ale wydaje mi się, że tran będzie sprawdzał się lepiej. Zawiera dodatkowo witaminy. Do wyboru mamy tran z wątroby dorsza lub rekina. Oba mają nieco inny skład i warto samodzielnie wypróbować, który działa lepiej na nasz organizm. I stawy ma się rozumieć!
Gdybym miał dziś doradzać komuś skuteczną suplementację na wszelkie dolegliwości stawowe, to proponowałbym glukozaminę i tran. Dowiedziono, że oba te produkty w połączeniu wykazują wysoki poziom synergizmu. Możemy więc oczekiwać całkiem niezłych efektów terapeutycznych. Dla uzupełnienia proponuję udać się do jakiegoś supermarketu i kupić imbir. Choć ostatnio zauważyłem, że z niewiadomych przyczyn trudno w sklepach znaleźć tę przyprawę. Mam nadzieję, że to chwilowe niedobory.
Tak więc skuteczna suplementacja to: glukozamina, tran i imbir. Ten ostatni znacznie przyczynia się do obniżenia stanów zapalnych. Po kilku miesiącach takiej suplementacji nasze stawy powinny być w dużo lepszej kondycji.

Już dziś zacznij dbać o stawy!

Nie czekajmy też na to aż stawy zaczną boleć i konieczna będzie wizyta u lekarza. Niezależnie od tego ile dziś masz lat, to jest właśnie dobry moment, by zacząć troszczyć się o zdrowie swoich stawów. Nauka przysiadów, więcej ruchu, lepsza dieta, badanie i rehabilitacja wad postawy oraz raz do roku przez 2-3 miesiące profilaktyczna suplementacja na stawy. Nie odkładajmy tego na później, bo potem będzie być może za późno!

Balans siłowy a zdrowie stawów

Stawy to część większej całości

Nasz aparat ruchowy to dość skomplikowany mechanizm. Nierzadko staramy się leczyć stawy w oderwaniu do całej reszty. Zwłaszcza dotyczy to mięśni. Ujmując rzecz w dużym skrócie i uproszczeniu możemy stwierdzić, że im większa siła mięśniowa tym stawy bezpieczniejsze. Jednak, gdy bardziej zgłębimy zagadnienie sprawa też się komplikuje.
Ważnym elementem jakiejkolwiek kuracji aparatu ruchowego jest zwrócenie uwagi na balans siłowy. Cóż to takiego? Jest to proporcja sił działających na staw. Chodzi tu o mięśnie antagonistyczne oraz o stabilizatory. Spróbujmy sprawę nieco przybliżyć.

Z naturą i przeciw naturze

Powiedzmy, że bolą Cię stawy. Przyczyn takiego stanu rzeczy może być wiele i często też ból lub uszkodzenie stawów jest wypadkową kilku czynników. Rzadko tylko jednego. Zaczynasz zażywać glukozaminę i po jakimś czasie ból ustępuje, a stawy mają się lepiej. Jeśli jednak nie wyeliminowałeś wszystkich ważniejszych czynników działających niekorzystnie na stawy, po kilku miesiącach problem powróci. Okresowe kuracje, bez dogłębnego zbadania stanu rzeczy nie wydają się ani rozwiązaniem optymalnym ani też rozsądnym.
Większość z nas nie prowadzi trybu życia zgodnego z naturą. Wiem, że takie stwierdzenie nie brzmi najlepiej. Ciągle pojawia się ktoś, kto krzyczy, że to czy tamto nie jest zgodne z naturą. Posługując się więc takim zwrotem narażam się na niebezpieczeństwo nadinterpretacji. Czy antykoncepcja jest zgodna z naturą? Hm, tu można niebezpiecznie wejść w spory światopoglądowe, ale by zrozumieć o co mi chodzi zastanówcie się, czy na przykład mycie zębów jest zgodne z naturą? Wszak człowiek pierwotny zębów nie mył…
Zmienia się nasze środowisko, szukamy też rozwiązań poprawiających nasze zdrowie. Mycie zębów jest działaniem prozdrowotnym, usuwa zanieczyszczenia i sprawia, że zęby dłużej pozostają zdrowe. Nikt raczej przeciwko temu nie protestuje. Od czasów jaskiniowych żyjemy nieco dłużej, a więc i zęby są nam dłużej potrzebne. To jest więc udoskonalenie wspierające naturę.
Wynaleźliśmy też narzędzia, a potem maszyny. To sprawiło, iż życie stało się znośniejsze, a z czasem wygodniejsze. Do pewnego stopnia to również było, że się tak wyrażę, poprawianie natury. Jednak z czasem element wygody stał się dominujący. Zaczęliśmy w przenośni i dosłownie obrastać tłuszczem. Siła mięśniowa była nam coraz mniej potrzebna. Jednak nie można się łudzić, że zaniki mięśni poprawią nasze zdrowie podobnie, jak mycie zębów. Wręcz przeciwnie. Przy okazji spadku siły mięśni, stawy przestają być chronione.

Wielka głowa i małe nóżki?

Prognozy z przed kilkudziesięciu lat głosiły, że człowiek dwudziestego pierwszego wieku będzie już tworem z dominującą głową i długimi rękami. Nogi praktycznie zanikną. Można się śmiać z takich przepowiedni. Wszak ewolucja nie działa tak szybko. z drugiej strony prognoza ta jest przerażająca i do pewnego stopnia zaczyna się sprawdzać.
Coraz rzadziej w pracy używane są mięśnie, coraz więcej robi się na komputerach. Mniej chodzimy, więcej jeździmy. Kiedyś tradycją rodzinną był niedzielny spacer, dziś wsiada się w samochód i jedzie do hipermarketu lub siedzi przed telewizorem. Siła mięśni spada. Nie tylko dolnych partii, ale całego ciała.

Sportowcy i siłownie

Jest też zjawisko całkiem odmienne. Współcześni sportowcy osiągają szczyty, o których nawet nie marzono sto lat temu. Ich ciała prezentują niezwykłą formę fizyczną. Zostawmy tu na boku dywagacje o dopingu i innych niezbyt bezpiecznych środkach wiodących na podia.
Mamy też powszechny pęd ku ćwiczeniom siłowym. Niemal każdy miał w swoim życiu moment zetknięcia się z siłownią. Niestety tylko nieliczni traktują tę przygodę, jako sposób na całe życie. Nie mówiąc już o tych, którzy przy okazji treningów chcą zadbać o swoje zdrowie, a nie tylko „wypakować się na potęgę”.
Nie dziwi mnie też zanadto, że większość lekarzy uważa siłownie za samo zło. To tam ludzie niszczą sobie stawy barkowe i kolana. Poniekąd racja. Jednak z czego to wynika? Gdy siedemnastolatek przychodzi na siłownię nie wie nic o anatomii. Sam zaczynałem w tym wieku i wiem, że nic nie wiedziałem. Ha! Chce się rosnąć, ale nie za bardzo jeszcze wiadomo, jak funkcjonują poszczególne mięśnie. O stawach i układnie nerwowym nie wspominając. Niektórzy próbują na szybko poprawić sylwetkę, bo za miesiąc czas na występ na plaży. Większość nie ma ani cierpliwości ani chęci, by czegokolwiek się nauczyć. Tak oto coś co mogło stać się remedium na współczesny tryb życia, staje się kolejnym zagrożeniem.
Nie tylko brak wiedzy gra tu ważną rolę. Obok tego dochodzi niemniej istotny czynnik. Wady postawy. Kilkanaście lat życia zwykle wystarcza, by się takich nabawić. Z niektórymi już się rodzimy. Gdy zaś gnani chęcią zdobycia wielkich muskułów trafiamy na siłownię, nie interesuje nas rehabilitacja i korygowanie tych wad. Od razu duże ciężary, typowo kulturystyczne, czasem bardzo kontuzjogenne ćwiczenia i wady się pogłębiają. Mięśnie i tak rosną wówczas mizernie, a stawy szybko ulegają destrukcji.
Gdy potem trafiają ofiary takiego postępowania do lekarzy, ci zaczynają wyrabiać sobie określone zdanie na temat treningów na siłowni.

Przysiad na kolana

Posłużę się prostym przykładem. Przysiad. Ćwiczenie mityczne i mające złą opinię w kręgach medycznych. Dlaczego? Bo albo jest źle wykonywany, albo jest zbyt płytki. Mimo, iż robiłem to wiele razy, pozwolę sobie na kolejny opis prawidłowej techniki.
Zawsze musimy mieć ściągnięte łopatki i napięty brzuch oraz zachowane prawidłowe krzywizny kręgosłupa. Kolana są skierowane dokładnie tam, gdzie palce stóp. Rozstaw stóp musimy ustalić sami dla swoich proporcji. Schodzimy w dół ruchem bioder, ale tyłek ma się kierować nie tylko w dół, lecz w tył. Trzeba uważać, by kolana nie wyszły poza obrys stopy.
Przysiad znakomicie wzmacnia kolana. Skoro tak to rodzi się pytanie, dlaczego tak wielu ludzi niszczy sobie kolana przysiadami. Bynajmniej nie chodzi tu o ciężar. Nie on jest główną przyczyną urazów. Po pierwsze zła technika nadmiernie obciąża kolana zdejmując właściwy ciężar z bioder, a to one mają być najbardziej zaangażowane. Po drugie większość ludzi robi zbyt płytkie przysiady. To zaś zaburza balans siłowy pomiędzy prostownikami a zginaczami kolan. Czyli mięśniami czterogłowymi i dwugłowymi. Tak dochodzimy do istoty tych rozważań.
Wbrew pozorom to właśnie płytki przysiad niszczy kolana, a głęboki je wzmacnia. Pod warunkiem poprawnego wykonania. Bowiem wtedy wszystkie mięśnie mają okazję się wykazać. Równomiernie budujemy ich siłę i napięcie mięśniowe równomiernie oddziałuje na staw.

Agonista i antagonista

Zostawmy teraz siłownię. Niezależnie do uprawianego sportu potrzebujemy tego, by każdy nasz staw podlegał równomiernym napięciom mięśni antagonistów. Nawet, gdy nie uprawiamy żadnego sportu, co raczej w dzisiejszych czasach nie jest rozsądne, bardzo potrzebujemy tej równowagi mięśniowej.
Nie można dopuścić, by jeden mięsień rozwinął się kosztem innego, zwłaszcza swojego antagonisty. W praktyce jest to bardziej skomplikowane, gdyż w rzeczywistości dochodzi jeszcze o szereg mniejszych mięśni stabilizujących i wspomagających każdy ruch.
Gdy dla przykładu wyrzucamy rękę do przodu w ruchu przypominającym cios bokserski, główny mięśniem prostującym staw łokciowy jest triceps. To agonista, czyli bezpośrednio działający na staw mięsień. W tym ruchu jego antagonistami są biceps i brachalis, czyli zginacze stawu łokciowego. W ruchu prostującym pełnią rolę antagonistów. Jeśli są odpowiednio silne wyhamowują i stabilizują ruch. Gdyby nie ich działanie to mocna praca agonisty mogłaby zniszczyć staw. Po prostu zabrakłoby hamulca. Jeśli puścisz samochód z górki i w odpowiednim momencie nie wyhamujesz, to samochód się rozbije.
Podobnie będzie w wypadku kolana, a jeszcze bardziej skompilowaną sytuacją mamy odnośnie stawu barkowego. Tam wypadkowa sił jest bardzo złożona i dlatego tyle mięśni współgra ze sobą i ma swoje przyczepy na stawie barkowym i w jego okolicach.

Wskazówki praktyczne

Jak widać równowaga sił jest niezwykle ważna. Nadmierna przewaga jednego mięśnia nad drugim może doprowadzić do uszkodzenia stawu. Ocena balansu siłowego nie jest prosta. Najlepiej, by zrobił to kompetentny lekarza, choć w praktyce trudno się o to doprosić. Można ewentualnie udać się do lekarza sportowego. Trzeba też pamiętać, że niezależnie od uprawianego sportu trzeba tak trenować, by tę równowagę zachować. Jeśli większość życia siedzimy przy komputerze, to możemy być pewni dwóch rzeczy. Nie – wcale nie chodzi o śmierć i podatki. Na pewno mamy wady postawy i na pewno mamy zachwiany balans siłowy. Odejście od komputera na rzecz ruchu i sportu powinno się rozpocząć rozpoznaniem tych dysproporcji. Tu dochodzi powiązany z tym temat przykurczów mięśni, ale o tym napiszę w osobnym artykule.
Na koniec jeszcze raz: Warto chronić i leczyć stawy specjalnymi preparatami, ale nie zapominajmy o usuwaniu przyczyn powstałych kontuzji.

You are currently browsing the archives for the Stawy a medycyna category.