Bolące stawy

Flower

Energia kinetyczna i sztuka upadania

Ewolucyjne niedopatrzenie

Pośród wszystkich naszych stawów, kolana są chyba najbardziej narażone na urazy. Zarówno w sporcie, jak i we wszelkich wypadkach. Proste wyobrażanie pozwoli nam zdać sobie z tego lepiej sprawę. Jeśli człowiek idąc lub biegnąc nagle się potknie i upadnie to w czasie tego upadku mamy do czynienia z dość dużą energią kinetyczną. Im szybciej szedł lub biegł, tym energia będzie większa. Większość z nas nigdy nie uczyła się upadać. Zwykle taką zdolność posiadają tylko adepci wschodnich sztuk walki oraz żołnierze oddziałów specjalnych. Mówiąc nieco żartobliwie, upadanie nie jest naszą mocną stroną. W procesie ewolucji wykształciliśmy postawę wyprostowaną i nauczyliśmy się przemieszczać w takiej postawie. Jednak natura „zapomniała” wyposażyć nas w instynktowną zdolność do bezpiecznego upadania. Może po prostu przez wieki ją utraciliśmy? Może zagubiliśmy ją w procesie dorastania? Bez względu na to, jak z tym było, bezpieczniej jest się przewrócić na czterech łapach niż na dwóch. No i znacznie trudniej.

Masa ciała

Wbrew pozorom, takie niby niegroźne upadki są zwykle przyczyną większych powikłań niż groźnie wyglądające kontuzje sportowe. U sportowca aparat ruchu jest o wiele lepiej przygotowany na wypadek. Silniejsze i bardziej rozciągnięte mięśnie lepiej chronią stawy. Wrócimy tu do naszej hipotetycznej sytuacji upadku na skutek potknięcia. Wspomniana ogromna energia kinetyczna zostaje spotęgowana przez masę ciała dzięki sile przyciągania ziemskiego. Ta energia zostaje ostatecznie najczęściej zamortyzowana przez nieszczęsny staw kolanowy i na nim właśnie się wyładowuje. Masa ciała ma tu ogromne znaczenie. To z tego powodu dzieci zazwyczaj lepiej znoszą upadki niż dorośli. Zwykle upadamy na kolana. Gdyby cała siła upadku poszła na o wiele słabsze stawy łokciowe, mogłoby być jeszcze gorzej.
Dużą rolę odgrywa tu nadwaga. To prawda, że ludzie otyli zwykle chodzą wolniej, więc ich upadek powinien być mniej groźny. W praktyce jednak kolana są już przeciążone nadmiarem ciężaru tkanki tuszowej. Staw nie jest wspierany przez mięśnie, gdyż procentowo przeważa tłuszcz. W trakcie upadku słabsze mięśnie również mniej będą chroniły staw. Muszą też przeciwdziałać większej masie. Trzeba więc do wszystkich chorób, przed jakimi przestrzega się osoby otyłe, dodać urazy stawów, a zwłaszcza stawów kolanowych.

Sport a stawy

Niektórzy sądzą, że to właśnie uprawianie sportu naraża nas na najwięcej kontuzji stawów kolanowych. Jest to prawdą w przypadku sportów kontaktowych. Tam łatwo o poważne kontuzje. Czasem takie, które pozostawiają ślady na całe życie. Jednak większość sportów, jeśli trenuje się rozsądnie, raczej chroni nas przed kontuzjami niż je powoduje. Obniża poziom tkanki tłuszczowej i wzmacnia mięśnie, a także same stawy.
Rzecz jasna zawsze może przytrafić się jakaś kontuzja. Wypadku nie zdarzają się tylko tym, którzy nic nie robią. Chcąc ich uniknąć musieliśmy zaprzestać wychodzenie z łóżka. Taki scenariusz chyba nie wygląda dobrze? Osoba niećwicząca jest zawsze bardziej narażona. Pisząc tutaj o sporcie, niekoniecznie mam od razu na myśli, jakieś ekstremalne wyczyny. Nawet długie spacery lub bieganie w terenie, to już bardzo dużo.

Nie lekceważyć urazów

Jeśli jednak przydarzy nam się upadek lub kontuzja, to nie ma co zwlekać z wizytą u lekarza. Dotyczy to sytuacji, gdy pojawia się obrzęk i trudności z poruszaniem kończyną. Lekki ból, który zanika po kilku dniach można jeszcze zignorować, ale też trzeba zachować czujność. Uszkodzony staw należy jak najszybciej unieruchomić i zgłosić się do specjalisty. To czy przewróciliśmy się na chodniku, czy wypadli z drugiego piętra, ma tu drugorzędne znaczenie. Bardziej istotna jest reakcja organizmu. Czasem błahy wypadek może mieć bardziej poważne konsekwencje niż taki upadek z kilkunastu metrów. Widziałem już osobę, które pośliznąwszy się w klapku we własnym mieszkaniu skręciła kostkę. Nawet nie upadała i nie wyglądało to groźnie. Później leczenie uszkodzonego stawu trwało kilka miesięcy!
4,0_S

Comments are closed.