Bolące stawy

Flower

Wiara w uzdrawiającą moc lamp

Medycyna też opiera się na wierze

Co jakiś czas zdumiewają mnie powstające na świecie nowe ruchy religijne. Skąd takie stwierdzenie na stronie traktującej o zdrowiu i leczeniu stawów? Ano stąd, że bynajmniej religie te nie są tylko domeną nawiedzonych guru obiecujących raj po tamtej stronie Styksu. Medycyna pełna jest wyznawców różnych dziwacznych wierzeń. Gdybyśmy wiedzieli ile tego co podaje nam się jako wyniki badań jest w rzeczywistości tylko i wyłącznie zbiorem pobożnych życzeń, bylibyśmy bardziej krytycznie nastawieni do proponowanych nam terapii.

Uzdrawiające lampy

Nie chcę w tym miejscu podważać autorytetu medycyny lub poszczególnych lekarzy. Niestety nie wszystko jest takie, jakbyśmy sobie tego życzyli. Przykładem jest właśnie wiara w uzdrawiającą moc lamp. Wiem, że znajdzie się sporo osób, które będą mi dowodziły, że lampy typu Solux, Zepter czy inne, pomogły im wyzdrowieć i zwalczyć ból stawów.
No cóż. Placebo też często pomaga. Tym właśnie są lampy. Warto się zastanowić czemu zdobyły taką popularność w ostatnich latach. Odpowiem wprost i brutalnie. Bo pozwalają zarówno pacjentowi, jak i lekarzowi na ograniczenie wysiłku do minimum. Lekarz przepisuje skierowanie na lampy i ma spokój. Po co dodatkowe konsultacje, po co skierowanie na porządną rehabilitację? Wszak służba zdrowia nie ma pieniędzy, więc trzeba ograniczać koszty.
Praca z rehabilitantem wymaga większego zaangażowania. Trzeba poświęcić pacjentowi uwagę, przygotować mu dobrany do choroby zestaw ćwiczeń i nierzadko nadzorować ich wykonanie. W wypadku biernej rehabilitacji zaangażowanie rehabilitanta musi być jeszcze większe. To on kieruje i porusza kończynami chorego mobilizując poszczególne łańcuchy biokinematyczne.
Natomiast praca obsługi lamp sprowadza się w tym wypadku do włączenia urządzenia i nastawienia czasu naświetlania. Potem nawet nie trzeba nic wyłączać. Urządzenie zrobi to samo.
Sam pacjent też jest zadowolony z takiego obrotu wypadków. Nie musi się wysilać, robić ćwiczeń. Siada sobie wygodnie pod lampą i rozmyśla o czym chce. Nie ma to jak chwila relaksu. Gdyby przypadkiem nie chciało mu się chodzić na zabiegi, bo trzeba tu dodać, że lampy w miejscach publicznych lubią się psuć, co przerywa terapię, można zaopatrzyć się w we własną. Teraz jest jeszcze lepiej, bo naświetlanie udaje się połączyć z oglądaniem telewizji.
Razem daje to tylko tyle, że cały aparat motoryczny, który w wielu wypadkach potrzebuje raczej ruchu niż bezruchu, trwa tym bardziej w zawieszeniu. Placebo ma swoją moc sprawczą, ale nie aż tak wielką, by zapewnić te same korzyści co regularny wysiłek fizyczny. Nie przywróci utraconej sprawności mięśni i balansu siłowego pomiędzy nimi. W przypadku bólu kolan, to właśnie nierówna siła przyczepionych do tego stawu mięśni jest przyczyną przynajmniej 70% problemów. W dłuższej perspektywie przyczynia się do degeneracji stawów.
Lampy tylko utwierdzają nas w lenistwie i w siedzącym trybie życia, gdy w rzeczywistości to właśnie staje się gwoździem do trumny naszych stawów.
Tymczasem wiara w lampy przeżywa swój rozkwit. Mimo tego, iż nie ma żadnych wiarygodnych badań potwierdzających skuteczność naświetlania. By było jeszcze dziwniej, lekarze przepisują naświetlanie nie tylko na stawy, ale na przykład na zapalenie zatok. Neurolodzy próbują lampami leczyć uszkodzenia nerwów. Nie pozostaje nic innego, jak zacytować starą piosenkę Czesława Niemena „Dziwny jest ten świat”.

No Responses to “Wiara w uzdrawiającą moc lamp”

  1. Grudzień 10th, 2011 at 20:31

    Zaciekawiony says:

    Niedawno miałem okazję zobaczyć prezencję diagnozującej lampy ze światłem spolaryzowanym Zeptera. Chętna osoba została usadzona na krześle a z lampy z czerwonym filtrem świecono jej na twarz. Miała patrzeć się na lampę i mówić jakie kolory widzi. Więc mówiła: „czerwony, różowy, żółty, różowy, taki niebieskawy…” – na co prezentujący zaraz dopytywał czy też zielony. Po minucie, gdy chętna wymieniała głównie różowy i żółty, lampa została wyłączona a chętna miała spojrzeć na białą kartkę, i oczywiście zobaczyła zielony. Na co prezentujący stwierdził, że tamta widziała głównie zielony, a jak zielony to – i tu wymieniał choroby aż chętna kiwnęła głową, że taką ma.
    I co z tego? A no to, że gdy zaświecimy komuś w oczy światłem czerwonym, to zobaczy zielony powidok na jasnym tle. A prezentujący sprzęt nie potrafił odpowiedzieć na pytanie, czym jest światło spolaryzowane.

  2. Grudzień 11th, 2011 at 10:19

    stefan says:

    Witam. Niestety takie praktyki to zwykła szarlataneria bazująca na ludzkiej niewiedzy. Pewne reakcje siatkówki, a potem układu nerwowego są normalną rzeczą i o niczym nie świadczą, a już tym bardziej o tym na co kto jest chory.
    Dla mnie równie bezsensowna jest panująca obecnie moda na lampy. Przepisują się je tak samo, na ból stawów, jak na choroby zatok, czy uszkodzenia nerwów itd. Tu już nie chodzi o zwykłe oszustwo, ale o lekarzy, którzy powinni wykazywać nieco więcej rozsądku i krytycznego myślenia.
    Dziękuję za ciekawą informację i pozdrawiam.