Bolące stawy

Flower

Rehabilitacja pozorowana cz. 2

Dla uspokojenie sumienia lekarza

Teraz przyjrzyjmy się bliżej uspokajaniu sumienia lekarza. Daleki jestem od podważania lekarskich kompetencji, czy też roli medycyny jako takiej. Nie chcę bynajmniej generalizować. Zdarzają się, a sam poznałem takich, lekarze bardzo poważnie traktujący nie tylko swój zawód, ale i pacjentów. Ludzie o wysokich kompetencjach.
Obawiam się tylko, iż nie stanowią oni większości. Tak to jest, że w każdej dziedzinie prawdziwi fachowcy to tak naprawdę jakieś 10-20%. Dotyczy to zarówno hydraulików, wszelkiej maści mechaników, nauczycieli, czy wreszcie lekarzy. Jaki tylko zawód przyjdzie Wam na myśl. Skoro zaś idzie o nasze zdrowie i życie, jesteśmy bardziej wyczuleni na błąd lekarza, czy jego niedbałość, niż np. na błąd informatyka instalującego nam oprogramowanie w firmie. Dlatego informatyków, nawet miernych, nikt sądownie nie ściga. Po prostu zwalnia się ich z pracy, a i to nie zawsze.
Niewątpliwie sytuacje w przychodniach czy szpitalach, dalekie są od tych, jakie serwuje się nam w serialach o wspaniałych lekarzach. Rzeczywistość jest mniej piękna, a bardziej banalna. Zaś sam pacjent zwykle nie ma na tyle wiedzy, by wiedzieć jakie badania są wymagane w jego przypadku. Ostatecznie przecież dlatego przyszedł do lekarza i chce zawierzyć jego wiedzy.
Tymczasem, gdy porównamy fachowe książki zawierające zestawy potrzebnych badań, np. w neurologii – odruchów z pospiesznym sprawdzeniem jedynie odruchu kolanowego, można doznać niemal szoku. Stawianie diagnozy na podstawie takiego niepełnego badania jest robieniem krzywdy pacjentowi. Już na wstępie! No cóż. Pacjent został zbadany. Sumienie jest spokojne…

To co tłumaczy, czy jednak do końca?

Chciałbym tu jeszcze kilka rzeczy wyjaśnić. Zdaję sobie sprawę, że niejednokrotnie pospieszne badania wymusza fakt długiej kolejki oczekujących. Co jakiś czas mamy różne reformy służby zdrowia, które zamiast pomóc, tylko sytuację pogarszają. Wiem o tym.
Jednak wiem również, że wielu lekarzy przychodzi do pracy z godzinnym czy kilkugodzinnym spóźnieniem. Czy praca na kilku etatach jednocześnie ich usprawiedliwia? Czy jest etyczna? Co ciekawe, ci zabiegani i zapracowani mają jakoś czas na praktyki prywatne. Tam często dokładniej badają pacjentów. Tylko… no właśnie! Kto ma pieniądze powinien iść prywatnie. Skoro tak to dlaczego ma płacić składki ZUS? Kto pieniędzy nie ma nie zasługuje na poważne podejście i kompetentne leczenie?

Uspokajanie sumienia rehabilitanta

Trochę inaczej jest z uspokajaniem sumienia rehabilitanta. Jeśli mogę to tak ująć, trochę niefortunnie, to on zwykle ponosi najmniej winy. Ciężar odpowiedzialności za postępy w rehabilitacji spoczywa przede wszystkim na pacjencie i lekarzu, tudzież zespole lekarskim.
Rehabilitant kieruje się wskazaniami lekarza. Jednak dość często zapomina, że również on powinien dokładnie zbadać zdolności motoryczne pacjenta, zakres jego ruchów w poszczególnych stawach itd. Nie zawsze to robi. Nie zawsze też sprawdza na bieżąco postępy. Co najważniejsze, rzadko motywuje podopiecznych do ciężkiej pracy. Nazbyt literalnie traktuje zalecenia lekarskie.
Jego sumienie jest spokojne. Wszak pracuje z pacjentem i stosuje się do wskazówek lekarza. Czy jednak to wystarczy? W moim odczuciu niestety nie.

Ważna uwaga na koniec!

Na koniec jeszcze mała uwaga. Nie napisałem tego artykułu, by dyskredytować rehabilitację. Chciałem tylko zwrócić uwagę na zjawisko zbyt nagminne, byśmy mogli je ignorować. Szkoda na to zarówno naszych pieniędzy, jak i zdrowia. Wprawdzie nie możemy zapominać o wielu skutecznie prowadzonych rehabilitacjach i terapiach, bo takie też są, to jednak nawet gdyby zjawisko to miało o wiele mniejsze natężenie, należałoby coś z nim zrobić.
Miast uspokajać sumienie powinniśmy wszyscy robić wszystko, by rehabilitacja była w każdym wypadku jak najskuteczniejsza.

Comments are closed.