Bolące stawy

Flower

Archive for the ‘Bez kategorii’ Category

Przykurcz w biodrze

Na formularz kontaktowy wpłynęło do mnie następujące pytanie:

Witam,
Chciałbym prosić o przedstawienie przykładowych ćwiczeń, które pomogą mi rozciągnąć przykurcz mięśni w okolicy prawego biodra. Od dłuższego czasu ma problemy z tym związane – jest to pozornie dłuższa prawa noga, nierówno ułożona miednica – prawe biodro jest przesunięte do przodu w stosunku do lewego, problemy z założeniem lewej nogi na prawą i z ze skrzyżowaniem nóg tak aby lewa noga krzyżował się przed prawą i lewa stopa została postawiona po prawej stronie stopy prawej(trochę to skomplikowane ale mam nadzieję że zrozumiesz o co chodzi). Problem jest też widoczny przy chodzeniu często idę tak jakbym miała dłuższa prawą nogę – tak wyglądam i tak czuję idąc- przy chodzeniu w butach na płaskiej podeszwie jest to mniej odczuwalne, natomiast założenie obcasów potęguję problem. Nogi na pewno są równe – był wykonywany pomiar antropometryczny przez lekarza. Zauważyłam, że problem się nasila w sytuacji gdy się sforsuję – np. pójdę w góry na długą trasę na cały dzień lub w okresach kiedy mam dużo stresów. Podejrzewam, że przykurcz jest spowodowany bardzo dużo ilością zastrzyków podanych w ten mięsień – tak dużą, że została mi po tym blizna. Dodam jeszcze ze mam aktualnie 26 lat. próbowałam konsultować ten problem z ortopedami ale powiedzmy ze współpraca była mało owocna. Bardzo proszę o radę.

Odpowiadam na nie tutaj, gdyż z reguły nie prowadzę korespondencji mailowej związanej z pisanymi przeze mnie artykułami. To co jest na stronie może się przydać wszystkim, a tak musiałbym wiele rzeczy powtarzać. Jest to też niemożliwe z powodów czasowych. Proponuję więc kontynuować w komentarzach pod tym tekstem.
Nim jednak się wypowiem, czy cokolwiek zasugeruję musiałbym w miarę dokładnie wiedzieć, który to mięsień. Czy jest możliwość podania jego nazwy na podstawie TEGO rysunku?
Na pewno ten przykurcz trzeba rehabilitować jak najszybciej. Im dłużej się będzie zwlekało, tym sprawa będzie trudniejsza. Czekam na nazwę mięśnia i spróbujemy coś z tym zrobić.

Rehabilitacja pozorowana cz. 2

Dla uspokojenie sumienia lekarza

Teraz przyjrzyjmy się bliżej uspokajaniu sumienia lekarza. Daleki jestem od podważania lekarskich kompetencji, czy też roli medycyny jako takiej. Nie chcę bynajmniej generalizować. Zdarzają się, a sam poznałem takich, lekarze bardzo poważnie traktujący nie tylko swój zawód, ale i pacjentów. Ludzie o wysokich kompetencjach.
Obawiam się tylko, iż nie stanowią oni większości. Tak to jest, że w każdej dziedzinie prawdziwi fachowcy to tak naprawdę jakieś 10-20%. Dotyczy to zarówno hydraulików, wszelkiej maści mechaników, nauczycieli, czy wreszcie lekarzy. Jaki tylko zawód przyjdzie Wam na myśl. Skoro zaś idzie o nasze zdrowie i życie, jesteśmy bardziej wyczuleni na błąd lekarza, czy jego niedbałość, niż np. na błąd informatyka instalującego nam oprogramowanie w firmie. Dlatego informatyków, nawet miernych, nikt sądownie nie ściga. Po prostu zwalnia się ich z pracy, a i to nie zawsze.
Niewątpliwie sytuacje w przychodniach czy szpitalach, dalekie są od tych, jakie serwuje się nam w serialach o wspaniałych lekarzach. Rzeczywistość jest mniej piękna, a bardziej banalna. Zaś sam pacjent zwykle nie ma na tyle wiedzy, by wiedzieć jakie badania są wymagane w jego przypadku. Ostatecznie przecież dlatego przyszedł do lekarza i chce zawierzyć jego wiedzy.
Tymczasem, gdy porównamy fachowe książki zawierające zestawy potrzebnych badań, np. w neurologii – odruchów z pospiesznym sprawdzeniem jedynie odruchu kolanowego, można doznać niemal szoku. Stawianie diagnozy na podstawie takiego niepełnego badania jest robieniem krzywdy pacjentowi. Już na wstępie! No cóż. Pacjent został zbadany. Sumienie jest spokojne…

To co tłumaczy, czy jednak do końca?

Chciałbym tu jeszcze kilka rzeczy wyjaśnić. Zdaję sobie sprawę, że niejednokrotnie pospieszne badania wymusza fakt długiej kolejki oczekujących. Co jakiś czas mamy różne reformy służby zdrowia, które zamiast pomóc, tylko sytuację pogarszają. Wiem o tym.
Jednak wiem również, że wielu lekarzy przychodzi do pracy z godzinnym czy kilkugodzinnym spóźnieniem. Czy praca na kilku etatach jednocześnie ich usprawiedliwia? Czy jest etyczna? Co ciekawe, ci zabiegani i zapracowani mają jakoś czas na praktyki prywatne. Tam często dokładniej badają pacjentów. Tylko… no właśnie! Kto ma pieniądze powinien iść prywatnie. Skoro tak to dlaczego ma płacić składki ZUS? Kto pieniędzy nie ma nie zasługuje na poważne podejście i kompetentne leczenie?

Uspokajanie sumienia rehabilitanta

Trochę inaczej jest z uspokajaniem sumienia rehabilitanta. Jeśli mogę to tak ująć, trochę niefortunnie, to on zwykle ponosi najmniej winy. Ciężar odpowiedzialności za postępy w rehabilitacji spoczywa przede wszystkim na pacjencie i lekarzu, tudzież zespole lekarskim.
Rehabilitant kieruje się wskazaniami lekarza. Jednak dość często zapomina, że również on powinien dokładnie zbadać zdolności motoryczne pacjenta, zakres jego ruchów w poszczególnych stawach itd. Nie zawsze to robi. Nie zawsze też sprawdza na bieżąco postępy. Co najważniejsze, rzadko motywuje podopiecznych do ciężkiej pracy. Nazbyt literalnie traktuje zalecenia lekarskie.
Jego sumienie jest spokojne. Wszak pracuje z pacjentem i stosuje się do wskazówek lekarza. Czy jednak to wystarczy? W moim odczuciu niestety nie.

Ważna uwaga na koniec!

Na koniec jeszcze mała uwaga. Nie napisałem tego artykułu, by dyskredytować rehabilitację. Chciałem tylko zwrócić uwagę na zjawisko zbyt nagminne, byśmy mogli je ignorować. Szkoda na to zarówno naszych pieniędzy, jak i zdrowia. Wprawdzie nie możemy zapominać o wielu skutecznie prowadzonych rehabilitacjach i terapiach, bo takie też są, to jednak nawet gdyby zjawisko to miało o wiele mniejsze natężenie, należałoby coś z nim zrobić.
Miast uspokajać sumienie powinniśmy wszyscy robić wszystko, by rehabilitacja była w każdym wypadku jak najskuteczniejsza.

Rehabilitacja pozorowana cz. 1

Rehabilitacja a wiek

Zjawisko rehabilitacji pozorowanej jest znane, choć większość woli o nim milczeć. Zetknąłem się z nim tak wiele razy, że zaczynam odnosić przykre wrażenie, że staje się jakąś niechlubną normą. Pisano o niej już 20 lat temu, a od tego czasu nic się nie poprawiło. Wręcz przeciwnie!
Nim wyjaśnię dokładniej w czym rzecz, muszę zaznaczyć, że opisane zjawisko pojawia się częściej pośród dorosłych niż u dzieci. Właściwie im ktoś starszy, tym większa szansa, iż zamiast solidnej pracy nad własną motoryką dostanie się w tryby takiej gry pozorów. Rodzice niepełnosprawnych dzieci, zazwyczaj starają się znaleźć dla nich optymalną wersję rehabilitacji i monitorują na bieżąco postępy. Brak postępów często skłania ich do szukania innych-lepszych rozwiązań.
Ludzie młodzi jeszcze też zwykle próbują robić wszystko, by przywrócić sobie całkowitą sprawność lub maksymalnie ją poprawić, na tyle na ile to możliwe. Choć już w ich wypadku częściej może pojawić się rehabilitacja pozorowana…

Co to jest rehabilitacja pozorowana?

Czym więc jest? Jest to szereg podejmowanych działań, których jedynym celem oraz wymiernym skutkiem jest uspokojenie sumienia. Najważniejsze pytanie, jakie powinno w tym momencie paść, brzmi – czyjego? Przypatrzmy się wszystkim osobom dramatu.

Bohaterowie dramatu

Jest ich kilku. Głównym bohaterem jest pacjent. Człowiek cierpiący na jakąś dysfunkcję ruchu. Bolą go stawy, ma ograniczoną ruchomość, znaczne spadki siły mięśniowej, nadmierne napięcia mięśni w określonych obszarach itd. Mogą to być wady nabyte lub wrodzone.
Drugą ważną postacią jest lekarz. Może to być ortopeda, neurolog lub lekarz specjalizujący się w rehabilitacji. Dość często specjalistów w tym łańcuszku jest kilku.
Następny ważny człowiek to rehabilitant, czyli osoba bezpośrednio pracująca z pacjentem. Niekiedy dochodzą jeszcze ludzie obsługujący pewne zabiegi fizjoterapeutyczne, ale ich możemy pominąć, gdyż oni robią tylko to co zaordynuje lekarz. Nie muszą mieć wiedzy na temat anatomii, a jedynie jak działa np. obsługiwane przez nich urządzenie. Nie muszą też wykazywać szczególnego rodzaju zaangażowania.
Jeśli teraz zapytacie o czyje sumienie chodzi, to mogę już odpowiedzieć. O sumienia wszystkich wymienionych powyżej, prócz fizjoterapeutów.

Spokój sumienia pacjenta

Dość często o niepowodzenia w rehabilitacji, czy leczeniu, obwinia się lekarzy. Niestety w wielu wypadkach jest w tym sporo prawdy, choć nie wolno nam generalizować. Szukając winnych nie możemy zapominać o nas samych. Tak więc weźmy na chwilę pod lupę sumienie pacjenta.
Każdy uczęszczający na rehabilitację i zapytany, czy pragnie poprawy swojego zdrowia odpowie na pewno, że tak. Czy to zawsze jest prawda? Nie! Nie chcę już wnikać w psychologiczne meandry ludzi, którzy czując się samotni podtrzymują chorobę, by mieć pretekst do korzystania z opieki innych, czy też zwrócenia na siebie uwagi. Ten aspekt pozostawmy.
Z punktu widzenia rehabilitacji o wiele ciekawsze jest fakt, że najczęściej nie wykazujemy zbyt wiele chęci, by ją uskutecznić. Większość z nas jest zainteresowana bardziej usunięciem bólu niż poprawą własnych funkcji motorycznych. Wystarczy spojrzeć na to co kupujemy w aptekach. Częstej są to środki przeciwbólowe niż np. preparaty na stawy. Wolimy doraźną ulgę zamiast długofalowej pracy nad swoim zdrowiem.
Ma to wpływ na jakość rehabilitacji i dobór zabiegów. Niektóre z nich są ze swej natury bardzo bolesne. Wystarczy przywołać rozciąganie redresyjne. w obawie przed reakcją pacjenta lekarz może się wstrzymać z zalecaniem takich zabiegów, choć w danym przypadku mogą być wskazane.
Nie lubimy bólu. To zrozumiałe. Jednak nie mamy też cierpliwości do wytrwałej pracy. Wystarczy nam świadomość, że coś robimy. Przecież chodzimy na rehabilitacje. To już samo z siebie uspokaja nasze sumienie. Pytanie, czy również zawsze leczy? Gdy wybieramy tylko te zabiegi, które lubimy… Gdy nie przykładamy się do ćwiczeń – ileż to razy widziałem panie plotkujące przez cały czas przeznaczony na rehabilitację i ledwo byle jak „odwalające pańszczyznę”!
Jeśli po kilku miesiącach rehabilitacji nie ma widocznej poprawy, to może być wynikiem braku kompetencji lekarza lub rehabilitanta, ale może być też wynikiem naszego braku zaangażowania. Braku silnej motywacji. Bez tego, nie pomogą nawet najlepsi specjaliści.

You are currently browsing the archives for the Bez kategorii category.