Bolące stawy

Flower

Archive for the ‘Praktyczne rady’ Category

Wpływ bieżni elektrycznej na stawy

Wpływ sportu na stawy

Być może znowu spotkam się z krytyką, ale cóż taki los każdego, kto wypowiada się w jakiś sposób publicznie i do tego porusza tematy drażliwe. Mogłoby się wydawać, że bóle stawów lub ich leczenie to raczej nie jest temat kontrowersyjny. Jednak w obecnej dobie, gdy niemal każdy uważa się za eksperta od spraw zdrowia jest inaczej.
Stawy nie tylko są narażone na uszkodzenia w czasie wykonywania codziennych czynności lub na przykład w zimie, gdy szczególnie łatwo o upadek. Na pewno też każdy się ze mną zgodzi, że wiele dyscyplin sportowych jest dla nich potencjalnym zagrożeniem. Niektóre z nich dorobiły się już na tyle dobrej metodologi, że niweluje się te zagrożenia a nawet wzmacnia stawy, ale są i takie, które ciągle jeszcze nie potrafią takich metod wypracować. Na pewno dużo zależy tu od wiedzy i doświadczenia trenera oraz jego podopiecznych.
Nic jednak nie przeraża mnie tak bardzo w tym temacie, jak to co dzieje się obecnie na siłowniach i w klubach fitness. Nie mam na myśli tylko ćwiczących amatorsko ludzi, ale też tzw. instruktorów, którzy często zalecają zupełnie niezgodne z anatomią ćwiczenia. Na siłowniach praktykuje się bez umiaru wyciskanie za karku, podciąganie sztangi do brody wąskim chwytem i kilka innych ćwiczeń przyczyniających się do demolowania obręczy barkowej.
Dobrze wykonane technicznie przysiady wzmacniają stawy. Źle wykonane, a takie zobaczyć można znacznie częściej, niszczą kolana. To dopiero początek czyhających zagrożeń.

Bieżnia elektryczna a stawy

Dla większości czynnikiem niszczącym stawy są duże ciężary. To mylący wniosek. To co dzieje się w klubach fitness jest często o wiele bardziej szkodliwe i niebezpieczne. Tu już panuje kompletna anarchia. Długotrwałe krążenia ramion, stepowanie ze skręceniem kolana itp. Wydaje nam się, że gdy mamy do czynienia z małymi ciężarami nic złego stać się nie może. To błąd.
Do największego zagrożenia zbliżamy się, gdy podchodzimy do bieżni elektrycznej. Dla wielu ludzi to cud techniki, a tymczasem jest to bardzo sprytna maszyna do niszczenia stawów. Napiszę to od razu teraz, by zostać właściwie zrozumianym. Dobry trening sportowy, jaki by to nie był sport, może znacznie wzmocnić stawy. Zły może je zniszczyć, ale bieżnia na pewno je zniszczy. Być może nie odczujemy tego od razu, być może nie powiążemy po latach uszkodzenia z pierwotną przyczyną. Jednak kto ceni swoje stawy powinien unikać bieżni.
Wpływ bieżni na stawy jest właśnie taki. Jest to działanie niezgodne z naszym ewolucyjnym przystosowaniem. Normalnie mamy swoje ciało przemieszczać po nieruchomym podłożu, a nie po ruchomym. Siły działające na stawy zmieniają swoje wektory i niejako atakują je pod najmniej korzystnymi kątami!
Kto może powinien biegać w terenie i unikać jak ognia ruchomych bieżni. Jeśli z powodu zdrowia lub niesprzyjającej aury nie można biegać, to na pewno dużo zdrowszy dla stawów będzie rowerek stacjonarny lub orbitrek. Na pewno w sytuacji znacznego osłabienia bieganie nie będzie optymalnym rozwiązaniem.
W przeróżnych urazach i bólach stawów pomocne mogą być preparaty z glukozaminą. Ciągle toczą się dyskusje na temat glukozaminy i jej rzeczywistej wartości, jednak praktyka potwierdza tę skuteczność. Nie znaczy to, że możemy sobie pozwolić na robienie rzeczy, które wprost prowadzą do uszkodzenia stawów lub ich osłabienia. Wszystkie ćwiczenia należy wykonywać zgodnie z anatomią, a nie wbrew niej. O prawidłowej technice wykonywania przysiadów już pisałem. Warto wyrobić w sobie ten nawyk nie tylko w ramach takiego czy innego treningu sportowego, ale także w codziennym życiu. Zawsze lepiej i zdrowiej jest robić przysiad niż kucać.

Dodatkowe sugestie żywieniowe

Nie zapominajmy również, że przyjmowanie preparatów z glukozaminą nie zwalnia nas z dbania o odpowiednie pożywienie. Grzechem współczesności, zwłaszcza dotyczy to kobiet, jest dieta zawierająca zbyt mało białka zwierzęcego. W imię źle pojętego zdrowego żywienia zastępuje się je na przykład białkiem sojowym, które blokuje przyswajanie wapnia i wielu witamin, co w perspektywie lat znacznie osłabia stawy.
Również dyskusyjne pozostaje przyswajanie wapnia z przetworów mlecznych. Ciągle słyszymy, że to najlepsze źródło tego składnika, gdy tymczasem podnoszą się głosy, że może być wręcz przeciwnie. Trudno na razie w tej sprawie zająć jakieś pewne stanowisko.
Dbajmy też o wodę. Zbyt mało przyjmowanej wody w ciągu dnia także przekłada się na osłabienie stawów. To tyle tytułem krótkiego przypomnienia.

Suplementacja i domowa rehabilitacja w przypadku złamań

Kolejne zderzenie ze służbą zdrowia

Długoletnie doświadczanie przekonuje mnie, że ciągle jeszcze większość lekarzy i rehabilitantów idzie po najniższej linii oporu. Trudno w zasadzie mówić o sprawnie działającym systemie, który pomógłby nam wyleczyć dolegliwości stawów. Zarówno te związane z różnymi chorobami, jak i nabyte na skutek wypadków.
Zazwyczaj jeśli pacjent po wypadku dochodzi w pełni do dawnej formy jest to bardziej zasługą zdolności regeneracyjnej jego organizmu niż rehabilitacji. Nierzadko ćwiczenia rehabilitacyjne są prowadzone na oko. Na oko to wiadomo kto umarł. Wymogiem nie jest przy tym metodologia, czyli ustalenie jaka intensywność i częstotliwość jest pacjentowi potrzebna, lecz raczej wszystko podciąga się pod niewydolny system. Jak komu pasuje, tak będzie dobrze (sic!).
Dostaje się skierowanie od lekarza na rehabilitację. Już na wizytę u specjalisty czekało się kilka miesięcy. Teraz trzeba czekać drugie tyle na wizytę u lekarza zajmującego się rehabilitacją, by zlecił konkretny zestaw ćwiczeń. W końcu odstajemy się do gabinetu. W zasadzie lekarz sugeruje się tym co ma napisane. Nie bardzo przejmuje się szczegółowym badaniem postawy. Kilka pytań i dostajemy zestaw. Ciekawe jest tu to, że zawsze mamy ćwiczenia lub fizykoterapię zrobić 10 razy. Magiczna liczba. Lekarz zwykle nie określa częstotliwości zabiegów. Zrobi to rehabilitant. Ten zaś będzie się kierował ogólnym ruchem w interesie. Magiczna liczba dziesięć wzięła się stąd, że wszystko można odbębnić w dwa tygodnie. Od poniedziałku do piątku. Razem dziesięć dni. Potem znowu kilka miesięcy czekania na wizytę lekarską.
Jeśli ktoś ma lepsze doświadczenia, to nie pozostaje mi nic innego, jak mu pogratulować. Niestety. Niemal żaden z czytanych przeze mnie artykułów na temat rehabilitacji nie zawiera opisu ani nawet wzmianki na temat metodologii ćwiczeń. Podaje się opis ćwiczeń, ale już ile i kiedy, nie wydaje się interesować autora. Lepiej wygląda to w książkach. Tyle, że dostępne na polskich rynku i stanowiące materiał pomocniczy dla studentów kierunków medycznych i pochodnych, opierają się na badaniach z przed kilkudziesięciu lat. Łapy opadają!

Po co to wszystko?

Nie piszę tego wszystkiego tylko po to, by Was zniechęcić do leczenia. Również nie w celu ulżenia sobie. Bardziej dlatego, że ktoś napisać musi jak jest naprawdę. Poza tym chcę po raz kolejny zwrócić Waszą uwagę na potrzebę dodatkowej rehabilitacji w domu. Lekarz powinien nas zbadać i przepisać leki oraz wysłać na rehabilitację. Jednak z racji, że wygląda to tak jak opisałem, nierzadko potrzebne będą dodatkowe ćwiczenia w domu oraz suplementacja. Dobre suplementy mogą pomóc w regeneracji stawów i kości o wiele bardziej niż jesteśmy skłonni przypuszczać.

Glukozamina, wapno i witamina D3

Chcę dziś zająć się złamaniami. Bardzo często poleca się na bóle stawów glukozaminę. Prawda jest taka, że może się ona również przydać w przypadku złamań. Po pierwsze dlatego, że częściowo pomaga leczyć kościec, a po drugie dlatego, że złamanie zazwyczaj oznacza unieruchomienie jednego lub kilku stawów gipsem. To zaś sprawia, że nieużywany przez jakiś czas staw ulega znacznemu osłabieniu. Im pacjent starszy, tym osłabienie większe.
Teoretycznie wszystko powinno wrócić do normy po kilku tygodniach od zdjęcia gipsu. Jednak u osób starszych może już nigdy nie powrócić pełna sprawność. Nawet bardzo młodzi ludzie nie powinni lekceważyć takiej sytuacji. Do glukozaminy dodałbym jeszcze Calcium i witaminę D3. Dobra będzie także dieta wysokobiałkowa. Na pewne przyspieszy powrót do zdrowia.

Dwa przykładowe ćwiczenia synergistyczne

Wydaje się, że skoro mamy kończynę w gipsie to ćwiczenia nie są możliwe, a nawet wskazane. Do pewnego stopnia jest to racja. Jednak nie do końca. Doświadczenie z osobami niepełnosprawnymi dowodzą, że zwykle szybciej dochodzi u nich do zaniku mięśni. Zdrowy człowiek szybko to odbuduje, ale i on będzie znacznie osłabiony po miesięcznym unieruchomieniu np. nogi. Niepełnosprawny może mieć jeszcze poważniejsze kłopoty. Zwłaszcza w przypadku chorób nerwowo-mięśniowych. Dobrze jest zadbać o rehabilitację i ćwiczyć daną kończynę nawet, gdy jest unieruchomiona gipsem.
Nie znaczy to wcale wizyty na siłowni. Broń Boże. Wykorzystać możemy ćwiczenia synergistyczne. Dziś opiszę tylko dwa, choć jest ich więcej. Te mają największe znaczenie, gdyż dotyczą prostowników kończyn. Są to zwykle,a przynajmniej powinny być, mięśnie najsilniejsze w kończynach, ale też najszybciej zanikające po unieruchomieniu. Zanik tych mięśni powoduje też osłabienie stawów, gdyż zmniejsza się siła je asekurująca. Zajmijmy się więc dwoma przypadkami. Unieruchomiona kończyna górna oraz dolna.
W przypadku ramienia ruch w stawie barkowym i łokciowym jest zwykle niewskazany w tym czasie. Prostownik ramienia, czyli triceps brachii szybko traci swoją siłę. Osłabia w ten sposób staw barkowy i łokciowy. Prostować ramienia nie wolno, ale możemy wykorzystać zjawisko synergii. Działanie blisko położonego mięśnia prowadzi do napięcia w mięśniu docelowym. Jeśli możemy bez trudu ruszać nadgarstkiem, to jesteśmy gotowi do ćwiczenia.
Ramię w położeniu takim, jak dyktuje nam gips i wygoda. Dłoń obracamy grzbietem do góry. Teraz staramy się odciągnąć ją jak najdalej w kierunku przedramienia, czyli stroną grzbietową w stronę przedramienia do oporu. Ten ruch powoduje napięcie w tricepsie i jego pracę izometryczną bez obciążania kości i stawów.
Na początku możemy ćwiczyć bez dodatkowego obciążenia, a z czasem można ćwiczenie utrudnić lekko ciągnąć drugą dłonią w dół, tak by dłoń chorej kończyny musiała pokonać większy opór.
Podobnie postępujemy w przypadku kończyny dolnej. Stronę grzbietową stopy staramy się przyciągnąć do podudzia. Spowoduje to napięcie izometryczne mięśnia czworogłowego uda (quadriceps femoris). Noga w wygodnej pozycji. Gips może utrudnić stosowanie oporu za pomocą dłoni, ale wówczas warto poprosić o pomoc kogoś z najbliższych.
Ile i jak często tak ćwiczyć? Myślę, że warto robić te ćwiczenia co drugi dzień. Zacząć od dwóch serii po 10 powtórzeń i za każdym razem dodawać jedną serię. Dzięki temu po zgięciu gipsu szybciej dojdziemy do siebie i siła mięśniowa tak bardzo nie spadnie, choć na pewno będzie nieco mniejsza. Na to już nie ma rady. Gdyby pojawił się w czasie ćwiczenia ból w stawie lub złamanej kości, trzeba je niezwłocznie przerwać i raczej zaprzestać stosowania.

Jakie środki przeciwbólowe na stawy?

Produkt spożywczy

Idąc niedawno na zakupy zaważyłem w pobliskim sklepie spożywczym półkę pełną środków przeciwbólowych. Niby nie jest to widok obecnie dziwny, ale wywołał we mnie szereg skojarzeń. Już sam fakt, że preparaty takie znajdują się w sklepie spożywczym sugeruje, że traktuje się je niemal jak pokarm – produkt spożywczy. Tak też jest w istocie. Mamy w kraju nie tylko wysoki poziom spożycia alkoholu, ale też środków przeciwbólowych. Coś tam się ostatnio nieśmiało mówi, że zdrowe to nie jest, ale kto się z tym liczy? Nawet lekarz dla świętego spokoju nierzadko zamiast badań przepisze jakiś środek przeciwbólowy i tyle. Ma spokój.

Zderzenie z realiami

Teoretycznie choroby trzeba leczyć. Wszystkie. Zarówno choroby stawów, jak i wszelkie inne. Przyjmowanie środków przeciwbólowych jest tylko maskowaniem problemu. Jednak mam za sobą wiele długich i nieprzyjemnych godzin w przychodniach lekarskich i nie dziwię się zbytnio, że nie zawsze mamy ochotę się leczyć. To bowiem nie tylko walka z chorobą, ale nierzadko z brakiem zainteresowania ze strony lekarza. To godziny oczekiwania na przyjęcie i kilkumiesięczne wcześniejsze zapisy na wizytę, by przekonać się, iż w dniu dla nas wyznaczonym lekarz jest… nieobecny. Nie chcę rozwijać tego tematu. Zbyt mnie drażni. Chodzi mi tylko o to, że do pewnego stopnia jestem w stanie zrozumieć ludzi, którzy wolą kupić w sklepie środki przeciwbólowe zamiast iść do lekarza.

Praca czyni… szczęśliwym!

W obecnych czasach dochodzi jeszcze jeden czynnik. Praca. Łatwo ją stracić, a nie zawsze łatwo zdobyć. Najnowsze badania sugerują, że praca bardzo uszczęśliwia Polaków. Cóż! Chyba powstrzymam się od sarkastycznych uwag, zwłaszcza, że większość znanych mi Polaków, jakoś nie pasuje do tych badań i mówi co innego. Pozostaje więc zapytać, czy statystyk sam wymyślił wyniki, a może pytał pracowników w obecności szefa?
Jakby nie było, o pracę trzeba dbać. Miesiąc zwolnienia chorobowego to zwykle koniec kariery. Wiem, przepisy! Dla pracodawcy to nie jest aż tak wielki problem i wiedzą o tym wszyscy prócz posłów na Sejm i telewizyjnych ekspertów. Zwolnić zawsze można. Nie za to, to za co innego.
Budzisz się rano i znowu czujesz silny ból w kolanach. Zdrowy rozsądek nakazuje iść do lekarza. Kłopot w tym, że to już drugi raz w tym miesiącu. Szef na pewno nie będzie zadowolony. W końcu znajdzie kogoś innego na Twoje miejsce. Sięgasz więc po środki przeciwbólowe i człapiesz ociężale do pracy. Proza życia. Ostatecznie to nie telenowela w stylu „S jak Szczęście”!
Tak to kręci się karuzela. My dalej mamy pracę, co nas ponoć uszczęśliwia. Szef ma dyspozycyjnego pracownika, lekarz się nie przemęcza, sprzedaż środków przeciwbólowych wzrasta, tylko kolana są w coraz gorszym stanie.

Szkodliwość środków przeciwbólowych

Od razu stwierdzam wprost, nie jestem zwolennikiem środków przeciwbólowych. Zwłaszcza tych, które tak nagminnie kupujemy. O innych napiszę więcej za chwilę. Pozwólcie sobie wytłumaczyć, że na bóle stawów potrzebna jest odpowiednia rehabilitacja i suplementacja. Najczęściej glukozaminą. Czasem konieczny będzie zabieg operacyjny. Długotrwałe funkcjonowanie na popularnych środkach przeciwbólowych zbliża nas do nieuchronnej katastrofy i totalnego zniszczenia stawów.
Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze problem obciążania układu pokarmowego. To nie są bynajmniej preparaty przyjazne wątrobie czy jelitom. Na początku pomoże nam jedna tabletka. Po pewnym czasie organizm się przyzwyczai i trzeba brać ich coraz więcej. Rekordziści zjadają całe opakowanie o poranku, by potem jakoś funkcjonować. Dlatego argument, że małe dawki nie są szkodliwe, kompletnie mnie nie przekonuje.
Wcale też nie cieszy mnie czyjś ból. Nie uważam, że cierpienie uszlachetnia. Historia już dawno obaliła tę bzdurę. Cierpienie zazwyczaj poniża człowieka. Jestem skłonny dopuścić przyjmowanie środków przeciwbólowych w skrajnych wypadkach. Wcześniej wykazałem również, że kłopoty z lekarzami i z pracodawcami niejednokrotnie stają na przeszkodzie solidnemu leczeniu. Zamieściłem wcześniej kilka artykułów na temat rehabilitacji stawów w domu. Nieskromnie radzę do nich zajrzeć. Może też warto przeliczyć ile wydajemy na środki przeciwzapalne i przeciwbólowe, a następnie zebrać te pieniądze i przeznaczyć na prywatną wizytę u rehabilitanta, który przygotuje nam indywidualny plan ćwiczeń. To nie zawsze pomoże, ale w wielu wypadkach złagodzi objawy. Znam sporo osób, które ćwiczeniami wyleczyły stawy kolanowe i bóle pleców.

Alternatywne rozwiązanie – Eazol

Wszystko brzmi pięknie. Jednak ból pozostaje bólem. Rehabilitacja nie zadziała od razu. Czasami mimo wszystko ból utrzymuje się przez długie lata. To w skrócie argumenty, jakie przytaczają moi znajomi, gdy próbuję ich odwieźć od pożerania paczek tabletek przeciwbólowych. Wiem, że mam rację, ale oni też poniekąd ją mają. Z bólem się nie dyskutuje, ból jest. Trudno wówczas pracować i cieszyć się życiem.
Nie lubię stawać w pół drogi. Zacząłem więc szukać jakiegoś sensownego rozwiązania. Nie jest to łatwe. Oferta sklepowa i apteczna jest dość jednolita. Wprawdzie preparaty różnią się nazwą, ale składem i działaniem tylko nieznacznie. Nierzadko coraz częściej wszystko sprowadza się do otępienia centralnego układu nerwowego.
Wreszcie znalazłem coś ciekawego. Preparat odmienny od powszechnie stosowanych. Jest nim Eazol. W jego skład wchodzą wyciągi roślinne. Moją uwagę zwróciła kora wierzby białej. Nie od dziś wiadomo mi, że wierzba była szeroko stosowana w lecznictwie przynajmniej od średniowiecza. Wykorzystywano ją na długo przed wynalezieniem antybiotyków czy aspiryny. Posiada silne właściwości przeciwzapalne, a jednocześnie nie wywołuje skutków ubocznych tak charakterystycznych dla współczesnych farmaceutyków.
Korę wierzby używano do leczenia na naszych ziemiach jeszcze nim przyszło do nas chrześcijaństwo. Wierzba biała była modna na Dalekim Wschodzie. Od naszej różni się tym (pod względem zastosowania leczniczego), że działa silniej.
W podobnych celach Indianie używali lobelli rozdętej, która też znajduje się w składzie Eazolu. Z ważniejszych składników mamy tam jeszcze liść kadzidłowca poprawiający ukrwienie i również mający właściwości przeciwzapalne.
Nadal nie sądzę, by środki przeciwbólowe rozwiązały wszystkie problemy ze stawami, ale jeśli już musicie sięgać po jakieś środki przeciwbólowe, to radzę zainteresować się Eazolem. Poza tym spróbujcie wymusić na Waszym lekarzu solidną diagnozę i leczenie, a gdy już musicie brnąć do pracy to wtedy pozostaje… Eazol.

Niedoczynność tarczycy a stawy

Jeszcze raz o smutnej rzeczywistości służby zdrowia

Zawsze zastanawiało mnie dlaczego opisy leczenia w periodykach medycznych tak bardzo różnią się od rzeczywistości. Człowiek się naczyta mądrością, a potem krótka wizyta w przychodni lekarskiej przywraca go do realiów. Nawet prywatna wizyta u lekarza, który często powinien być w tym czasie w przychodni i traktować poważnie nasze składki, z których żyje, nie gwarantuje lepszego leczenia. Zasada, że prywatnie leczenie jest skuteczniejsze, przestaje powoli obowiązywać. Skoro można pacjentów, ujmując rzecz kolokwialnie, olewać w przychodni, można też olewać prywatnie. Smutne jest to, ile się trzeba naszukać, by znaleźć dobrego lekarza lub rehabilitanta.
Leczenie i profilaktyka chorób stawów ogranicza się dość często do zapisania leków przeciwbólowych. Ciągle jeszcze przekonani jesteśmy, że NLPZ to takie cukierki, które może jeść bez ograniczeń. Przecież większość kupuje się bez recepty. Ketonal w tabletkach to ulubiony sposób pana doktora, by pozbyć się pacjenta. Tak maskuje się skutki, gdy przyczyna się pogłębia. Potem, gdy wreszcie trafi się na jakiegoś lekarza, który podejdzie do rzeczy bardziej fachowo, okazuje się, że już jest za późno, by cokolwiek zrobić.

Często lekceważona przyczyna reumatologicznego zapalenia stawów

W teorii mamy tyle różnych zabiegów mających pomóc w reumatoidalnym zapaleniu stawów, ale w praktyce trzeba czekać na nie tak długo, że czasami nie warto. Diagnoza też zwykle jest dość pobieżna. Tymczasem choroby stawów mogą mieć bardzo różne przyczyny. Dlatego też wykorzystywane środki do leczenia stawów powinny być odpowiednio zróżnicowane. Do tego potrzebna jest zaawansowana diagnostyka. Trudno to osiągnąć w czasie trwającej 5 minut konsultacji.
Chciałbym w tym artykule odwołać się do konkretnego przykładu. Nowe badania wskazują, że przyczyną reumatologicznego zapalenia stawów może czasami być… niedoczynność tarczycy. Jeśli przeszukamy sobie materiały na temat niedoczynności tego gruczołu, znajdziemy listę symptomów mogących pomóc nam rozpoznać to zaburzenie. Warto jednak pamiętać, że nie wszystkie muszą wystąpić. Choć często osoby z niedoczynnością szybko tyją, nie odnosi się to do wszystkich. Brak nadwagi niczego jeszcze nie dowodzi.
Dlatego czasami musimy pokierować swoim leczeniem bardzo samodzielnie i niejako wymusić na lekarzu dokładniejsze badania. Proszę pamiętać, że wbrew różnym radykałom i wbrew temu co czasami mogą sugerować moje teksty, nie namawiam nikogo do rezygnacji z pomocy lekarskiej. Wręcz przeciwnie. Musimy za każdym razem dopingować lekarzy do bardziej sumiennej pracy. Jeśli któryś z nich się na mnie obrazi, to trudno. Ja jako pacjent wymagam lub szukam innego.

Diagnoza i badania

Możemy kupić sobie glukozaminę lub inne bezpieczne suplementy na stawy, ale to nie zawsze wystarczy. Będzie lepsze niż NLPZ, lecz choćby w przypadku reumatologicznego zapalenia stawów, musimy szukać konkretnej przyczyny. Jeśli więc cierpimy na tę chorobę warto przeprowadzić sobie wstępną diagnostykę. Kilka dni pod rząd mierzymy rano temperaturę. Jeśli jest niższa niż 36,3 to możemy podejrzewać niedoczynność tarczycy. Oczywiście trzeba brać pod uwagę zaburzenia związane z innymi chorobami, przemęczeniem oraz cyklem miesięcznym u kobiet. Jednak jest to sygnał, iż trzeba zażądać od lekarza skierowania na dokładne badania.
Należy sprawdzić poziom TSH i T4 oraz T3. Jest to o tyle ważne, że dość często reumatoidalne zapalenie stawów leczy się kortykosteroidami. W przypadku, gdy u podłoża choroby leży niedoczynność tarczycy, leki te zamiast pomóc będą tylko pogłębiały problem.
Nie należy uważać, że zawsze reumatologiczne zapalenie stawów jest powiązane z pracą tarczycy, jednak warto wziąć to pod uwagę i zasugerować taką możliwość lekarzowi, zwłaszcza jeśli pomiar temperatury daje podstawy do takich podejrzeń.

Zimowe pułapki na stawy kolanowe

Zaskoczeni prze zimę

Zbliża się zima. Dla jednych to czas upragniony, a dla innych przekleństwo. Trudno przewidzieć, kiedy zaatakuje nas mróz i drogi staną się niebezpiecznymi ślizgawkami. Niektórzy się ucieszą, bo nadejdzie czas zimowych wyjazdów na narty, ale dla większości będzie to okres niebezpiecznej jazdy samochodem lub marznięcia na przystankach autobusowych. To również czas szczególnego wyzwania dla naszych stawów. Nie jestem w stanie stwierdzić, kiedy spadnie śnieg. Już dawno przestałem wierzyć wróżkom i meteorologom. Ich prognozy są równie prawdopodobne i wiarygodne. Mogę Was tylko zapewnić w jednej sprawie. Zima na pewno zaskoczy drogowców. Ludzie odpowiedzialni za stan dróg każdego roku są zdziwieni tym, że w miesiącach zimowych pada u nas śnieg. Wie o tym nawet małe dziecko, a drogowiec… nie. Cóż! Może są to emigranci z Afryki? Taki wniosek nasuwa się jako pierwszy. Śnieg i lód to dla nich nowość. Jednak mową polską jakoś się posługują, twierdzą, że są stąd… Zagdaka pozostaje nierozwiązana.
Skoro tak, to wychodząc z domu musimy się nastawić na to, że jazda akrobatyczna na lodzie będzie naszym udziałem. Właściwie chlebem powszednim, bo nim drogowcy się ockną… nadejdzie wiosna. Czy to pójdziemy do pracy, czy do sklepu, bez popisów sprawności się nie obejdzie. No właśnie. Sprawności!!! Im ktoś jest w gorszej kondycji fizycznej, tym na większe niebezpieczeństwo naraża swoje stawy zimą. Nieraz już brakowało gipsu w placówkach pogotowia ratunkowego. Można mówić o szczęściu, gdy złamie się rękę lub nogę. Gorzej, gdy uszkodzony zostaje staw. Po złamaniu wystarczy kilka tygodni w gipsie i wszystko wraca do normy. Uszkodzenie stawu ciągnąć się może za nami przez długie lata.

Ochrona stawu kolanowego

Najbardziej chronić trzeba w tym okresie stawy kolanowe. To one są najczęściej narażone na urazy. Nieodpowiednia reakcja na poślizg bywa katastrofalna w skutkach. Stawiamy nogę przed sobą i stopa przesuwa się po lodzie do przodu. Blokujemy nogę w kolanie, by zahamować, ale rozjeżdżamy się jeszcze bardziej. Nagle chrup i okropny ból w kolanie…. Makabryczny scenariusz.
Na pytanie o ochronę stawu kolanowego i przygotowanie się do zimy odpowiem dość dziwnie. Oczywiście możemy zażywać suplementy z glukozaminą, czy z wapnem. Jest to nawet wskazane. Jednak nie załatwi wszystkiego. Musimy wzmocnić przede wszystkich nasz najsilniejszy mięsień. Jest nim czworogłowy uda. Właściwie można nawet mówić o czterech mięśniach, bo każda z głów jest jakby samodzielnym potężnym mięśniem. No… powinna być potężnym i silnym mięśniem. Mamy więc: rectus femoris (mięsień prosty uda), vastus medialis (mięsień obszerny przyśrodkowy), vastus lateralis (mięsień obszerny boczny), vastus intermedius (mięsień obszerny pośredni). Z drugiej strony równoważyć je powinien silny dwugłowy uda. Dobrze rozciągnięte i silne mięśnie ud pozwalają zapanować nad ciałem i mogą uchronić przed niejedną kontuzją.
U zdrowej osoby najsilniejsza powinna być wewnętrzna część mięśnia czworogłowego, czyli vastus medialis. Jednak wystarczy spojrzeć, jak chodzi większość z nas, by przekonać się, że tak nie jest. Co prawda kobieta porusza się nieco inaczej niż mężczyzna, ale jednak w obu przypadkach nogi powinny być lekko ugięte i stopy rozstawione na zewnątrz. U mężczyzny bardziej, a u kobiety mniej. Tymczasem u wielu osób kolana uciekają do środka, co świadczy o znacznym osłabieniu vastus medialis. Panie próbują naśladować telewizyjne modelki i prezenterki, które są tak wychudzone, że balas równowagi jest u nich całkowicie zaburzony. Szpilki jeszcze pogłębiają problem. Nic dziwnego, że po czterdziestce kobiety narzekają na kolana. To co ma się wydawać zalotnym sposobem poruszania, jest bardzo ryzykowne dla stawów.
Różnicę łatwo dostrzec. Przypatrzcie się jak poruszają się ludzie, którzy dużo chodzą po górach lub trenujący na siłowni, ale tacy, którzy rozwój nóg traktują poważnie. Nie mówię tu o sezonowych pakerach rozwijających jedynie bicepsy. Wszyscy oni poruszają się na lekko ugiętych nogach, a palce stóp są stawiane na zewnątrz. Świadczy to o dwóch rzeczach. Po pierwsze większość potrzebnej do chodzenia siły jest generowana z bioder, a nie z kolan. Po drugie silny vastus medialis mocno asekuruje kolano i odciąża je. Przy takiej postawie nawet poślizg na lodzie nie powinien doprowadzić do uszkodzenia kolana. Pomijam już fakt, iż silne mięśnie lepiej zamortyzują upadek.
Nie każdy ma czas i ochotę na ćwiczenia na siłowni. Nie każdy też lubi włóczyć się po górach. Jednak każdy powinien chronić swoje stawy. Przynajmniej każdy kto ma choć trochę zdrowego rozsądku. Zbyt dużo siedzimy w pracy, za mało chodzimy i nasze stawy, a zwłaszcza kolana, są coraz bardziej narażone na kontuzje.

Profilaktyka

Zachęcam Was do zadbania o swoje kolana już teraz. Śniegu jeszcze nie ma, a w ciągu miesiąca możecie wiele zmienić. Nie. Nie wiem, czy akurat za miesiąc spadnie śnieg. Nieważne. Ochrona stawów kolanowych to inwestycja na całe życie. Po urazie lekarz niekoniecznie będzie w stanie Wam dopomóc. Lepiej więc postarać się, by do tego urazu wcale nie doszło.
Można oczywiście iść na siłownię, ale nie trzeba. Proponuję dwa proste ćwiczenia, które ochronią Wasze stawy. Być może u niektórych pojawi się strzelanie w kolanach w czasie ich wykonywania. Nie znaczy to, że mamy przestać. Najlepiej kupić sobie wapno w tabletkach wraz z witaminą D3 oraz glukozaminę i kontynuować. Strzelanie w stawach to znak, że już najwyższy czas, by coś z tym zrobić.
Pierwsze ćwiczenie dotyczy wchodzenia na schody. Musicie zmienić swoje nawyki. Starajcie się wchodząc po schodach za każdym razem stawiać stopy szerzej w bok, tak by pracował najbardziej vastus medialis. Wypychajcie jednocześnie tułów biodrami, a nie z kolana. Próbujcie chodzić po ulicy na lekko ugiętych nogach, aż stanie się to Waszym nawykiem. Chodzenie z zablokowanymi kolanami jest jak proszenie się o wózek inwalidzki.
Drugie ćwiczenie to klasyczne przysiady. Rano, każdego dnia, po wstaniu z łóżka zrób 3 przysiady. Co tydzień dodawaj sobie jeden lub dwa. Tylko tyle? Niedawno przekonałem się, że mało kto potrafi zrobić porządnie przysiad. Zwykle myli się nam z kucnięciem. Wziąłem osobę, która wyciskała na suwnicy na nogi 80kg i kazałem robić poprawne technicznie przysiady. Po 5 miała zupełnie dość. Bez żadnego dodatkowego obciążenia! Dodam jeszcze, że ta osoba sporo chodzi po górach, więc ma nogi lepiej rozwinięte od większości ludzi. Dalej wydaje się Wam, że bez trudności zrobicie 3 przysiady?
Oto technika wykonania. Radzę postawić za sobą na początku niski taborecik. Stańcie prosto. Łopatki ściągnięte, a kręgosłup powinien zachować naturalną krzywiznę. Brzuch lekko napięty. W czasie całego ruchu korpus powinien pozostać w pionie. Nogi rozstawione w miarę szeroko, ale bez przesady. Siadacie w dół, ale i do tyłu. Kolana nie mogą wyjść za linię palców u stóp. Inaczej nie będzie to już prawidłowy przysiad. Możecie dotknąć tyłkiem taboretu, a potem wyprost. Zarówno droga w dół, jak i do góry ma być inicjowana w stawie biodrowym. Kolana włączają się do ruchu po biodrach.
Niby proste. Jeśli dojdziecie do tego, że rano każdego dnia będziecie robić po 100 takich poprawnych przysiadów, to oblodzone drogi przestaną być dla Was straszne, a kolana będą dobrze chronione. Dodam, że to znakomite przygotowanie do sezonu narciarskiego. Acha, jeszcze jedno. Nie zdziwcie się, jeśli na drugi dzień będą Was bolały mięśnie brzucha.

Białko i woda – ochrona stawów

Dużo uwagi przywiązuje się do leczenia stawów i likwidacji stanów zapalnych i bólu. O wiele mniej wspomina się o zapobiegającej profilaktyce. Zaczynamy się przejmować dopiero wtedy, gdy dopadnie nas ból stawów. Coraz młodsi ludzie narzekają na stawy i często można słyszeć charakterystyczne strzelanie nawet u dwudziestolatków.
Mimo, iż ciągle słyszymy apele, że jemy za dużo, to w rzeczywistości nasz organizm zwykle pozostaje niedożywiony. Jemy dużo, ale nie to co powinniśmy. Największe zaległości mamy w białku. Mocne kości i stawy wymagają odpowiednio dużej podaży białka. Bez białka niewiele zdziała glukozamina czy wapno. Jeśli jeszcze ktoś nierozsądnie katuje się cudownymi dietami odchudzającymi, to tym bardziej ryzykuje, że za jakiś czas stawy odmówią mu posłuszeństwa.
Kobiety grzeszą tu bardziej niż mężczyźni, gdyż zwykle jedzą jeszcze mniej białka zwierzęcego niż panowie. Nic dziwnego, że pośród pań osteoporoza występuje znacznie częściej. Często też właśnie one narzekają na bóle kolan. Długoletnie niedobory protein dają o sobie znać.
W tym wszystkim tkwi też pewna pułapka. Nie wystarczy bowiem jeść więcej białka, by chronić swoje stawy. Proste zwiększenie jego ilości może nawet szybciej doprowadzić do uszkodzenia stawów. Czyżbym pogubił się w sprzecznościach? Otóż nie. Trzeba bowiem pamiętać, że większa podaż białka wymaga też picia dużo większej ilości wody. W przeciwnym razie doprowadzimy do wysychania torebek stawowych. Metaboliczne procesy przemiany białek wymagają dużej ilości płynów. To powoduje, iż może zacząć ich brakować w organizmie. Tak więc zdrowe stawy to dużo białka i dużo wody!
Jest to najlepsza forma ochrony stawów. Nie twierdzę, że w ten sposób można wyleczyć ból stawów, gdy się już pojawi. Wtedy zwykle trzeba sięgnąć po inne środki. Jednak najlepiej będzie przeciwdziałać jeszcze nim taki ból się pojawi.

Imbir na stawy

Preparaty z glukozaminą – cięgle najpopularniejsze!

Przy problemach ze stawami szukamy przeróżnych środków zaradczych. Najczęściej kupujemy preparaty z glukozaminą. Na temat glukozaminy możemy spotkać się ze skrajnymi wypowiedziami i odwoływaniem się do badań, które dały zupełnie przeciwne rezultaty. To dość częste zjawisko. W praktyce jednak większość zażywających glukozaminę zauważyła znaczną poprawę stanu swoich stawów, więc raczej trudno mówić tu o efekcie placebo. Zwłaszcza, że działa dobrze także na zwierzęta. Wyjątkiem są osoby uczulone na owoce może i ryby, gdyż glikozamina robiona jest z pancerzyków krabów lub chrząstek rekinów. Osoby uczulone muszą więc szukać innych preparatów i leków.

Imbir a leki przeciwzapalne

Pośród mniej znanych metod i sposobów znajduje się leczenie za pomocą imbiru. Dla ludzi uczulonych na owoce morza, może stanowić zastępcze rozwiązanie. Wiadomo, że ból w stawach oznacza zwykle stan zapalny. Tu właśnie rola imbiru jest nieoceniona. Wprawdzie nie należy lekceważyć zaleceń lekarskich i dobrze jest skonsultować się ze specjalistą, jednak nim sięgniemy po silne farmaceutyki, dobrze będzie wypróbować imbir. Leki przeciwzapalne, a zwłaszcza kortykosteroidy, to w moim odczuciu ostateczność. Gdy kilkanaście miesięcy temu sam brałem na zlecenie neurologa kortykosteroidy, miałem tak znaczne spadki sił, samopoczucia i odporności organizmu, że teraz podchodzę do kortykosteroidów z dużą nieufnością. Po miesiącu kuracji pół roku dochodziłem do siebie. Stąd moje zainteresowanie mniej szkodliwymi naturalnymi preparatami.

Wyniki badań

Jak dotąd wszystkie przeprowadzone badania wskazują na korzystny wpływ imbiru na stawy. W zasadzie nie zaobserwowano niepożądanych skutków. Jedynie niewielki odsetek osób może mieć problemy z nadkwasotą Trudno jednak powiedzieć wyraźnie, czy chodzi tu tylko o wpływ samego imbiru, czy też decydujące są inne elementy diety, z którymi imbir reaguje doprowadzając do zgagi.

Skąd wziąć imbir

W sprzedażny jest sporo herbatek imbirowych, jednak faktyczna zawartość tego składnika jest tam minimalna. Nie sądzę, by taka dawka miała jakiekolwiek właściwości lecznicze. Lepiej postarać się o sproszkowany imbir, a najlepiej o cały korzeń. Można je znaleźć w sklepach zielarskich, a czasem w lepszych sklepach z markowymi herbatami i kawami.
Proszek dość szybko wietrzeje, więc nie ma sensu robić dużych zapasów. Korzeń możemy trzymać w lodówce, ale też niezbyt długo. Sproszkowany imbir lub potarty korzeń można dodawać do herbaty lub kawy. Daje ciekawy efekt smakowy. Poza redukcją zapalenia stawów ma także wiele innych korzystnych właściwości. Poprawia krążenie, przyspiesza metabolizm i łagodzi bóle miesiączkowe.

Apel o rozwagę

Daleki jestem od przereklamowywania jakiegokolwiek środka. Nie możemy oczekiwać od imbiru cudów. Na pewno pomoże na stawy, choć w poważniejszych wypadkach zapewne nie wystarczy i nie unikniemy konsultacji z lekarzem. Cudowne leki na wszystko nie istnieją.

Ruch to zdrowie… choć nie zawsze

Przychodzi do lekarza… jednostka chorobowa

Pisałem już o wpływie ruchu i uprawiania sportu na stawy. Możemy uznać ten wpływ ogólnie za dobry, jeśli tylko sport jest dobrany rozsądnie i zgodnie z możliwościami danej osoby. Kłopot pojawia się wtedy, gdy nadmiernie chcemy generalizować. To moim zdaniem jeden z błędów współczesnej medycyny. Wybierasz się do lekarza z bólem stawów. On Cię bada bardziej lub mnie wnikliwe w zależności na jakiego lekarza trafisz. Potem zaś dopasowuje Twoje dolegliwości do takiej czy innej jednostki chorobowej. Teraz już jest z siebie zadowolony i porusza się na znanym sobie i bezpiecznym gruncie. Szuka w książkach leku polecanego na dolegającą Ci (według niego) chorobę i wypełnia receptę. Może też zalecić kilka ćwiczeń lub wysłać na rehabilitację.
Co jest w tym najważniejsze? Żeby lekarz czuł się bezpiecznie. Proszę mi wybaczyć złośliwość, ale spotkałem się z takim podejściem nader często. Zawsze zachęcam wszystkich do konsultacji ze specjalistami, ale nie mogę pozostać ślepy na to co widzę i czego sam nieraz doświadczam w poradniach. Dziwnym trafem wszystkie objawy, które nie pasują do diagnozy są całkowicie ignorowane. Lekarz nie słyszy, gdy o nich mówicie! Nie słyszy też zazwyczaj zastrzeżeń pacjenta. On wie lepiej! Szkoda, że jego wiedza jest często przestarzała. Wystarczy wskazać na nieustanne nadużywanie antybiotyków przez lekarzy. Nie mam zamiaru obrażać nikogo ani podważać autorytetu lekarzy. Są pośród nich ludzie naprawdę wspaniali i ciągle pogłębiający swoją wiedzę. Szkoda, że jest ich tak mało i stąd moja krytyka. Ona ma skłaniać do zmian postawy. Miłosz pisał kiedyś „Błogosławiony czas, gdy policjant będzie witany jak listonosz”. Dziś nawet listonosz nie jest mile witany, bo tylko zapycha skrzynkę pocztową ulotkami, lecz trzeba mieć nadzieję, że nadejdzie czas błogosławiony, gdy każdy lekarz będzie miał otwarty umysł i słuchał pacjenta.

Rozsądek i obserwacja w sytuacji bólu stawów

Do czego zmierzam? Do tego, że to co pomaga jednemu, drugiemu może zaszkodzić. Nie chciałbym doprowadzić do sytuacji, gdy niektóre osoby z silnymi bólami stawów po odwiedzeniu tego bloga będą próbowały na siłę biegać lub pójdą na siłownię.
Natknąłem się nawet na artykuły specjalistów, którzy generalizując zalecają na wszelkie bole stawów ruch i ćwiczenia. Osobiście byłbym w tym zakresie bardziej ostrożny. Przy lekkich bólach można przykładowo ściągnąć kolano bandażem i stopniować obciążenia. Sam tak przed laty wyleczyłem ból w kolanie. Jednak przy silnych stanach bólowych może trzeba na kilka dni całkowicie ograniczyć ruch. Niestety często musimy sami obserwować własne reakcje i dopasowywać do nich. Inna sytuacja to ból stawów wywołany pogłębiającymi się wadami postawy. Tu już trzeba fachowej wiedzy, by dobrać właściwe ćwiczenia, a innych unikać.
Bądź co bądź, mimo wypisanych na początku zastrzeżeń musimy szukać dobrych lekarzy i dobrych rehabilitantów. Musimy czytać fachową literaturę, jeśli inne drogi są zamknięte. Walka z bólem stawów nie jest łatwa, ale najgorsze co można zrobić, to bezczynnie czekać „aż samo przejdzie”. Nie przejdzie!

Ból stawów – leczenie ciepłem

Nie od dziś znane są dobroczynne skutki leczenia ciepłem. Wszak wraz z nadchodzącą jesienią zwykle wiele osób skarży się na nasilenie bólu stawów. Spada temperatura otoczenia oraz wzrasta wilgotność, a to zazwyczaj pogarsza nasze samopoczucie i powoduje nasilenie się objawów chorobowych. W ramach leczenia ciepłem można stosować domowe metody lub wybrać się na zabiegi fizykoterapii. Te ostatnie musi zwykle przepisać lekarz. Choć nie wszystkie.
Tym o czym trzeba zawsze pamiętać, jest fakt, iż nie każdą chorobę stawów można leczyć ciepłem. Źle dobrane zabiegi mogą nam zaszkodzić zamiast przynieść ulgę. Już choćby z tego powodu warto tę sprawę omówić z lekarzem.
Ogólnie przyjmuje się, że ciepło dobrze wpływa na osoby dotknięte reumatoidalnym zapaleniem stawów. Prócz typowych zabiegów rehabilitacyjnych, można po prostu udać się na kilka seansów w saunie lub robić sobie ciepłe okłady i kąpiele. Dość ciekawym zabiegiem jest parafinowanie, czyli nakładanie na określone miejsca ciała ciepłej parafiny. Zwykle ma ona temperaturę 42-43 stopni. Gdy zastyga wywołuje delikatny nacisk i dzięki temu poprawia krążenie i wzmaga procesy lecznicze. Jednak parafinowania muszą bezwzględnie unikać osoby z osteoporozą.
Bardzo dobrze sprawdza się także peloidoterapia, która w naszych warunkach przyjmuje najczęściej postać okładów borowinowych. Takie zabiegi wykonuje się w większości dużych ośrodków SPA. Dodam jeszcze, że drażniący wpływ borowiny na tkanki skóry oraz silny nacisk masy okładów powoduje skutki podobne do tych, jakie osiąga się za pomocą masaży.
Jak widać ciepło może być dobrym narzędziem pomagającym w walce z bólami stawów. Nie wolno tylko wykorzystywać go z byt często i należy pamiętać o wszelkich przeciwwskazaniach. Wspomniałem już o osteoporozie. Również wszystkie choroby układu krążeniowego dyskwalifikują nas od takiej terapii. Do przeciwwskazań należą też poważne choroby układu oddechowego (choć nie wszystkie, ważna tu będzie opinia lekarza specjalisty) oraz otwarte złamania i zbyt wysokie albo zbyt niskie ciśnienie.

Potrzeba cierpliwości

Nasze czasy nie grzeszą cierpliwością. Większość z nas oduczono czekać. Chcemy mieć wszystko już i natychmiast. Taką postawę wpaja się obecnie od dziecka. Widać to w dantejskich scenach urządzanych przez maluchy w sklepach, gdy rodzice nie chcą im czegoś kupić. Przyczynia się do tego także brak zdecydowania i dojrzałości rodziców. Oni zachowują się podobnie! Poprzez reklamy jesteśmy pchani do zakupów. Musimy wszystko kopić natychmiast. Zamiast odłożyć pieniądze i uzbierać je na nową rzecz, lepiej i prościej wziąć kredyt. Odpija się to oczywiście na domowym budżecie.
Najgorsze, że taki nastawienie bardzo zaczyna przeszkadzać, gdy pojawi się choroba. Niestety zdrowia na raty kupić się nie da, choć zniszczyć na raty jest je łatwo. Co też nieraz czynimy. Cierpliwość jest szczególnie potrzebna podczas leczenia chorób stawów. Bóle stawów to nie katar, który ponoć wyleczyć można w tydzień. Tu trzeba być wytrwałym. Uszkodzony staw często daje znać o sobie przez lata. Taki stan rzeczy nie zawsze jest wynikiem złego leczenia. Najczęściej właśnie braku cierpliwości. Zbyt szybko przerywamy kurację, a potem się dziwimy, że po jakimś czasie bóle stawów powracają.
Ten brak cierpliwości i wytrwałości widać szczególnie w odniesieniu do preparatów na stawy. Dopóki jeszcze musimy stale chodzić do lekarza i przyjmować przepisane leki, dopinguje nas to jako tako do stosowania się do zaleceń. Jeśli jednak po wstępnej kuracji lekarz zaleci nam jakiś preparat z glukozaminą na najbliższe miesiące, to bierzemy go kilka tygodni, a potem coraz częściej zdarza nam się zapominać. Glukozamina ląduję w szafce z innymi lekami i preparatami, które zostały gorliwie kupione, a teraz leżą niewykorzystane.
Tak, jak już napisałem, stawy leczy się długo. By faktycznie odczuć działanie owych preparatów trzeba je regularnie brać przynajmniej kilka miesięcy. Zamiast tego porzucamy je szybko, a potem wypisujemy na forach internetowych, że szkoda pieniędzy na takie rzeczy. Jeśli nie potrafimy skończyć kuracji, to rzeczywiście szkoda.
Musimy pamiętać o tym, że zdrowia nie dostaniemy natychmiast. Tak jak każdego dnia pamiętamy o jedzeniu (choć i to nie wszyscy), tak nie możemy zapominać o zalecanej porcji danego preparatu na stawy oraz rehabilitacji. Tej prowadzonej przez specjalistę lub chociaż w domu we własnym zakresie. Z rozmów z wieloma ludźmi wiem, że preparaty na stawy mogą naprawdę usnąć ból w sposób niemal cudowny. Jednak nie od razu. Mogę przywołać tu znane słowa Shackletona: „Rzeczy niemożliwe robimy od zaraz. Na cuda trzeba trochę poczekać”. To samo można napisać o preparatach z glukozaminą i innymi związkami regenerującymi stawy.
2,6_S

You are currently browsing the archives for the Praktyczne rady category.